| Pan Władysław |
|
|
|
| Ludzkie losy |
| środa, 22 października 2008 15:16 | Wpisany przez Tadeusz Gola |
|
Przysiadając się do naszego towarzystwa przywitał się podając rękę każdemu z nas. Nie wiem dlaczego zebrało mu się na wspomnienia. Opowiadał nieskładnie, często używał wyrazów rosyjskich wymawianych z miękkością wschodniaka . Opowiadanie jego sięgało lat 40 ubiegłego wieku, nie pamięta dlaczego z Mamą i siostrami znalazł się na stepach Kazachstanu . Zamieszkiwali ziemiankę i wszyscy obowiązani byli pracować w kołchozie. Władek jak tylko trochę odrósł od ziemi został pastuchem . Całymi dniami i nocami pilnował stada nie schodząc z wielbłąda a takich pastuchów do pilnowania było kilku. Stado składało się z bydła, owiec, koni i wielbłądów i pasło się na stepie. A że do kołchozu z pastwiska było daleko to pastuchom dowożono raz w tygodniu gotowanej zupy a tak na co dzień musieli sami sobie zdobywać pożywienie. Gdy kobyła karmiła źrebaka to miała mleko, doił więc kobyłę i żywił się jej mlekiem. Podobnie było z wielbłądem czy z owcami. Całymi dniami i nocami siedział na grzbiecie wielbłąda , noce na stepie były chłodne zwierzęta ogrzewały jego drobne ciało a w dzień należało pilnować stada, by się zbytnio nie rozeszło. Na zimę stado zaganiano do zagrody kołchozowej. Jego Mama pracowała w kołchozie tak jak jego dwie starsze siostry. W tych ciężkich czasach ludzie robili wszystko by przeżyć. Naczelnik kołchozu nie wydawał racji żywnościowych tym którzy nie pracowali . Pamięta jak mijały zimy w których uczęszczał do kołchozowej szkoły ucząc się rosyjskich liter i znów wielbłąd i na pastwisko. W te zimy był przy siostrach i Matuli która uczyła go modlitwy do Matki Boskiej Częstochowskiej i do Anioła Stróża. Te modlitwy dawały jej siłę życia i w trudnych chwilach pocieszenie . Ta odrobina polskości musiała Władkowi starczyć przez długie lata . Już był na tyle dorosły, że Mama powierzyła mu tajemnicę którą miał zachować tylko dla siebie – dowiedział się że, jest Polakiem i jak tylko nadarzy się okazja to ma bez zastanawiania się wyjechać do swojej Ojczyzny . Był daleko na pastwisku jak jego Matula zaniemogła i nie była w stanie pracować. Kto nie rabotajet ten nie kuszajet – racji żywnościowych pilnował sam naczelnik kołchozu i gdy Matula nie miała siły iść do pracy nie otrzymywała racji żywnościowych z wycieńczenia i niemocy która powaliła ją na posłanie – odeszła do lepszego ze światów. Władek nie był na pogrzebie swojej Matuli, dowiedział się o tym , że została pochowana jak wrócił do ziemianki kołchozowej na zimę . Lata mijały a Władzio pasał byk , nic więcej nie umiał – był przecież nie splamiony wiedzą o której nikt nie myślał w kołchozie. Jego siostry wyszły za mąż i wyjechały z kołchozu przed chorobą i niemocą Mamy. Życie które wiódł nie stwarzało warunków poznawczych , Władziu rósł i stawał się młodzieńcem. Druga wojna światowa o tyle była odczuwalna że z kołchozu zniknęli mężczyźni zdolni nosić broń a zostały kobiety , starcy i dzieci. Władek nie miał jeszcze wieku poborowego więc dalej pasał byki na wielbłądzie. Słowa Matki nie dawały mu spokoju – pasąc stado powtarzał sobie w myślach jestem Polakiem, jestem Polakiem . Zakończenie wojny było widoczne po powrotach inwalidów wojennych do pracy kołchozie. <br /><br /> Rok 1946 był dla dorosłego już Władysława rokiem niezwykle ważnym, gdyż dowiedział się , że może czynić starania powrotu do Polski . Oczywiście zgłosił swój akces powrotu do kraju przewodniczącemu kołchozu i ten w jego imieniu napisał pismo do władz o umożliwieniu powrotu do Polski . Władek był przecież półanalfabetą, pamiętał modlitwy do Matki Boskiej Częstochowskiej i oczekiwanie na odpowiedź władz , skracał żarliwą modlitwą do Królowej Polski . Władek nie wyobrażał sobie jak tam jest w tej Polsce , jak ludzie chodzą ubrani czy tak samo jak w ich kołchozie , bo innego życia przecież nie znał. Przewodniczący kołchozu miał dokumenty Władka, które wystarczały by wyjechać z Kazachstanu i nauczył go jego własnego podpisu wbijając mu w pamięć po kolei ważność dokumentów i co oznaczają. Wyposażony w taką wiedzę Władek doczekał się zezwolenia na wyjazd. Przygotowania do wyjazdu były bardzo proste – miał spodnie buty i kubrak na sobie a parę pamiątek schował do worka z którego zrobił plecak . Tak wyposażony ruszył w stronę stacji kolejowej. Na stacji czekał na pociąg około miesiąca, kiedy już pociąg był i ruszył, Władkowi wydawało się że, śni ale ponad miesiąc spędzony w pociągu snem nie był. Do Polski przyjechał w roku 1949 , takich wracających z zesłania kierowano do Krzyża jako miasta gdzie dokonywano rozdziału repatriantów. Nasz Władek po przyjeździe do Krzyża otrzymał paczkę z UNRRA. W paczce tej, była koszula nocna w kwiaty która wprost go zachwyciła swoim kolorytem. Władek i postanowił ubrać tę koszulę . Musimy zdawać sobie sprawę że, Włodzimierz nigdy nie widział damskiej bielizny a co dopiero nocnej koszuli. Ubrał koszulę , przepasał się sznurkiem wypuszczając na spodnie koronki koszuli z czerwonymi kwiatkami i tak ubrany spacerował po ulicach Krzyża. Upewnił się co do tego , że jest elegancko ubrany bo gdy przechodził obok ludzi oni uśmiechali się do niego. W Krzyżu dowiedział się, że musi ukończyć szkołę podstawową i nauka czeka na niego od zaraz. Otrzymał przydział do pracy i rozpoczął naukę która wchodziła mu do głowy bardzo opornie. Od pisania i nauki liter po ich wymowę Władek uczył się mozolnie, po roku już potrafił wymawiać i czytać niektóre strony elementarza. Wówczas spostrzegł , że w mieście nikt nie chodzi tak ubrany jak on – w kobiecej nocnej koszuli z czerwonymi kwiatami przepasany sznurkiem i zrozumiał, że musi zmienić ubiór bo te uśmiechy to z niego a nie do niego. Zmienił ubranie na takie jakie nosili inni i zaczął rozumieć rzeczywistość która go otaczała. <br /><br /> Gdy usłyszał , że jest zapotrzebowanie na robotników w nowo budującej się Nowej Hucie był już w piątej klasie szkoły podstawowej i zdecydował na związanie swojego życia z miastem które zostało jego przystanią na całe życie. Przyjechał do Nowej Huty i otrzymał przydział do pracy w kombinacie na W-1 innymi słowy na wydziale wodnym. Znalazł sobie dziewczynę którą poślubił. Niedługo po ślubie otrzymał mieszkanie w tym samym budynku co ja mieszkałem z rodzicami. Nauka niezwykle ciężko wchodziła mu do głowy , tyle nowych pojęć i ta wymowa – a wymowa została miękka. To prawda, że rozmawiając z Władkiem nieraz trzeba było zdania powtarzać gdyż nie wszystko jeszcze rozumiał. Zdał klasę siódmą i rozpoczął naukę w zasadniczej szkole zawodowej . Małżonka obdarzyła go dziewczynką a następnie synem a Władek pracował i pobierał nauki. .Rodzina którą założył jest rodziną katolicką i tak jak on w trudnych chwilach modlącą się do Matki Boskiej Częstochowskiej. Sam pomagałem Władkowi zdać egzamin końcowy z matematyki. Zdał zasadniczą szkołę i pracował jak wielu z nas. Wykształcił swoje dzieci i żyje wśród nas chłopiec ze stepów co na wielbłądzie byki pasał. <br /><br /> Po złotej polskiej jesieni zbliżają się dni kiedy my katolicy rozmyślamy nad istotą przemijania Przed oczyma duszy ukazują się obrazy których nie sposób usunąć z pamięci . To piękne w swojej prostocie kapliczki , które ukwiecone znajdują się na naszych osiedlach a pamiętamy , że jeszcze tak niedawno znajdowały się na rozstajach dróg prowadzących do wioski. Kapliczka którą pokazuję jest bardzo skromną pochwałą Matki Boskiej Częstochowskiej , tej która wspierała Polaków na całym świecie w ich walce o polskość i niepodległość . |











Siedziałem z moim tatą przed pocztą. Był rok 1955, słoneczny ciepły dzień, złota polska jesień, nastrajała do rozmów o mojej przyszłości, o wyborze średniej szkoły. Zajęci rozmową nie zauważyliśmy, że dosiadł się nasz sąsiad i zarazem kolega z pracy Taty, Pan Władek. Wyglądał na 30 lat, miał kędzierzawą czuprynę, schludny wygląd, mógł się podobać kobietom.