Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Skandal: wojsko chce sprzedać nasze narodowe dobro czyli otoczenie Kopca Kościuszki w Krakowie
Smaller Default Larger
Skandal: wojsko chce sprzedać nasze narodowe dobro czyli otoczenie Kopca Kościuszki w Krakowie PDF Drukuj Email
Opinie
czwartek, 10 września 2009 08:01 | Wpisany przez dr Feliks Stalony - Dobrzański
Plany sprzedaży atrakcyjnych działek w otoczeniu Kopca Kościuszki (a w konsekwencji ich zabudowy czymkolwiek) nie są do zatrzymania nawet przez konserwatora zabytków. Taka pojawiła się informacja prasowa. Może to i prawda – a może tylko urabianie opinii publicznej mające prowadzić ją do poczucia bezsilności wobec jawnego absurdu.

W końcu teren ten po wyjściu spod dyspozycji wojska stanie się automatycznie terenem, na którym działa i prawo budowlane, i nad którym jednak władze uzyskują jaką taką kontrolę w zakresie gospodarki przestrzenią. Przestaje być ona w tym momencie w każdym razie białą plamą na mapie. Oczywiście pojawia się problem uznaniowości w dalszym postępowaniu – i to tu leży pewne niebezpieczeństwo.  

Przyznajmy jednak, iż o ile sam fakt sprzedaży, nawet czegoś atrakcyjnego za wysoką relatywnie cenę, nie może dziwić i być traktowany z rezerwą, to jednak zamiar handlu wartościami ogólniejszymi już zastanawia.

I w owym handlu nie w materii terenu leży istota problemu.

Widzę w tej sprawie wiele aspektów i w tym tekście je tylko wymienię, gdyż sam zamiar takiego handlu świadczy o kompletnym niezrozumieniu czym się dysponuje. Wojsko jakie w tym względzie – zwłaszcza teraz -  jest, nie jest zaskoczeniem. Pomysł więc śmiało mógł się zrodzić pod hasłem  sprzedajemy babci domek cały i idziemy dalej. Dziwi tylko, że dzieje się to pod okiem nie kogo innego, a Pana Ministra Klicha z Platformy Obywatelskiej  – człowieka, który coś o Krakowie wie, a o wartościach to deliberuje, i się nimi zasłania gdzie tylko popadnie.

Istotne jest też i to, że gdy do sprzedaży podchodzi ktoś, kto nie zna wartości rzeczy, którą dysponuje – z definicji nastawia się na ograbienie. Pozyskiwanie złota za koraliki – jest tu właściwym przypomnieniem zasady handlowej. Developerzy w takich przypadkach przecież szukają swych szans biznesowych i nie ma co się Im dziwić. Dziwić się tylko można naiwnym, którzy nie umieją oszacować tego co posiadają.

    W kwestii własności tego terenu zresztą nawet nie można powiedzieć do końca „ma”. W naszym przypadku słowo dysponent – wcale i do końca nie oznacza „właściciel” tego, co będzie sprzedawane. Tak – bo nie tylko ziemia jest tu przedmiotem handlu, a też i inne wartości a nawet i co do ziemi – można i trzeba widać coś przypomnieć.  

Formalnie dziś – dysponentem samej ziemi jest Agencja Mienia Wojskowego. Przypomnijmy, że teren ten został onegdaj wykupiony (początek XIX w) 1/dla budowy Kopca – ówcześnie i dziś ważnego symbolu dążeń do utraconej właśnie nie tak dawno wtedy wolności, a także 2/ jako miejsce na osadnictwo weteranów wojsk Kościuszki. Tak to wiem – i niech mnie tu historycy siedzący w tych sprawach poprawią, jeśli się mylę. Pamiętam nawet, że w jednym z Roczników Krakowskich były podawane nazwiska tych konkretnych osadników. Kopiec był też sypany nie byle gdzie, tylko w miejscu, które legenda wiąże z Błogosławioną Bronisławą. Kopiec sypał NARÓD i dla pamięci pokoleń, by te pamiętały o swym obowiązku walki o niepodległość. Pełnił role  swego rodzaju ważnego patriotycznego przekazu dla następców. Walka trochę trwała – 120 lat, ale i ta zdobyta wolność była potem upamiętniona też Kopcem dla pamięci człowieka również uważanego za Ojca tej wolności – Piłsudzkiego. Drugi więc kopiec nosił podobną myśl, był usypany w podobnym celu – wzmocnienia patriotyzmu. Nie tylko z powodów wojskowych, ale i dla zablokowania pamięci, zaborca pierwsze co zrobił, to zabudował Kopiec Kościuszki fortem i stacjonującym wojskiem – i stąd prowadził nawet ostrzał artyleryjski miasta. Warto też przypomnieć, iż zaraz po odzyskaniu niepodległości w latach 20-tych XX w próbowano w ogóle mury  – dziś byśmy powiedzieli – w czynie społecznym burzyć – jako symbol niewoli. Koniec końców fort się jednak ostał.  Ten teren to nie jest tylko ziemia.

 Obydwaj okupanci i kopiec i okolice nie na darmo też, jak się dało, izolowali od dostępu dla ludności. I to obydwa kopce. Kopiec Piłsudzkiego był skazany na destrukcję, z której nie kto inny, a ludzie, obywatele, świadomi patrioci (takie dziś dziwne jakieś pojęcie widać)  to w akcjach z nieznanymi sprawcami w tle – jednak uratowali. W forcie wokół Kopca Kościuszki – za komuny - bardzo długo były koszary milicyjne, a wartownia stała już na wysokości stacji wodociągów. 

Należy więc wprost sądzić, iż ten teren, choć był pierwotnie NARODU, został wprost upaństwowiony i tak się znalazł w dyspozycji Agencji Mienia. Agencja Mienia więc nie jest wcale właścicielem, a administratorem z woli i przypadku  – dziś Państwa. Tak więc decyzja sprzedaży jest decyzją Władz Państwa, jest decyzja polityczną, a transakcja z punktu widzenia historii pachnie paserką. Nie ma się tu co zasłaniać jakimiś wywodami o nieuchronności wywodzonej ze świętego prawa własności. To jest święte ale nie Agencji Mienia Wojskowego.

  Logicznie myśl ciągnąc, najwłaściwszym byłoby tak naprawdę oddanie tego terenu we władanie jakiegoś podmiotu mającego statutowo na celu działalność na rzecz pamięci narodowej, patriotyzmu, Naczelnika Kościuszki itd. a będącego pod nadzorem społeczeństwa – NARODU. Wtedy nastąpiłby powrót własności do prawowitego właściciela. Mogłaby to być na przykład powołana do tego celu specjalna Fundacja czy Stowarzyszenie, w którego władzach statutowych brałby by udział różne podmioty od osoby desygnowanej przez Prezydenta (główny, konstytucyjny strażnik wartości Państwa) zaczynając. Podobny w swej analogii przypadek w historii miał miejsce – choć, aż wstyd go tu powoływać. Wtedy to Naród wykupił od Austriaków Wawel, budując zresztą za to inne koszary (to budynki dzisiejszej Politechniki Krakowskiej). Postulowane Stowarzyszenie miało by na celu wykup (od swoich – nie od okupantów czy zaborców – ale na to wychodzi, że trzeba by było) w sensie wypracowania równowartości z jej  sukcesywnym przekazaniem do Skarbu Państwa i pilnowanie, by ten teren służył zadaniom budowy uczuć patriotycznych. Każdy Naród takie miejsca ma i kultywuje – my je dziwnie chcemy wymazać i oddać pod działalność zastępująca dziś niemodny patriotyzm. Zasłonić Kopiec? Może i to jest jakaś myśl?

 Uwłaszczenie Miasta po wyczynach, które są tu możliwe, raczej bym wykluczył – bo mogłoby wyjść na to samo, chyba, że nastąpiłoby to z nałożeniem obowiązku, którego jakoś miasto nawet i tak nie pilnuje nawet jako własnej umowy. Mówię tu konkretnie o umowie dzierżawy dla RMF- u – lecz któż pójdzie na udry z potęgą medialną. Byli tacy co próbowali – a ich kości polityczne bieleją w niepamięci. Tyle, że owa bezsilność nie jest dla mnie do końca wiarygodna – ale to już jest inny temat. Zauważmy jednak, dla porządku, że jakoś podjęte w umowie zadania, o ile wiem, nie są realizowane, a ze splendoru miejsca, a jakże, się korzysta. Ten splendor i znaczenie miejsca w związywanej umowie nie były w ogóle brane pod uwagę. Druga strona wiedziała co bierze i na czym będzie korzystać. Ich to wina, że chcieli zarobić i zarabiają? Miasto tylko samo nie wie co posiada i tego nie ceni. Koncepty na promocje same mówią za siebie. To są jednak w naszej sprawie – boczne, a jednak ciekawe sprężynki, o których warto jako o mechanizmach – pamiętać proponując komunalizację takiego mienia.

Pytaniem jest i to można je zadać wprost Panu Ministrowi Klichowi czy dla Wojska te ponoć 20 mln zł. to jest rzeczywista wartość przedmiotu handlu? Jeśli tak – to jakie cele w Państwie ma Wojsko? Oprócz noszenia broni i gotowości do działań w misjach zagranicznych. Czy te inne zadania wypełnia? Zastanówmy się nad tym i nie jest to bagatelna sprawa, skoro w ogóle powstał taki pomysł jak sprzedaż okolicy Kopca i tylko dlatego, że w kolejce po zaborcach i okupantach ten teren znalazł się w administracji czyjej – okupanta? 

 Warto też podnieść i aspekt dotyczący Miasta. O zachowaniu się Władz miasta w stosunku do miejsca już była mowa. Wyobraźmy sobie jednak nawet czysto teoretycznie, iż oto z sylwety Miasta znika Kopiec. Równie dobrze można by było zabudować Wawel, a tak pusty plac w środku miasta jak Rynek, jednak jakoś warto by było wykorzystać. Absurdy? Widać nie, skoro nie widać natychmiastowej reakcji Władz Miasta na ten projekt. Rada Dzielnicy tak – ale czy ona może naciskać na owego dysponenta terenu? Pis - k myszy, choć cała Rada to właściwie PO – wielu wyczynach – z poparciem budowy przyczółka zabudowy Błoń budownictwem o wysokości 11 m.

Tu potrzebny jest raban na całą Polskę z pokazaniem, do czego mogą być zdolni ludzie zaczadzeni kultem sukcesu finansowego, nie mający pojęcia z czym mają do czynienia a mający w ręku obowiązek pilnowania wartości narodowych. Samo owo zestawienie wystarczy.

Z poziomu Władz Państwa ma się o podobne rzeczy troszczyć nie kto inny w Rządzie, jak kolega Ministra Obrony Narodowej  - Minister Kultury. Sam więc zamiar takiego handlu wcale nie jest poza kontrolą, Agencja nie jest samowładna i żaden z tych Ministrów jej raczej nie podlega – a jest dokładnie odwrotnie. Trzeba więc wprost powiedzieć, że ewentualna decyzja w sprawie sprzedaży na wolnym rynku okolicy Kopca, jest w pełni świadomą decyzją polityczną – i tu nie ma co się chować za plecami bidnego konserwatora miejskiego czy wojewódzkiego.

Dla Miasta utrata takiego symbolu – dla ludzi dziś rządzących widać nie ma wartości – ale pokazuję, iż jest to wartość i to niemierzalna, która w tym rachunku nie jest uwzględniana, ale jej utrata będzie oznaczała bardzo wymierne straty nawet tylko dla turystyki miejskiej.

Mówiąc wprost - Kopiec i okolice nie mogą być przedmiotem handlu – i jak przypomnę, o te elementy upominałem się jeszcze w okresie kiedy Miasto podejmowało pierwszą umowę najmu z – wtedy – Fundacją Komunikacji Społecznej.

 Na tle tej szczególnie bulwersującej sprawy, spróbuję też wskazać na pewną cechę ogólną myślenia (albo i raczej amnezji) dzisiejszych Władz. Tą cechą jest silna i nie wiem czy do końca samoistna, czy wynikająca z rodzaju uzyskanej (nie) wiedzy,  skłonność do lekceważenia, a nawet czasem można powiedzieć wyglądające na celowe zacieranie, wartości i znaczenia symboli. Takie rzeczy choćby jak zezwolenie na działanie balonu zasłaniającego widok Skałki z Wawelu, konieczność właściwie prywatnego budowania zespołu pomników Wielkich XX w. w Parku im. H. Jordana, zezwolenia na kolizję uroczystości o wadze symbolu, z imprezami atakującymi podstawy życia społecznego, ogólniej stosowane przyzwolenie na lżenie symboli narodowych (ostatnio nawet stwierdzono, że osadzenia flag Polski w psich odchodach nie jest znieważaniem symbolu! – to co jest znieważające chciałbym się od Sądu dowiedzieć), odejście czy wręcz unikanie w promocji Krakowa elementów patriotycznych (co ma być dostosowaniem się do politycznej poprawności) – tą listę można by było ciągnąć.

Społeczna kontrola – choć brzmi enigmatycznie – przy zastosowaniu odpowiedniej jej formuły, wydaje się dziś jedynym sposobem na wyjście, dające ten teren we władanie pierwotnego prawowitego właściciela - NARODU.

I tego zwrotu mienia a nie sprzedaży – uważam – należy się domagać od dysponenta, który najwyraźniej nie wie co, i dlaczego, ma w swej chwilowej dyspozycji.

Tu nie chodzi tylko o ziemię i atrakcyjną działkę.

Zdjęcia: Maciej Gądek