Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Platyni, czyli kanciasta piłka
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Platyni, czyli kanciasta piłka PDF Drukuj Email
Opinie
piątek, 31 lipca 2009 17:37 | Wpisany przez fsd

Nie jestem kibicem piłki nożnej, na całe Euro 2012 patrzę jak na zamiar biznesowo – polityczny czyli jakby – bez emocji. To jest w takich razach potrzebne – bo w biznesie emocja jest złym doradcą i dla rozentuzjazmowanego nigdy nie kończy się dobrze.

Temu zaś, że całe Euro 2012 – to biznes – najzagorzalszy kibic nie zaprzeczy.
Zapewne są na tym świecie kibice, ale sądząc po tym, ilu to jest zatrzymanych w na okoliczność korupcji w tym młynku, gdy padają kolejne cyfry – i – NIC! PZPN ogłasza, że to tylko mży i nie ma problemu. Widzę jak kwitnie interes zakładów wokół każdej ligi, meczu, zawodnika, transferu, o jakich pieniądzach się tu mówi, to jednak jestem skłonny sądzić, iż i ta garstka kibiców jest w jakiejś mniejszości, która już chyba powinna domagać się swoich praw i parytetu na meczach. Tyle, że trybuny  chyba by wtedy świeciły pustkami – bo wedle parytetu kiboli mogłoby wejść tylko tyle samo. Nikt mi też nie powie, że do burd po meczach, mecze są w ogóle potrzebne. Termin meczu to jest raczej termin i miejsce ustawki ogłaszanej publicznie. Onegdajsza demolka Krakowa po „oczywiście uspakajających wystąpieniach” Radnych i Prezesów w jednych osobach i zainteresowanych w ówczesnej sprawie biznesowej rozwijanej pod hasłem „sport” skończyła się niczym. Zero konsekwencji. Konsekwencje – a jakże ponieśli – właściciele sklepów. Ci nie wyjdą na ulicę i nie zorganizują kontr- burdy wywołanej dla stworzenia nacisku – bo właśnie wtedy dziwnym zbiegiem okoliczności i w u Wojewody i w Radzie Miasta zapadały decyzje w tejże sprawie biznesowej.
Śmiech na Sali a nie sport. Było to oczywiście lata temu – ale zasady tej gry są jasne. Po liczbie zatrzymanych i cudach z „przydzielaniem” Euro – widać.

     
Kraków – jako i miejsce i to dysponujące bazą hotelową konkurencyjną w co najmniej w skali Polski – nie mówiąc o atrakcyjności miejsca, posiadający dwa istniejące stadiony w realnej przebudowie – od początku -  nie jest brany pod uwagę, potem opowiadane są bajki,  a później jest odrzucany. Ktoś mi powie, że prezentacje wirtualne i same plany, na nie całe trzy lata przed pierwszym gwizdkiem,  to jest więcej niż realnie istniejąca baza, i stadiony oraz realnie istniejące, w miarę dobre, jak na warunki polskie, połączenia komunikacyjne?
Gołym, nieuzbrojonym okiem widać tu jakiś absurd.
Do tego PZPN kpiący w żywe oczy z Władz Państwa – co to mamy Państwo w Państwie? Taki PZPN, jest zapewne, jako Stowarzyszenie, zarejestrowany nie na księżycu a w Polsce i tu może być wykreślony z rejestru za nie przestrzeganie własnego statutu. Z prawa Władz Państwa – a w tej sprawie następuje ingerencja z zewnątrz, jednego Demiurga – i moje Państwo wtula ogon pod siebie. Jeśli PZPN z kolei przestrzega statutu i prawa – to po co ten cyrk z kuratorami? Minister idzie do paki, a drugi uspakaja, że Euro nikt nam nie odbierze (to była wypowiedź sprzed półtora roku albo Pana Drzwieckiego i potem jak pamiętam J.Tomaszewskiego) bo Euro to kontrakt biznesowy, a nie żadne tam takie sobie coś.
Demokracja demokracją, olbrzymie pieniądze, całe Państwo postawione na baczność z beznadziejnie samobójczym i niegodnym przedłożeniem tej imprezy, nad pamięć o ludobójstwie mordowanych ze szczególne wyrafinowanym okrucieństwem na Kresach. Mordowani byli przez tych, którzy dziś stają się bohaterami narodowymi, są czczeni pomnikami.  Większej niegodziwości trudno sobie wyobrazić.
I tu mamy powiedzieć; trudno, biznes!?


Takie Euro – to dla mnie policzek.
Ta jedna sprawa, każe mi się patrzeć na Euro jak na coś na kształt tych symbolicznych srebrników. Jakież to mechanizmy muszą działać i kto je naciska, by precyzyjnie powodować taką amnezję i zidiocenie w narodzie i w DECYDENTACH. Tak – bo niepamięć o takich rzeczach nie jest wcale kwestią pojednania czy przebaczenia. Wołanie o pamięć to nie wołanie o brak przebaczenia. Przebaczenie ma swą wagę tylko wtedy gdy jest relacją dwustronną – nie tylko poszkodowanego. Inaczej ten jest tylko poniżany. Po co? Jaki w tej mierze przyświeca naszym obecnym władzom cel strategiczny, dalekosiężny?
Myślę, iż jako obywatel doczekam się wyjaśnień i to przed wyborami – bo wybierać będę tylko tych, którzy jasno wyrażą swój stosunek do tego rodzaju spraw.  Nie będę się przejmował ordynacją wyborczą dyskryminującą małych, choć mam nadzieję że wielcy – zabiorą tu głos. Zdanie Głównego gracza na boiskach przedkładającego kolce nad inne sprawy i wierzącego w słupki już znam – i ono mnie już nie interesuje.     
Demokracja demokracją – a tu po raz kolejny przyjeżdża były piłkarz, jako Sędzia Weryfikator, jedyny sprawiedliwy, od którego plunięcia w prawo lub lewo zależy los, sukces wszystko. Porażka wyeliminowania z uczestnictwa też. Poklepywanie po łysince normalnie byłoby brane za gruboskórny żart albo jeszcze lepiej za dyskryminację łysych. Odnoszę się tu do zdjęcia na którym Pan Platini poklepuje po łysince samego G.Latę – Prezesa. A tu poklepywany, jak panienka klepana gdzie indziej – zadowolony.
Bo Wielki się uśmiechnął. Jest dobrze.


Coraz bardziej mnie wkurza Euro i z utęsknieniem wspominam czasy gdy na Błoniach grały całe drużyny mające swoich kibiców – prywatnie się kolegujących jak się to mawiało.
Sport dziś to zielony stolik, ustawka, umowny świat realnego biznesu czy pifko przed telewizorem i tytuł do ściągania przez operatorów cyfrowych słonych opłat za pakiety sportowe?
Może chodzi o dawkowanie społeczeństwu rodzaju narkotyczku, każącego zapomnieć o Realu i wyrabiającym odruch bezwarunkowy. Polityk gra w piłę na boisku, wyjdzie czasem pantalonach – swój chłop. Popieramy gościa.
Gotuje się straszny – umowny, kreowany świat
A ludzie się dziwią i są zadowoleni – bo oglądną sobie mecz, albo Świat Kiepskich albo Halo Hans
Sami się ludzie godzą na wejście w ten umowny świat. Gdy się mu podporządkują nie trzeba będzie nawet powoływać tych powieściowych strażaków do obowiązkowego palenia książek, a wizja rozpylanego w powietrzu uszczęśliwiacza - prof. Tarantogi - staje się Realem. Gdy czytałem to u S. Lema  w latach sześćdziesiątych, nie sądziłem, iż jest to wizja która będzie realizowana i to niebawem.
Wtedy brałem to tylko za alegorię ponurych realiów komuny.
Jeśli tak – to oznacza,  że ta wraca widać ona w innej formie. Nawet jest wspominana z łezką w oku pozorowaną wieloma szlachetnymi motywacjami.
No i sosikiem nostalgii.

Czas się już chyba egoistycznie odmeldować, bo człek zostaje sam na tratwie jakiś racji, w morzu podziwu i owczego pędu dla Wydarzenia EURO