| Sprawa Hejnału |
|
|
|
| Opinie | ||
| poniedziałek, 01 czerwca 2009 10:27 | Wpisany przez Feliks Stalony - Dobrzański | ||
Jak królik z kapelusza został wyciągnięty, a raczej wyeksponowany, temat wniosku jednego z Radnych Miejskich, by w momentach grania hejnału wyciszyć Rynek. Zrobił się z tego powód na cały dzień do szydzenia w mediach, a i pewnie i inne dyskusje się rozkręcą.Propozycja jak wiele innych. Każdą zresztą można wyśmiać, z każdej można zrobić karykaturę – jak się tylko chce. W żadnym stopniu nie mam zamiaru bronić tej jednej propozycji, w jej konkretnym kształcie, lecz to co właśnie napisałem jest wystarczającym powodem by nie rechotać na zapas, a sprawie się jednak przyjrzeć. Zbyt wiele razy widziałem za własne oczy i słyszałem na własne uszy, jak bardzo sensowna propozycje, przy niechęci rozmowy merytorycznej lub z wygody czy chęci realizowania swojego jakiegoś tam planu politycznego, nawet dobre i sensowne nie tylko nie ulegały modyfikacjom ku dobremu, ale były po prostu wyrzucane. Nikt im się nie przyglądnął – bo instynkt stadny kazał tą propozycję wyśmiać, ominąć, uznać za idiotyczną. Ze szkodą dla wszystkich. Kto i dlaczego takie lawiny uruchamia. Nikt mi nie powie, że Radio Kraków od rana do wieczora 29.05.09 lało jak w bęben podsycając komentarzami kolejne wypowiedzi słuchaczy w ten – temat, ot - tak sobie. Jakąś sprawę można poruszyć ot- tak sobie – ale, ot – tak sobie, nie poświęca się dużej części czasu antenowego. Równocześnie, dla przykładu tylko, temat konsultacji społecznych w sprawie odpadów, sposób załatwiania tego problemu w mieście, lekceważenie informacji niezależnej, mylenie ról ekspertów i to mianowanych polityczną poprawnością na dyżurne Autorytety, z rolą decydenta, jakoś dla Radia nie jest do poważnego podniesienia. Ogólniej - sposób promocji Miasta, czy traktowanie ewentualnej współpracy Miasta z Nauką – to też nie są widać ciekawe tematy. Bez względu więc na to, kto tą propozycję uchwały w sprawie hejnału postawił – ktoś z SLD, PO, PiS czy niezrzeszony - zastanowić się nad propozycją trzeba. Odrzucać ją można a być nawet i trzeba, ale nie dlatego, że komuś wydaje się być ona śmieszna. Z samolotu, elektryczności, radia – i wielu innych rzeczy też się śmiano. Jeśli kogoś sprawy Miasta śmieszą – niech nie narzeka, że Mu coś doskwiera. Do tego ma kartkę wyborczą i swą aktywność. Wróćmy więc do meritum. Truizmem jest mówienie o roli turystyki w życiu Krakowa. Faktem jest jednak, że dla każdego mieszkańca nie ma bezpośredniego przełożenia pomiędzy obecnością turysty, jego zadowoleniem, chęcią powrotu do tych miejsc w Krakowie a warunkami życia w mieście w ogóle i każdego indywidualnie. Co mi, mieszkańcowi z tego, że turysta przyjechał? Może nawet i można by było wywodzić jakieś korzyści, ale tych jakoś doświadczalnie nie widać. A szkoda, bo każdy mieszkaniec może by na turystę nie patrzył jak na stonkę, a jak na miłego i oczekiwanego gościa. Mieszkaniec nie uczestniczy w przyjmowaniu turysty. Są obszary, w których uczestniczy, ale te są poza zainteresowaniem – i korzyściami dla miasta. To są tereny nie eksplorowane przez tzw. organizatorów promocji miasta i systemu przyjmowania turysty. Cieszą się tylko restauratorzy i handlarze – może i Przewodnicy – ale tu też – zależy którzy. To ślad przyczyn, dla których tak łatwo było pobudzić w ludziach poczucie śmieszności tej propozycji. Ona jednak nie jest śmieszna, może zbyt siermiężna swą wiarą w możliwość wyegzekwowania kindersztuby drogą administracyjnego nakazu. Problem jednak został postawiony i nie urodził się on dziś czy wczoraj. Warto zidentyfikować jakie siły sabotują wszelkie próby uspokojenia hałasu zwłaszcza w Rynku. Traktuję to jako pytanie pomocnicze. Znacząca część turystów wcale Krakowa nie studiuje, nie smakuje. Nie ma do tego ani okazji ani możliwości a często czasu i chęci. Raczej miasta doświadcza i go „zalicza”. Takie rzeczy jak smok, hejnał, okno Papieskie, Kościół Mariacki, Wawel, Brama Floriańska, nóż w sukiennicach, Tatar ze strzałą, którego nie było i Sukiennice w ostateczności Kopce to dziś symbole Krakowa. Osobiste doświadczenie tych symboli ma swe jakieś znaczenie dla goszczącego w mieście. Najlepszym dowodem jest powodzenie abstrakcyjnego by się wydawało pomysłu wydawania uroczystego certyfikatu wysłuchania Hejnału z hejnalicy. Sama możliwość usłyszenia hejnału „na żywo” nie automatu ma swą wartość. Nawet oddzielną atrakcją jest to co dla nas krakowian jest oczywiste – gdzie ten strażak? Niechby przed i po hejnale pomachał chorągiewką np. z barwami Krakowa – to niejeden dzieciak i turysta by się zachwycił. Również to, że na Rynku panuje rozgardiasz dźwiękowy i, że jest to męczące, każdy słyszy. Lecz czy przez wieki było spokojniej? Wtedy dopiero się wszak działo. Przekupy, wozy, kuglarze, życie knajpiane (a było tych knajp co niemiara) a też i szczególne widowiska takie jak wykonanie kary kosza, ogłoszenia, egzekucje i inne wydarzenia dawały powód do wcale nie nabożnych zachowań gawiedzi. Szkopuł w tym, że wtedy i ludzi jednak było mniej, i turystów w dzisiejszym słowa rozumieniu – nie było, choć byli przyjezdni w przeróżnych interesach – ale to nie były zorganizowane grupy. Nie było też nagłośnienia i wyścigu; kto kogo przebije – bo przebijający ponoć wygrywa – przyciągnięcie klienta. Nawet więc w tamtych warunkach hejnał był słyszalny i spełniał swoją funkcję. Bo póki trzeba było, to ją spełniał. Tak więc i postulat oczyszczenia Rynku z brudu hałasu agresywnego, sięgającego decybeli, jak i chęć udostępnienia turystom hejnału, nie są wcale czymś nieżyciowym i wartym wyśmiania. Mało to – dziś się na to nie zwraca uwagi, ale wedle przepisów, nawet drogi nie są oddawane do użytku bez ekranów dźwiękochłonnych, a w samym Rynku i przy ulicach Starego Miasta żyją ludzie. Konkretni ludzie. Męczeni – w imię czego? Dlatego nie może to być walka tylko o minuty wyciszenia do zakazu rozmów włącznie. Tu chodzi o rezygnację z bezwzględnego używania środowiska – w zakresie objętym pojęciem hałasu. Obrona przez wyśmianie myśli – jest nie tylko na dłuższą metę nieskuteczna, ale już swego czasu była. Przyniosła same straty W tym względzie – służby Pana Prezydenta – wygląda na to, wykazują wyjątkową bierność Można – i trzeba zapytać – dlaczego? Dyskusje wokół sprawy trwają jak pamiętam od pierwszej kadencji – na równo z problemem dzikich reklam i uporządkowaniem przestrzeni miejskiej. Czyli nie od wczoraj. Sumując – propozycja sprowadzona do zupełnie mało skutecznych i administracyjnych rozmiarów oczywiście w tej postaci jest łatwa do wyśmiania i obrony status quo, lecz to nie znaczy, że nie dotyka problemu, który dla miasta jest ważny.
|









