Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie DZIENNIK PRAKTYKANTKI w TVP
Smaller Default Larger
DZIENNIK PRAKTYKANTKI w TVP PDF Drukuj Email
Opinie
środa, 02 września 2009 20:50 | Wpisany przez Iza Solarz


Dzień 1.
Dewiza dnia – jeśli widziałeś swojego szefa udającego Królika Bugsa to nic cię nie zaskoczy.
Moje biurko ogranicza się do kubka. Poza tym nie ma na nim nic. Wychodzę z założenia, że to lepiej. W końcu umowa zobowiązuje mnie do płacenia za wszystko, co zepsuję. Albo zgubię.

Postanowiłam przyjąć taktykę nie-zbliżania-się-do-czegokolwiek-pod-prądem. Zdaję się sprawę, że to są najbardziej zdradzieckie maszyny. Nigdy nie wiadomo, kiedy postanowi pozbawić mnie wszelkich zaskórniaków, albo co gorsza życia i zdrowia. A ja nie mam ubezpieczenia! Ta umowa ma chyba mnie wykończyć...
Moje dzisiejsze obowiązki ograniczają się do czytania gazety. Naprawdę się cieszę, że ja rano kupiłam. Jak się dowiedziałam poprzednie tury Nieszczęśliwych Praktykantów zdążyły
a)    posprzątać magazyn
b)    przemeblować biuro
c)    porządnie się wynudzić
i mnie czeka najwyraźniej to samo.
O 12.30 pojawia się Dziecięca Wycieczka. Automatycznie do moich obowiązków dochodzą
a)    wynoszenie paczek z magazynu
b)    roznoszenie pizzy i serwetek
c)    kierowanie Zbłąkanych do toalety. Nie rozumiem, dlaczego większość kierowała się prosto do studia... Czy 10-latek nie rozumie DRUGIE DRZWI NA PRAWO?!
Plusem Wycieczek było dopuszczenie mnie do Pudełek Z Pokarmem. To oznaczało, że kiedy wracałam musiałam jakoś przekonać Mamę, że NAPRAWDĘ mnie nakarmili. Czy to takie dziwne?
Teraz moją rozterką są godziny pracy. Jak mam rozumieć polecenie Szefa, że mam przyjść kiedy się wyśpię? Ja rozumiem, nie musi wiedzieć, że przed 13 raczej nie widuje się mnie w wyjściowym stanie…

Dzień 2.
Wiekopomna data. Nauczyłam się posługiwać telefonem. Nie myślcie sobie, że jestem jakoś cofnięta w rozwoju, ale dopiero za trzecim razem prawidłowo skonfigurowałam kombinację „wewnętrzny-kierunkowy (z zerem czy bez?!?!?!?!?!?!?!?!?!)-reszta numeru”. Za każdym razem wyklepałam tę samą formułkę i zrozumiałam, dlaczego telefonistki to najbardziej wnerwione kobiety we wszystkich firmach. Wiecie jak trudno odebrać telefon i powiedzieć coś nowego po takiej serii?
Okazało się, że moje zdjęcie zginęło. Mam 2 opcje. Albo w miarę szybko zorganizuję sobie nowe do przepustki, albo poznam wszystkich Ochroniarzy, żebym nie musiała się codziennie tłumaczyć jakim prawem idę po schodach. Przepraszam. Też wołałabym mieć wakacje… Zupełnie jak w więzieniu. Przepustki, Ochroniarze… Gdzie ja jestem?!
No dobra, nie jest tak źle. Szef oddał mi swój kawałek tortu. Chyba tiramisu. Mniam.
Opatentowałam drogę do magazynu. Wolałabym tam nie wchodzić. Wszędzie walają się trupy robaków. Udaję, że ich nie widzę.

Dzień 3 i 4
Książka, książką, książką, książką. Dzieci. I po co ludzie chcą pracować w telewizji?!

Dzień 5.
Dewiza dnia – jednak nie zjada się tu praktykantów. Pewnie przetrzymuje się ich w schowku na miotły.

Pierwszy raz spotkałam innego praktykanta!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Byłam tym tak podekscytowana, że znalazłam odpowiedni segregator bez patrzenia do notatek. Do tej pory widziałam tylko jak wchodzą przez bramę, ale nigdy nie wychodzili… Bałam się, że trafiłam na nowy Raport Pelikana.
Na moim biurku pojawiła się nowa rzecz – Lista, czyli chaotyczny spis rzecz, których położenie powinnam znać. Pani poszła na urlop i cała chmara Zdesperowanych i Organizatorów spadła na moją głowę. Spoko, to tylko dzień. Chyba cała telewizja się nie zawali od mojej niekompetencji…

Dzień 6 – 12.
Dewiza dnia – każdy kto do ciebie zadzwoni w konkretnej sprawie opowie ci albo historię swojego życia, albo 250 lat historii dzielnicy…

Naprawdę mam ograniczone zajęcie. W sumie musze tylko pamiętać, żeby zamknąć okno, oddać klucz i dobrze podyktować maila. Czasem trzeba się przy tym nieźle natrudzić. Albo jak wytłumaczyć rozchichotanej kobiecie z Wsi Górnej ŻE DO JASNEJ CHOLERY KRAKÓW TO NIE WARSZAWA?! To są braki na poziomie wiedzy z przedszkola! Reforma edukacji musi nastąpić zanim zacznę serio pracować, bo nie wytrzymam z cała zgrają takich ludzi. Poza tym, mogłabym pisać poradniki „Jak przetrwać telefon? 10 pytań, które możesz zadać każdemu, udając że słuchasz”. Zdaję sobie sprawę, że musze wysłuchiwać tych ludzi, nawet jeśli do sedna sprawy przejdą za pół godziny, a oni to perfidnie wykorzystują!!! Jeśli mam radzić, jak załatwiać sprawy przez telefon, polecam godziny poranne. Jakieś 40 minut po rozpoczęciu godzin pracy. Jest wtedy jakaś szansa, że nikt nadupierdliwy nie zadzwonił i nie wyładuję na nieszczęśniku swojej skumulowanej agresji.
Poza tym zachowuję swoja popisową minę – Uśmiech Nr 5 : chętnie pomogę jeśli tylko będę w stanie, ale nie licz na to za bardzo. Sprawdza się doskonale. Jeszcze nikt nie wziął mnie za nieuleczalną idiotkę.
Ciągle jem ten sam rodzaj pizzy. Nigdy więcej na nią nie spojrzę.

Dzień 13 – 16.
Dewiza dnia – powroty są zbyt trudne żeby wracać. Lepiej zostań tam gdzie jesteś.

Ponieważ Pani wróciła z urlopu mogę przestać przejmować się ludźmi, którzy domagają się szczegółowych wyjaśnień. Nawał pracy, który zastała to po części pewnie moja wina, bo każdego nadpobudliwego delikwenta zbywałam „proszę zadzwonić za tydzień”. Zapewne w desperacji liczyli, że jak każdy gorliwy pracownik, Pani sprawdza służbowego maila na urlopie, między kolacją a spacerem. Niestety, nie mieli szczęścia. Mam z tego mściwą satysfakcję, że nikt nie miał ochoty im pomagać. Pozbyłam się chęci niesienia pomocy.
Na szczęście zakończyły się już dziecięce wycieczki. Z dnia na dzień dzieci były albo coraz głupsze, albo ja coraz bardziej sfrustrowana. Drugie drzwi na prawo do ostatniej chwili były mitycznym labiryntem, na końcu którego wpadało się na kamerę, a nie toaletę.

Dzień 17 – 18.
Dewiza dnia – przed kamerą każdy jest idiotą.

Zabrano mnie na nagranie. Nagranie polegało na bieganiu z kamerą za ludźmi. Głównym zajęciem w upalny poranek moim i Studenta Na Praktykach było polowanie na ludzi, którzy wychodzili ze sklepu na tyle obładowani, że dało się ich nakręcić jak pakują się do samochodu. Głownie biegałam jak wariatka, bo Student postawił sobie za punkt honoru nie dopuszczanie mnie do noszenia statywu, czyli jedynej rzeczy, którą można nam było bezpiecznie dać do ręki. Tego zwyczajnie nie da się zepsuć. Wszystko tam się rozkłada i wysuwa. Niezniszczalna maszyna o wadze 8 kilogramów.
Później zmuszaliśmy Krnąbrnych Statystów do jechania na tych przeklętych gokartach tak, żeby zmieścili się w kadrze, na co najwyraźniej wcale nie mieli ochoty. Gorzej było tylko, jak postawiło się przed kamerą człowieka, który miał o czymś opowiedzieć. Okazało się, że da się sknocić nawet opowiadanie o kółkach z silnikiem od kosiarki. Albo co 3 sekundy używać słowa „prawda no”, jak inny właściciel innych samochodzików. Nie chcę słyszeć, jak będą go przeklinać montażyści.
Prawdziwa klęska nastąpiła, kiedy Reżyser postanowił wsadzić mnie na rower. To bujda, że jazdy się nie zapomina. Nie udało mi się ani razu skręcić. Może dlatego, że na zakręcie stała kamera, a ja nie miałam ochoty w nią wjechać. Przynajmniej Facet ze Sklepu Rowerowego wiedział co mówi. Jednak istnieje na tym świecie inteligencja.
Drugi dzień nagrania miał tę przewagę, że odbywał się wewnątrz, a nie na rozpalonym parkingu. Udar cieplny miałam z głowy. Tym razem popisywał się Dyrektor Centrum. Ten na wszelki wypadek nauczył się wszystkiego na pamięć, żeby uniknąć kompromitacji. Zaliczyliśmy kawiarnię, wystroje wnętrz, sklep sportowy, dzieciarnię i kasy. Tym razem nosiłam lampę. Za trzecią zmianą planu nauczyłam się ją składać.
Kabel poprawnie zwinęłam za 4.
Poza tym na wszelki wypadek puściliśmy Totka, zjedli kanapki i wypili kawę. Zakończyłam nagranie wizytą w Szkole Rysunku. Tam był wiatrak i dlatego mogłabym się zapisać na zajęcia.

Dzień OSTATNI
Przeżyłam. Nie zgubiłam nic. Nic się nie zawaliło. Nikt nie próbował mnie zamordować. Może jednak mam tu jakąś przyszłość… Pożegnałam się z Panią, z którą świetnie mi się siedziało, gadało i pracowało. Szefa się nie doczekałam, dlatego muszę się tam jeszcze wrócić po wszelkie zaświadczenia. Pewnie wszyscy potencjalni petenci odetchnęli z ulga, nareszcie spotkają tylko kogoś, kto wie o czym mówi.
Wyniki Totka niepomyślne. Nie jestem milionerką. Pewnie nieszczęśnicy z telewizji jeszcze się ze mną spotkają…