Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ludzkie losy I kto by pomyślał…
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


I kto by pomyślał… PDF Drukuj Email
Ludzkie losy
piątek, 25 listopada 2011 22:21 | Wpisany przez Grażyna Zamorska

Od momentu ujawnienia składu nowego rządu, ciągle w mediach trwa dyskusja na temat osób, które zostały nominowane na ministerialne stanowiska. Jedna z tych nominacji przeniosła mnie, w nie tak odległą przeszłość, bo w rok 2004. To nominacja Mikołaja Budzanowskiego na ministra skarbu.

Tak czasami w życiu bywa, że zatacza ono dalsze lub bliższe  kręgi. A w tych kręgach spotykają się ludzkie losy na różnych płaszczyznach. Te dyskusje medialne sprowokowały mnie, że wyciągnęłam stare albumy i notatki ,a wtedy jak żywe stanęły mi przed oczyma obrazy sprzed paru lat. Można by rzec jest co wspominać.18 październik 2002 r Aula Collegium Novum UJ i uroczyste otwarcie Podyplomowego Studium Dyplomacji i Stosunków Międzynarodowych. Wykład inauguracyjny wygłosił wtedy wiceminister spraw zagranicznych RP prof. Adam Rotfeld, a wśród prawie 30 słuchaczy jest też Mikołaj Budzanowski, wtedy pracownik Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie. .Studia nasze trwały 2 lata ,byliśmy pierwszym rocznikiem nowo powstałego kierunku studiów podyplomowych w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ. Można  powiedzieć, że ich ojcem chrzestnym był prof. Erhard Cziomer ,specjalista od spraw niemieckich, członek PAU Komisji Środkowoeuropejskiej. Przeglądając moje notatki znalazłam nawet jego pracę „Niemcy wobec bezpieczeństwa stabilizacji na Bałkanach ze szczególnym uwzględnieniem konfliktu w Kosowie u progu XXI w” którą podarował mi z osobistą dedykacją na zakończenie studiów. Moją pracę podyplomową pisałam pod jego kierunkiem w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Polityki Zagranicznej.      A wracając  do nas słuchaczy, to studia te ukończyło tylko około 20 osób, oczywiście w tym również Mikołaj Budzanowski .Tak się złożyło, że byli to przeważnie trzydziestolatkowie po prawie, ekonomi czy zarządzaniu. Mikołaj został wysłany na studia przez Urząd Marszałkowski. Ja w przeciwieństwie do nich miałam już za sobą wieloletnią karierę zawodową i postanowiłam zająć się czymś nowym. Miało to być dziennikarstwo, ale skończyło się na polityce.

Wtedy Ci młodzi ludzie wybrali  właśnie mnie na starościnę  grupy i nie chcieli słyszeć o nikim innym. Oczywiście przez te 2 lata starałam się, aby relacje naszej grupy były jak najbardziej bliskie, koleżeńskie,  a w wielu przypadkach nawet przyjacielskie. Organizowałam różne imprezy, które miały nas integrować. I mam nadzieję, że tak jak ja,  wszyscy je mile wspominają. Zresztą takie też było zdanie wykładowców. Mikołaja zapamiętałam jako dociekliwego młodego człowieka, który już miał za sobą pewien etap kariery naukowej, zwieńczonej pracą doktorską z archeologii, notabene na  obronie której wówczas byłam. Pamiętam, że było to dla mnie  ciekawe ze względu na poruszany temat: wykopaliska na Cyprze, które Mikołaj tam prowadził .Prezentacja pracy była opatrzona bardzo ciekawymi zdjęciami. A wracając do studiów  to w wolnych chwilach między zajęciami dyskutowaliśmy o polityce zagranicznej, Unii Europejskiej i przyszłym w niej członkostwie Polski. Mieliśmy o czym rozmawiać gdyż program studiów jakby nas do tego obligował. Oczywiście rozmawialiśmy też na tematy bardziej osobiste: o rodzinie, o pracy. Pamiętam jak dzieliłam się z Mikołajem swoim doświadczeniem zawodowym. Jak mówiłam mu ,że w karierze zawodowej  najważniejsze jest, aby zaraz po studiach dalej poszerzać swoją wiedzę przez różne  specjalizacje, studia podyplomowe czy doktoranckie i wykorzystywać to od razu w praktyce, bo najważniejszy jest początkowy etap kariery zawodowej, od trzydziestu do czterdziestu paru lat .Potem to już tylko odcina się kupony. Jak widzę Mikołaj wziął sobie to do serca bo jego kariera zawodowa rzeczywiście rozwija się bardzo dynamicznie. Nie jest to wprawdzie kariera  naukowa, ale też trudno ją nazwać polityczną. Mikołaj stał się wysokiej klasy urzędnikiem państwowym najwyższego szczebla. Trudno mi się też zgodzić z zarzutami prasowymi pod jego adresem, że jest archeologiem z wykształcenia i brak mu kompetencji do tego czym ma się zajmować. Moim zdaniem niejeden z obecnych ministrów czy posłów  mógłby pozazdrościć Mikołajowi szerokich  horyzontów w poruszaniu  się w tak skomplikowanej materii jak prawo międzynarodowe, międzynarodowe stosunki gospodarcze czy  jego „konik” prawo wspólnot europejskich. Zresztą swoją  pracę  podyplomową pisał z zakresu integracji europejskiej, a w swoich notatkach -starościny z tamtego okresu- znalazłam konspekt ćwiczeń  przedmiotu „Negocjacje i umowy międzynarodowe” prowadzony przez dr Irenę Głuszyńską. Była  to przygotowana przez nas prezentacja, której przedmiotem były negocjacje międzynarodowe  dotyczące budowy podmorskiego tunelu komunikacyjnego łączącego Rzeczpospolitą Polską z Królestwem Szwecji. W  scenariuszu działań Rząd Rzeczpospolitej zwracał się z zapytaniem do Królestwa Szwecji czy nie byłoby ono zainteresowane budową podmorskiego tunelu łączącego obydwa państwa. Szwecja wyrażała wolę negocjacji.
Nie będę tu opisywać całego scenariusza czy skonstruowanej przez nas umowy międzynarodowej, ale pragnę wspomnieć, że już wtedy Mikołaj przyjął na siebie  rolę eksperta ds. europejskich. Ciekawostką jest to, że w tym scenariuszu Polacy chcieli budować tunel z Ustki do Karlskrony bo wtedy tunel byłby optymalnie umiejscowiony dla kierowców z całej  Polski, a Szwedzi chcieli łączyć Świnoujście z Ystad bo wtedy tunelem też jeździliby Niemcy. W  trakcie naszych negocjacji doszło do kompromisu, a więc tunel miał być z Ustki do Karlskrony, ale Polacy mieli za to wybudować autostradę wzdłuż wybrzeża, by do tunelu można było dojechać ze wschodu i zachodu. Budowa tunelu miała być sfinansowana w 30% z budżetu RP, w 30%  z budżetu Królestwa Szwecji oraz 40% za pomocą kredytu uzyskanego w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. A  miało to miejsce 26 kwietnia 2003r. I pomyśleć że w niedługim czasie Schröder  z Putinem stanęli  w poprzek naszych ćwiczeń z negocjacji i umów międzynarodowych. Później Mikołaj swoją wiedzę z zakresu dyplomacji i stosunków międzynarodowych  praktykował  w Parlamencie Europejskim, a po powrocie do kraju pracował w Ministerstwie Ochrony Środowiska oraz w Ministerstwie  Skarbu.
To on wprowadził mnie do polityki w 2004 r, a ściślej mówiąc do Platformy Obywatelskiej wtedy Kola Europejskiego. I w ten sposób mogłam zweryfikować swoją teoretyczną wiedzę o partiach politycznych z rzeczywistością. Później wskutek  różnych zawirowań także w Prawie i Sprawiedliwości .Można rzecz iż partie prawicowe w Polsce poznałam od kuchni i tej wiedzy nie zdobędzie się na żadnych uniwersytetach ani też nie wyczyta  w   żadnych książkach;  trzeba to przeżyć jak się to mówi na własnej skórze. I to jest to co najcenniejsze, osobiste doświadczenie.
Zapewne tego nie zmarnuję, a będzie to materiał na ciekawą książkę.
Tak więc w moim przypadku zatoczyłam pewien krąg i ponownie wracam do dziennikarstwa. Jednak Mikołaj już chyba nie wróci do archeologii choć kto wie, życie czasem pisze zaskakujące scenariusze. A  na chwilę obecną trzymam za niego kciuki ,aby nie dał się bez reszty porwać  polityce ,która może być czasami tak samo  niebezpieczna  jak wir rwącej rzeki. By kiedyś nie został wyrzucony na śmietnik historii i, aby zawsze pozostał sobą  w każdych  okolicznościach. Nie mówiąc już o tym, aby zawsze  mógł z dumą wrócić po swoich śladach.
Mikołaju, symbolicznie dedykuję Ci piosenkę Czerwonych Gitar „Droga, którą idę”