|
Święto ważne, onegdaj zakazane. Data – jak wiemy nieco umowna, ale i lepszej nie można było zaproponować, choć dla Krakowa, a w szczególności Podgórza inne, nieco wcześniejsze daty byłyby bardziej odnoszące się do rzeczywistych wydarzeń.
Święto odzyskania niepodległości, choć są tacy, którzy skłonni byliby powiedzieć – nic byśmy nie mieli, gdyby nie okoliczności. Jakie tam odzyskanie – wpadło. Są tacy. Niech tu historycy oceniają – jest jednak pewne, że okoliczności zostały tylko wykorzystane. I dla mnie nie jest tak ważny tylko ten jeden dzień, akt rozbrojenia wacht austriackich, przejęcia broni i - władzy. O wiele bardziej znaczące jest to, co potem się działo. Ten właśnie rzeczywisty proces odzyskiwania Państwa i budowy myśli strategicznej dla jego potrzeb. A tu już okoliczności nie odgrywały zawsze takiej dobrej roli, wręcz czasem były zawadą. Walka i odzyskiwanie – to faktycznie było potem. W dniu 11 Listopada warto o tym pamiętać. Powstające Państwo wcale nie było mile widziane. Ono wolą ludzi się ostało i zostało. Dla mnie jest znaczący fakt, że po 120 latach życia pod innym prawem, w innych otoczeniach gospodarczych,ówcześni ludzie postawili na pierwszym miejscu słowa Ojczyzna, budowa samodzielności gospodarczej i – porozumienie we wspólnym działaniu. Dziś możemy niby powiedzieć, że my w tym naszym wolnym dwudziestoleciu mamy wielkie szczęście, bo od początku obyło się bez takiego rozbicia – dziedzictwa zaborów. Robią na mnie wrażenie takie rzeczy jak myślenie daleko do przodu – na przykład natychmiastowym (1919r.!) powołaniem wielu Uczelni – w tym Akademii – wówczas Górniczej, natychmiastowe działania w przemyśle – i to opartym o własne, krajowe możliwości. Od Gdyni przez COP po przemysł wydobywczy. Do wyobraźni odnośnie warunków tamtych czasów przemawia mi fakt, że to Państwo – jeszcze powstające – już musiało toczyć i to ekstremalny bój z bolszewikami. I wyszło z tego nie tylko całe, ale i wzmacniające się. Jedno jest pewne działała dobra ekipa i to nie tylko rządowa a w całym państwie. Inaczej być nie mogło. Najważniejsze – zebrali elitę. Mieli świadomą i naturalną elitę – mózg narodu. Zapewne rola Marszałka, Grabskiego czy Kwiatkowskiego jest nie do przecenienia – ale Oni sami? Nic by nie zrobili i na początku i potem. Czy było idealnie? Nie sądzę – bo nie mogło być. Mam też i swój powód do pamięci nie tylko państwowej tego święta Niepodległości. Na pewno jednym z wielu „kamieni” tamtych lat byli moi Dziadkowie od strony Ojca – a też i – inaczej Dziadkowie od strony Mamy. Widać te losy w różnych wykonaniach były wszystkie jednemu podporządkowane i wszyscy instynktownie – myśląc o swoim interesie i o sobie równocześnie – realizowali coś, co składało się na całość. Wydaje mi się, że tego cementu dziś brakuje. Dziadkowie od strony Taty – na piechotę, z genialną, jak sobie wyobrażam, logistyką (dziś byśmy powiedzieli) wyprawy, jako już repatrianci rosyjscy (w czasie po wojnie sowieckiej i przez tamten teren) dostali się do Polski. Dziadek – po odbyciu Sybiru w ostatniej chwili odzyskał jeszcze ukazem carskim prawa obywatelskie i oddano mu dyplom prawnika. Po wybuchu rewolucji wraz z Babcią (wyznania prawosławnego) i trójką dorastających dzieci (też wychowywanych w prawosławiu) dzięki pomocy rodziny przebywającej w Polsce przekroczył granicę. I On, repatriant „rosyjski” i z rodziną prawosławną, wkrótce, w tej nietolerancyjnej, sanacyjnej, endeckiej Polsce, dostaje posadę i to sędziego - w Miechowie. Widać na tym przykładzie jakie bajania są ludziom propagandowo wkładane do przekonania? Po co? Komunę mogę zrozumieć – ale utrzymywanie tych bajek i fobii po dziś ? Jaki sens?. Prawda była taka, że ważne były kompetencje – choć prawo w zaborze rosyjskim było zapewne inne niż w austriackim – to jednak prawo było ważne ale stanowione – w Polsce. Nie oglądali się włodarze na to, kto z jakiego zaboru i jaką ma rodzinę i jakie wyznanie. Ważne było, by dla działania Państwa wszędzie było wykonywane prawo. I to był fakt budujący to, co powstało. W innych dziedzinach musiało być podobnie. Przypuszczam, że też nie jedną by można było osnuć z kolei opowieść o rodzinie Dziadków od strony Mamy – z Poznańskiego. I za okres tuż po I wojnie i za czasów II wojny, gdy to z Ich domu powstała oaza przetrwania dla ludzi . Po II wojnie – to już była tylko walka, a to z reformą, a to z upaństwowieniem majątku w sensie ziemi i nieruchomości – czyli z systemową destrukcją i dekompozycją. Walka o przetrwanie a nie budowę czy tworzenie. Dla mnie to święto 11- listopada każe właśnie myśleć o tym porównaniu sposobów budowy Państwa i myślenia o nim. Wtedy, po wojnie i dziś. Dziś pamiętamy daty – ale jakoś nie czerpiemy wzorców. Uważamy, że mamy patent. Tak – tamte czasy były inne, inne warunki, inna technika, inne otoczenie technologiczne. Rzeczy nieporównywalne. Ale myślenie o wspólnym – powinno być co do zasady takie samo. Czy jest? Mam poważne wątpliwości gdy zobaczymy decyzje gospodarcze w perspektywie myśli o strategii o tym co dla przyszłych pokoleń. Dziadkowie – odczuwam – o tym, czyli i o mnie, myśleli i system w tym Im pomagał. Dzisiejsza sprzedaż aktywów, a nie ich wykorzystanie – to nie jest koncepcja mieszcząca się w długofalowej strategii. Popularne dziś minimalistyczne hasło, wygrywające wybory: „by ludzie mieli ciepłą wodę w kranach” w ówczesnych nieporównywalnie trudniejszych warunkach nikomu by nie przyszło do głowy. Wówczas ludzie o takich poglądach zostaliby uznani za niepoczytalnych. Może właśnie w Święto Niepodległości spróbujmy porównać jakość elit: ówczesnych i dzisiejszych. No tak, nie da się… Trudno równać karłów z Herosami.

Zdjęcie - świadectwo czasu i historii. Na fotografii od prawej: Dziadek Feliks, Babcia Anna, i ich dzieci Adam, Aleutyna, i Seweryn – Ojciec Autora. Na tym zdjęciu zrobionym tuż po Ich repatriacji Dziadek ma ok. 57 lat; Babcia ok. 42, Ojciec Autora ok. 14 Ciocia ok. 17 a Stryj ok. 20. Mogli je zrobić w Warszawie tuż po przyjeździe albo nawet dopiero w Miechowie. I raczej na to wygląda – bo Ciocia ma beret licealistki - czyli już chodziła do szkoły w Miechowie. Dziadek – wygląda dużo starzej niż te ok. 57 lat. Od ok. 23 roku życia do 41 zaliczał Sybir po którym jak widać jest jeszcze wychudzony. Stryj już mógł być studentem ASP, w kieszonce ma tak noszony zegarek. Cenny – bo obok samowara to była właściwie jedyna rzecz, którą przewieźli i jeszcze nie oddali na łapówki w swej wędrówce. Tak wyglądali repatrianci, którzy się uratowali cudem, sprytem i pomocą rodziny w Polsce z Rewolucji. Dziadek to człowiek, któremu Sybir zabrał całe aktywne życie. Bez wykształcenia prawniczego nie załatwił by sobie owego ukazu carskiego, nie przeprowadził by tej formalistyki i nie przewidziałby kroków, które należy poczynić, by się wydostać z kotła Rewolucji. Uratowali się też i dzięki temu, że wędrując – nie pokazywali, że mają jakiekolwiek precjoza, dawali je tylko jako łapówki („obdarowany” przecież nigdy się nie przyznał, że coś dostał) i dzięki temu, że byli ekipą dwujęzyczną. Jak trzeba było – Dziadek mówił płynną polszczyzną a nie łamanym rosyjskim a Babcia – odwrotnie. To też było ważne. Z wyglądu i mowy, lud Rewolucji też Ich brał za swoich. A i wiara prawosławna Ich chroniła kulturowo w czasie wędrówki.
Widoczny na zdjęciu najstarszy z dzieci Adam (wspomniany jako student ASP – ten z zegarkiem) to późniejszy profesor tej uczelni autor m.in. witraża św. Barbary na AGH.
|