Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ludzkie losy O edukacji oraz wychowaniu bochnianek w XIX i XX wieku
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


O edukacji oraz wychowaniu bochnianek w XIX i XX wieku PDF Drukuj Email
Ludzkie losy
środa, 14 grudnia 2011 21:33 | Wpisany przez Paulina Krzywda

Czas spędzony w szkole...-  wywołuje w nas różne skojarzenia, a gdyby tak nagle cofnąć się w czasie o blisko 100, 150 lat temu i usiąść w szkolnej ławce? Niektórzy może przechowujemy pieczołowicie w rodzinnych albumach stare, szkolne fotografie w kolorze sepii własnej prababci.

Ubrana obowiązkowo w mundurek z plisowanej spódnicy, białą bluzkę z marynarskim kołnierzykiem, krótkimi włosami z grzywką, lub splecionymi w warkocze, przewiązane granatową wstążką, spogląda poważnie, bądź uśmiecha się delikatnie w towarzystwie koleżanek. Bluzka do pasa, spódniczka do połowy łydki...- i te zrobione kilka lat później-  na których, jako elegancka kobieta w kapeluszu przykuwa wzrok...
Ach, te stare zdjęcia- po których ślizgamy się wzrokiem, tlące  w naszych niewieścich sercach iskierkę sentymentalnej tęsknoty do pięknych sukien, nienagannych sylwetek, pań, tak wrażliwych, iż omdlewających wręcz „na życzenie” i wielkiej galanterii mężczyzn, służących swym ramieniem. Ktoś ma ochotę na podróż w czasie? Obraz ten jednak przestaje wyglądać tak sielankowo, gdy uświadomimy sobie, że piękne suknie i nienaganna sylwetka była rezultatem deformującego gorsetu, a ci „kurtuazyjni panowie”, okazywali się nie tylko opiekunami swych dam, ale również przeciwnikami jakiejkolwiek nowej formy kobiecej aktywności, poza domem (chyba, że chodziło o pracę charytatywną), czy nawet jej oświaty, kierującymi się utartymi, wielowiekowymi schematami. Walka o możliwość kształcenia kobiet na wszystkich szczeblach edukacji, okazała się bardzo długą drogą, przypominającą trochę zrzucenie krępującego gorsetu uprzedzeń i barier mentalnych.  Zamiast więc wzdychać nad czasami obecnymi z tęsknotą: O tempora! O mores!- karmiąc się przy tym złudzeniami, lepiej podjąć próbę chociaż pobieżnego przeniknięcia w  istotę edukacji i wychowania naszych prababek w małym mieście, przy uwzględnieniu dość konserwatywnej opinii publicznej.
Widniejące na jednej z plansz hasło wystawy: Być kobietą...-  brzmi dumnie, zwłaszcza, jeśli zastanowimy się nad drogą do naszej współczesnej niezależności, której początek tkwi m.in. w wywalczonym prawie do edukacji na wszystkich szczeblach. Próba pewnego scharakteryzowania ról kobiecych w Bochni, zmusza do potraktowania, jako punkt wyjścia rozważań- edukacji i jej wpływu na przyszłe życie pań, z wyraźnym zaakcentowaniem wychowania, kształtowania moralności swoich podopiecznych i uczuć patriotyczno- narodowych. Obowiązujące programy nauczania dziewcząt i chłopców mocno różniły się. Edukacja dziewczynek przenosząc się z domu do szkół i obejmując kilka lat ich życia  musiała determinować  system wartości, przekonań, ale czy na pewno szkolne mury opuszczała  w pełni ukształtowana kobieta oświecona i świadoma, wykorzystująca zdobytą wiedzę w praktyce? Szkoły żeńskie bez wątpienia uczyły sumienności, poświęcenia wobec obowiązków społecznych, macierzyńskich, narodowych, a jednocześnie wpajały pewną skromność, w której indywidualne „ja kobiece”, było drugorzędne. Tymczasem, lokalni przeciwnicy edukacji płci pięknej, chętnie sięgali po argumenty o niższości intelektualnej pań, ich niedostatecznej dojrzałości emocjonalno- moralnej, czy wręcz nie godzącego się (o zgrozo!) łamania pewnego odwiecznego porządku, przez kobiety wykazujące ambicję uczenia się.
Szkolnictwo żeńskie przełomu epok stało przed niezbyt łatwym zadaniem- przygotowania dziewczęcia do roli matki i zadań, które na nie nakładał nowy wizerunek kobiety nowoczesnej. Początki, były bardzo skromne, oferując paniom wykształcenie elementarne, braki miały uzupełniać pensje zakonne, bądź świeckie, a poziom w nich panujący pozostawiał wiele do życzenia. Przełom nastąpił po 1869 roku. W sumie pierwotnie system szkolny był oparty  na 3 stopniach szkół ludowych, średnich i wyższych. Długo głównym miejscem kształcenia bogatszych dziewcząt bocheńskich, co miało być  rękojmią poziomu, były szkoły krakowskie- pensjonaty, zakłady, co miało swoje zalety, ale i wady (koszty, tęsknota za domem) mierząc się z przekonaniem, że kobiecie nauka nie jest absolutnie do niczego potrzebna- bo kobiecie studia i nauki w ogólności nie dają stanowiska, daje go Opatrzność za cześć i miłość ku rodzicom, za dobre i czułe serce, za chęć do oszczędności i pracy. Anachronizm takiego sposobu myślenia uderza nie tylko nas współczesnych. Coraz mocniej, nie tylko w Bochni dawała się odczuć potrzeba bardziej szczegółowego kształcenia dziewcząt w miejscu zamieszkania, przygotowania do konkretnego zawodu, a jej wyrazem było powstanie w Prywatnego Seminarium Nauczycielskiego im. Klementyny Tańskiej- Hoffmanowej (1907), przyciągającego również dziewczęta z okolic.
Warunki pracy w szkołach żeńskich nie były proste- codziennością były trudności finansowe, lokalowe. Uczennice często zwracały się do Magistratu z prośbą o zwolnienie z opłat, bądź korzystały ze stypendium fundacji np. im. Karoliny Dolliner. Dokumentacja szkolna w sprawie planowanej reorganizacji szkoły wydziałowej kreuje głosami przeciwników przekształcenia szkoły w zakład 6- klasowy bardzo pesymistyczny wizerunek uczącej się panny, jako osoby próżnej, mającej wygórowane mniemanie o sobie. Tymczasem ich kształcenie miało bardzo praktyczny charakter, kładąc  nacisk na przedmioty, które mogły  przydać się jej w codziennym życiu, jako matce i pani domu, oraz na te, które zapewniłyby jej niezależność (finansową), jeśli zostanie starą panną. Uczennice chętnie włączały się w życie szkoły i miasta- w obchody rocznic narodowych, jubileuszy pisarskich oraz rozwijały swoje zainteresowania w kołach- sodalicja, Czerwony Krzyż, kółko dramatyczne, socjologiczne, krajoznawcze, pomoc koleżeńska, spółdzielnia uczniowska.
Obok przedmiotów ogólnych, takich jak: matematyka, geografia, fizyka, znanych nam obecnie, ważną rolę w kształceniu żeńskim odgrywały tzw: przedmioty kobiece- nauka gotowania, bądź gospodarstwa domowego, w celu zapoznania dziewcząt  ze sposobami robienia zapasów spiżarnianych, konfitur, pieczeniem ciasta, prasowaniem, praniem, oszczędnością- wszystko to w celu rozbudzenia w nich zamiłowania do porządku i zajęć domowych, dodatkowo  lekcje grzeczności, robót ręcznych, śpiewu i tańca. W 1912 r., co więcej-  MWiO specjalnym reskryptem wprowadziło nawet obowiązek nauki gospodarstwa w szkołach 5- klasowych, a w szkołach 3- klasowych, jako przedmiot nadobowiązkowy w ostatnim roku nauki. Te treści praktyczne przenikały także do programów przedmiotów ogólnych, np. języka niemieckiego, gdzie jako jeden z celów widnieje- wyrobienie stylistycznej wprawy w sporządzaniu pism w sprawach rodzinnych i z zakresu życia codziennego kobiet. Rysunki odręcznie miały kształtować poczucie zmysłu estetycznego. Ważną rolę odgrywały lekcje higieny. Działania oświatowe docierały także do kobiet dojrzałych- organizacje społeczne, takie jak: Towarzystwo Szkoły Ludowej, Katolicki Związek Polek, organizowały akcje uświadamiające je pod względem gospodarczym i obywatelskim.
Zagadnienie  edukacji dziewcząt jest niezwykle rozległym, ale cóż znaczyłoby bez wychowania? Dominujący aspekt wychowawczy i praktyczny lokalnego szkolnictwa żeńskiego, pokazuje wyraźnie, że jego absolwentki nie były osobami próżnymi, lecz otwartymi na  pełnienie roli oświeconej matki i kobiety świadomej nowych możliwości otwierających się przed nią.