|
Na wstępie muszę przyznać, iż nie jestem kibicem piłki. Niestety – ta sprawa mnie nie obchodzi, choć w młodości i chodziłem i na Cracovię i na Wisłę, kopało się na Plantach i na Błoniach.
Dziś – tą dziedzinę widzę bardziej jako sferę biznesu i umownych igrzysk i choć sami chłopcy poświęcają taki sam wysiłek, chęci i dla nich jest to rzecz ważna – to jednak mam dystans do całej otoczki, do tego Państwa w Państwie i innych rozlicznych pozasportowych funkcji działania Ligi, Związku i powiązań biznesowych. Wręcz zasłyszana po naszej (zresztą zauważmy co to znaczy „nasza” wygrana czy przegrana) porażce, opinia jednego z fachowców, iż dziś należałoby zacząć od zaorania, odcięcia od źródełka automatycznego, budowy od podstaw a potem dopiero budowania Ligi przemawia mi do rozsądku. Zdecydowanie więc nie zabieram tu głosu odnosząc się do warstwy sportowej a nawet biznesowej całej sprawy. By cokolwiek tak mówić trzeba na tych sprawach się znać. Jako jednak szarego obywatela w kolejnych ruchach w piłce porusza i zastanawia zupełnie inny aspekt. Sięgnę tylko do przypadku młodzieńca o nazwisku Olisadebe i właśnie trenera mającego być cudotwórcą reprezentacji – Leo B. Obydwaj na zapas czczeni, honorowani ba! nawet jeśli się nie mylę nawet jakoś nagradzani. Pierwszy dostał obywatelstwo z marszu – podejrzewać należy – pod naciskiem grup kręcących tym interesem, drugi przyjmowany na salonach Władzy. I z jednym i drugim ktoś podpisywał umowę o pracę. Obydwaj pokazali gdzie maja swe zobowiązania. Granie na nosie z podejmowaniem zajęcia z prowadzeniem innej drużyny – jak po skutkach widać – kosztem pracy dla Reprezentacji, jak widać, wedle tych umów było możliwe. Stawiam więc pytanie, czy to sami pracodawcy swym podejściem nie proszą się o lekceważenie? Świat komercji w tej dziedzinie nie uwzględnia pojęć – wypada, nie wypada, wdzięczność czy niewdzięczność. Tam chyba tylko działa pojęcie opłaca się – nie opłaca się. Co to znaczy – by Pan Leo B. mógł sobie pozwalać na lekceważenie wezwań swego pracodawcy bez skutków prawnych i finansowych dla warunków trwania i rozwiązania umowy? Jak można na kredyt i z góry podchodzić do tego rodzaju zatrudnianych najemników z absurdalną i opartą na famie chyba tylko estymą budując w nich automatycznie butę w traktowaniu tych naiwniaków – bo tak musimy w Ich oczach wyglądać na stracie. Ten sposób podejścia – z góry dezawuujący własną wartość i lekceważący jasne postawienie sprawy kto w tej relacji biznesowej jest kim otwiera stronę Polską na własne życzenie na ograbienie w relacjach budowanych na jasnych zasadach. Nie należy się wszak dziwić, iż Kontrahenci wykorzystują zapisy i braki zapisów w umowie – a widać takie muszą mieć miejsce skoro ci Panowie mogli się zachowywać tak jak się zachowywali, a ostatni ma jeszcze oczywiście zasadne i to słone wymogi finansowe. To jakiś horror Powtarzam, w tym tekście mniejszym stopniu mówię o sprawach sportu – a o zasadach relacji biznesowych. Przecież tą samą zasadę liczenia na wdzięczność, na honorowe relacje można odnieść i do naszego udziału w Bitwie o Wielką Brytanię i jej późniejsze zachowania, łącznie z płatnościami za użyty sprzęt, dzisiejsze nasze misje, układy biznesowe, porozumienia w sprawach energetycznych – listę można ciągać długo. Mówiąc krótko – zwracam uwagę na najprostszą z możliwych zasadę – szanujmy się i swój kraj a na tym nie tylko nie stracimy ale i zyskamy. Od poklepywania po ramionach to już mnie one bolą. Nie widzę najmniejszych powodów dla których konkretnie Pan Leo.B na starcie był ogłoszony zbawcą polskiej piłki. Może mi to ktoś wytłumaczy? Ja swoje racje przedłożyłem. Poza tym – jakie są możliwości – widać. Nasi grają jak wiem w różnych drużynach i bywają sprzedawani do siedzenia na ławce. Ktoś kupuje i nie wykorzystuje i może właśnie na tym robi interes ułatwiając sobie drogę? Tak proponuję na sprawę popatrzeć – pozbywając się zbyt wielkiej warstwy hurra – reakcji. Może te są potrzebne dla innych celów, ale na pewno nie służą interesom i sprawom sportu. Są one chyba tylko potrzebne tym, którzy na starcie ćwiczą uścisk dłoni i skupiają na sobie na starcie uwagę mediów. Ile nas te fajerwerki propagandowe kosztują wiedzielibyśmy gdyby było wiadomo ile zostało utopione w warunkach takich kontraktów.

|