Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ludzkie losy Jeszcze o Rabacji
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Jeszcze o Rabacji PDF Drukuj Email
Ludzkie losy
poniedziałek, 31 października 2011 20:33 | Wpisany przez fsd

Jak już rozmawiać o Rabacji Galicyjskiej – i podawać ją w sosie zemsty za wiekowe krzywdy doznane przez chłopstwo – czyli sosie obowiązującym i jeszcze upiększonym (jeśli w ogóle można tak mówić o tego rodzaju mordach) za PRL-u czyli w czasach czysto teoretycznej dyktatury ludu miast i wsi, to warto do tego sosu dodać ziarna wręcz zasadniczej prawdy.

A jest ona rzekłbym technokratyczna, z dziedziny techniki sprawowania władzy. I na dodatek, długofalowo – paradoksalnie pomogła w tworzeniu mitu „dobrego zaborcy” Do tej pory są przecież publicyści mówiący w dobrotliwych wręcz sentymentalnych kategoriach o dobrym władcy – Franciszku Józefie i panującej „Nieboszczce Austrii”.
Przejęcie Państwa drogą zaboru to nie tylko zajęcie jakiejś części terytorium. To rezultat słabości systemowej tego Państwa, jego rządów. Nie sposób nie zauważyć i nie wyciągnąć pozytywnych wniosków na dzień dzisiejszy z faktu, że Rozbiory miały miejsce wtedy, gdy został opracowany i miał realne szanse powodzenia poważny i strukturalny projekt naprawy Rzeczpospolitej. Gdy obudziły się elity.
Przejęcie Państwa i niskie koszty tego by to przejęte terytorium i ludzie pracowali na rzecz nowego posiadacza – to konieczność wykonania drugiego kroku. Opanowania i przejęcia ludzi. W zaborze Rosyjskim i Pruskim obowiązywała w tym zakresie doktryna wykonywania nacisku. Większy sprzeciw, większy nacisk – uspakajają się, nieco luzujemy. Oswajanie – miało doprowadzić do wycięcia upartych i asymilacji chętnych do spokoju i brania korzystek. Do zapomnienia o tym, że było własne Państwo a nowa Ojczyzna miała zostać zaakceptowana przez nowych obywateli drugiej kategorii. Jak wiadomo w tej sprawie opór okazał się być w miarę powszechny.
Po pierwszych kilkudziesięciu latach Austriacy – właściwie ocenili rolę prawdziwej elity. Jak wszędzie wśród niej byli ludzie niegodni ale była to warstwa – mózg myśli o niepodległości. Bez jej zniszczenia, spacyfikowania, sterroryzowania nie można było myśleć o opanowaniu tego niepokornego żywiołu. Zaborca doszedł do wniosku, że lepiej, taniej i skutecznej wyjdzie gdy to Polacy załatwią sprawę  własnymi rękoma.
Realną elitą, niosącą tradycję i pamięć narodową było w swej masie ziemiaństwo. Miasta małe i zubożałe – się nie liczyły, choć i tam świadomych ludzi było dużo. Ziemiaństwo jednak było terytorialnie rozproszone. Idee socjalistyczne – choć wtedy tak nie nazwane w dzisiejszym znaczeniu – przy wykorzystaniu obiektywnie niegodnych przykładów relacji pomiędzy panem i chłopem, posłużyły zaborcy do realizacji zamysłu.
Wystarczyło podburzyć – właśnie nowymi obciążeniami i brakiem jasnej informacji o tym co dla pana co dla zaborcy i – nie przeszkadzać. Popatrzmy się na Jakuba Szelę jak na świadomego lub nie – to nie ważne – agenta rozwiązującego problem zaborcy rękoma Polaków. Tenże głosił zwłaszcza hasło odmowy darmowej pańszczyzny. Rzeź zakończyła się w praktyce po kilku dniach. Szela został najpierw osadzony potem przesiedlono go następnie na Bukowinę, gdzie w nagrodę za postawę otrzymał 30-morgowe gospodarstwo, co jest podstawą do osądu, że Szela był po prostu agentem władz austriackich, a rozruchy były przez niego inspirowane. W tradycji ziemiaństwa Szela jest pamiętany jako zdrajca narodu, obarczany na równi z Austriakami winą za klęskę myśli niepodległościowej wśród ludu zaś w tradycji ludowej ziemi tarnowskiej Jakub Szela jest traktowany jak bohater walki ze szlachtą. I tak to zaborca pomieszał w kotle. Wyrżnęli elitę? Wyrżnęli. Czy chłopi zyskali tym ulgę. Oczywiście nie. Dali się wykorzystać i stracili warstwę elity.
Zaborcy mieli czyste ręce i początek kształtowania obrazu sprawiedliwych rządów dobrotliwego Pana Narodów – rodzaju Unii Europejskiej panującej na dużej połaci Europy.
Były wszak Rządy Krajowe, był schematyzm dworu, rozwój kraju. Trzeba przyznać, że od strony sprawności aparatu propagandowego – okazało się to o wiele skuteczniejsze od szkoły wykonywania nacisku.
Podkreślam – to co tu napisałem nie ma nic wspólnego z metodycznym opracowaniem historycznym, choć historycy mogliby tu dużo dodać, potwierdzając to co ja bym nazwał tylko próbą podjęcia nieco innej optyki na pewien fenomen walki z polskością. Z niego powinniśmy wyciągnąć wnioski dziś dając się nabijać na różne propagandowe triki.Wtedy – skutkiem był, na pewno, rodzaj właściwie społecznej akceptacji faktu utraty niepodległości, który został osiągnięty przez zaborcę wprost dekapitacją społeczeństwa.

Odtworzenie elity – to długa sprawa. Nastąpiła. Lecz ile trwało?
Może mam racje – może nie. Na pewno  jednak wyczyny Szeli – zlikwidowały sporą cześć elity- zarodka myśli niepodległościowej. I to jest fakt. Nie bez znaczenia jest to, że są cechy stanu wiejskiego – dziś już trudno go nawet nazwać – chłopskiego, ukształtowane pamięcią tamtych wydarzeń z których rządzący do tej pory korzystają realizując zasadę – dziel i rządź.               
Tej myśli już nie ciągnę – każdy znając realia rządów w małych ośrodkach – może sobie resztę dośpiewać.