|
Marszałkował w trudnym okresie i to co robił – jak po efektach widać, przynosiło dobre skutki. W tej sprawie jednak, niech się wspomnieniowo wypowiadają Ci, którzy Go otaczali, z którymi współpracował a i Ci i z którymi toczył boje. Przyjmuję za to, za swój obowiązek by powiedzieć o Panu Marszałku rzecz, która legła w moim odczuciu u podstaw tego co robił o metodzie działania.
Chciałbym pokazać Go jako człowieka, który nie tylko umiał się uczyć ale i dobrze stosował – używając inżynierskiego rozsądku – tak zwaną Ustawę o Zdrowym Rozsądku. Pan Marek Nawara studiował w AGH – na Wydziale Metali Nieżelaznych i poznałem Go jako studenta jeszcze na 2-gim roku Jego studiów. Studia jak studia. Zgrzeszyłbym gdybym powiedział, że był kujonem – ale za to widać było, że na tle całej grupy, doskonale zestawia ze sobą informacje, pamięta je i co też ważne są rzeczy, które poza studiami też Go interesują. Wbrew pozorom nie jest to wcale częste. Jak to w praktyce działa, przekonałem się w trakcie wykonywania Jego pracy dyplomowej. Temat związany z produkcją w ówczesnym ZML Kęty (profile, folia, aluminium i jego stopy) to i część praktyczna pracy była wykonywana w tymże Zakładzie. Temat wymagał by wybierać próbki z produkcji, jej etapów, odpowiednio do założonego przypuszczenia badawczego. Nie chodziło o to by wybrać tony a warianty, które by pozwoliły na weryfikację czy postawione przypuszczenie jest słuszne czy nie. Przenieśmy się w tamten czas. Mówimy o roku 1980 – tym. Ówczesne środki komunikacji i łączności. Dziś chyba już zapomnieliśmy a młodzi nie wiedzą jaka to była sztuka pokonywania przeszkód przeróżnych. Praktycznie zero możliwości, by zwłaszcza co po chwilę chwytać za telefon pytać – czy to brać, co robić? Odległość – ale i wielka przychylność ludzi Zakładu. Dziś w tej sytuacji student by chyba miał komórkę rozgrzaną do czerwoności a i w Zakładzie mogło być różnie. Przed wyjazdem wyraźnie pokazałem o co chodzi. Przypuszczenie było nowe i nie koniecznie musiało być prawidłowo przyjęte przez studenta, zwłaszcza, że trochę nie było zawsze zgodne z tym o czym się uczył na studiach. Rozmowa więc dotyczyła konieczności precyzyjnego zrozumienia zasady, a nie przyjęcia do wiadomości, które konkretnie warianty ma wybierać. Tej informacji nie miał. Musiał podejmować decyzje. Pojechał i… kamień w wodę. Od koleżanki pracującej w ZML – dowiedziałem się tylko, ze coś wybiera, głowę zawraca, korzysta z laboratorium – jeśli akurat można. Skończył się czas przeznaczony na przyniesienie materiału, który należało dalej badać już tu, na miejscu w AGH. Naprawdę miałem poważne obawy, czy to co ten student przyniesie, to w ogóle będzie to, o co chodzi i czy z da się skompletować konieczny materiał, tak by wypełnić zadanie postawione tematem. Pełne zaskoczenie – wszystkie warianty wybrane właściwe, żadnego niepotrzebnie. To i badania przeszły rutyną, a rozmowy o wynikach zaowocowały naprawdę ciekawą pracą. Nie mówię o stronie edycyjnej – przy której wykonaniu dzisiejsi studenci mający w ręku znakomite narzędzia komputerowe, chyba by się załamali. Wówczas byłem silnie zaangażowany i w powstającą Solidarność i w powoływanie Akademijnej struktury Polskiego Klubu Ekologicznego. Myliłby się ktoś, gdyby myślał, że Pana Marka i to nie interesowało. Swoje robił, ale na te rzeczy był otwarty. To i nie budziło mojego zdziwienia gdy poszedł do spraw samorządowych. Najpierw w Zielonkach. Dalej Państwo z grubsza wiecie. Dla mnie w tej opowieści jest ważne jak duże znaczenie ma dobre przemyślenie problemu o to przed pracą. Był inżynierem i o konkretnej specjalności technicznej. A jak się sprawdził jako samorządowiec? Wiem, że wielokroć Go denerwowało rozwiązywanie problemów samorządowych kluczem politycznym, choć stanowisko, które zajmował nie może być wolne od polityki. Ta jednak była zawsze jednym z komponentów przyjmowanego rozwiązania a nie celem samym w sobie. W moim przekonaniu, po doświadczeniach na Urzędzie – mógł jeszcze właśnie swą umiejętnością kojarzenia dużo dobrego zrobić. Przyznać trzeba, że dla ludzi opanowanych tylko polityką musiał być nawet irytujący. Dziś i Oni niech się może zastanowią co, my, mieszkańcy Małopolski straciliśmy bez względu na to gdzie by nie znalazł swego miejsca po marszałkowaniu. Warto to chyba głośno powiedzieć. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach wyścigu politycznego i częstego lekceważenia wspomnianej już Ustawy o Zdrowym Rozsądku.
|