Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ludzkie losy Jak wojsko zdobyło Telewizję Kraków 12 grudnia 1981r
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Jak wojsko zdobyło Telewizję Kraków 12 grudnia 1981r PDF Drukuj Email
Ludzkie losy
wtorek, 13 grudnia 2011 00:01 | Wpisany przez Edward Brożek

Dzisiaj mija 30 rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.  Jednak Ludowe Wojsko Polskie „zdobyło” Ośrodek Telewizji Kraków już 12 grudnia jakaś godzinę przed północą. Byłem wówczas na Krzemionkach bo coś montowałem w montażowni filmowej na pierwszym piętrze. 

W Ośrodku było zaledwie kilka osób: Leszek Słabik miał dyżur w Centralnym Pokoju Aparatury na III piętrze, był dyżurny strażak Stanisław Dubiel oraz 4 osobowa zmiana Straży Przemysłowej pod kierownictwem Teodozji Kowalskiej. Za to tuż obok w najbardziej popularnym w Krakowie lokalu nocnym  TVardowskiej nie dość, że był komplet klientów to jeszcze pod drzwiami kłębił się dziki tłum osób, które już się do środka nie dostały. Minimum 100-150 osób z czego większość nietrzeźwa. Siarczysty mróz, który  był w tym czasie na polu jakoś nikomu z nich nie przeszkadzał. Około godziny 22.30 -23.00 pod budynek podjechał samochód pod plandeką. Z kabiny wysiadł człowiek w mundurze w stopniu porucznika, podszedł na tył samochodu i zarządził zbiórkę. I z stamtąd wyskoczyło około 30 żołnierzy z pistoletami maszynowymi starego typu PM wz 43/52 oraz z magazynkami amunicji.    ( Znałem tą broń bo sam taką miałem w wojsku).  Porucznik wszedł do środka budynku a żołnierze za nim. Grzecznie zapytał, kto odpowiada za obiekt. Pani Kowalska powiedziała, że ona. Na to porucznik wyciągnął z kieszenie jakiś jednostronicowy dokument  i pokazując go jej powiedział: „Jestem por. Solarz i w imieniu wojska przejmuję ten obiekt”.  Kowalska posłała jednego ze strażników po mnie, więc zbiegłem na parter. W międzyczasie żołnierze zajęli pokój najbliższy wejścia i tam znieśli amunicję i chyba jeden RKM.  O jakimkolwiek sprzeciwie czy dyskusji nie było nawet mowy, ale poprosiłem porucznika o zgodę na telefon do Naczelnego Redaktora   OTV Kraków Andrzeja Urbańczyka. Znaleźliśmy numer, ale telefon już nie działał. Z kolei będący w CPA Leszek Słabik przyszedł na parter i powiedział, że on wie gdzie Urbańczyk mieszka.  Wsiedliśmy wówczas obaj do mojego Fiata 127 i pojechaliśmy do Urbańczyka na ul. Słomianą na os. Podwawelskim. Urbańczyk otworzył na drzwi  mocno zaspany, ale jak usłyszał, że wojsko jest w Telewizji to natychmiast się ocknął. Gdy się ubierał, to wyszedł do nas z pokoju jego duży kot. Leszek chciał go pogłaskać, a ten go strasznie nieprzyjemnie podrapał. Razem z Urbańczykiem pojechaliśmy jeszcze pod sąsiedni blok, gdzie mieszkał Naczelny Redaktor  Gazety Krakowskiej Maciek Szumowski z Dorotą Terakowską.  Oni, w przeciwieństwie do Urbańczyka, nie spali i –jak wówczas powiedziała Dorota – spodziewali się wszystkiego najgorszego. Po przyjeździe na Krzemionki dalsze rozmowy z por. Solarzem prowadził już Urbańczyk.  Ja natomiast porozmawiałem z żołnierzami, którzy jak się okazało byli z ówczesnej formacji OTK (Obrony Terytorialnej Kraju) i przez cały dzień rozładowywali wagony. Po powrocie do koszar i krótkim odpoczynku zrobiono im alarm, wydano ostrą amunicję, i przywieziono na Krzemionki.
Natomiast  w TVardowskiej zabawa trwała nadal w najlepsze. Poszedłem do kierownika sali i po cichu mu powiedziałem, że jest stan wyjątkowy , że tuż obok   w Telewizji już jest wojsko z bronią i żeby bez paniki zakończył zabawę. Facet zdrętwiał i mnie się pyta co robić. Poradziłem, żeby zamknął bramkę pod TVP, a ludziom kazał wyjść, ale bezpośrednio w stronę miasta w dół. Kierownik podszedł do orkiestry wziął mikrofon i wystraszonym głosem, ale w miarę spokojnie powiedział, że musi na dziś zakończyć zabawę, bo w kraju dzieją się poważne sprawy. Na to cała sala  głośno i miejscami ordynarnie zaprotestowała. Wówczas zdenerwowany kierownik powiedział, że w Telewizji jest wojsko, telefony nie działają i lepiej byłoby, żeby się wszyscy spokojnie do domów rozeszli. Trzeba przyznać, że rozbawione kilkusetosobowe towarzystwo momentalnie wytrzeźwiało. Do szatni i na dół szybko zbiegli. Za kilka minut w lokalu nie było nikogo.
Z Urbańczykiem poczekaliśmy do pierwszego przemówienia generała Jaruzelskiego i już wiedzieliśmy co nas czeka. W TVP Kraków zaczęli rządzić komisarze.