|
Ludzkie losy
|
|
poniedziałek, 05 grudnia 2011 10:06
| Wpisany przez fsd
|
|
Nie ulega wątpliwości, że żył teatrem i dla teatru. Doskonale wiedział gdzie są nasze korzenie kulturowe – najwyraźniej chciał je przenosić na nowe, współczesne czasy. Na nowe sposoby – lecz zapewne wiedział, że dotychczasowego dorobku kultury Narodowej nie wolno odrzucić. To uważam za najważniejszy przekaz. Mówi się wielki – nie precyzując – dlaczego.
Naturalny jest więc żal, smutek spowodowany tym odejściem. Z drugiej jednak strony – ani On dla mnie był osobą osobiście bliską, a tylko znaną, ani też Jego działania nie były mi tak odpowiadające, bym się z nimi miał utożsamiać. Tak więc pozostaje smutek – nazwijmy to – generalny, świadomość, że strata dla kultury jest oczywista i znacząca, i potrzeba westchnienia o spokój duszy jest naturalna. To wszystko co można zrobić. Ta śmierć jednak dla mnie i w wymiarze osobistym – powiedziałby nawet egoistycznym – ma wymiar ważnego znaku. Oto pamiętam – jak dziś – Pana Adama Hanuszkiewicza w rozwianej pelerynie rodem z czasów Zielonego Balonika i Wyspiańskiego czy później – Waśkowskiego jak wędruje statecznym, acz zamaszystym wręcz wystudiowanym krokiem przez Planty Dietla przy postoju dorożek na skrzyżowaniu Dietla i Starowiślnej, w miejscu dziś zajętym przez ciągły potok samochodów. Czarna postać i biały śnieg – obraz, który jak fotka został w pamięci. Legenda i tajemniczość – tego młodego człowieka teatru. Tak mówiliśmy o Nim a nie często zamiennie aktor czy reżyser. My ówcześni „bywalcy” krakowskich teatrów (brak telewizji i znajomi bileterzy cuda czynili) odbieraliśmy go jako pozera, który i siebie reżyserował, ale i wiedzieliśmy, że jest Kimś. Choć byliśmy, co tu nie mówić, młokosami i nie nam było w ogóle zabierać głos. I ten – którego widziałem jako wschodzącego – odszedł. Wtedy też – od Pani Jasińskiej –Nowickiej dowiedziałem się o świetnym, młodym a już znanym grafiku – Szymonie Kobylińskim. Nie mówiąc już o sąsiedzie Gustawie Holoubku. I takich kroków, znaków po drodze już mi na tyle się okazało, że żarty się najwyraźniej – kończą. Zbliża się czas. |