|
Żaden tam skandal, a dający się w pełni przewidzieć wynik sekwencji małych kroków robionych przez różne podmioty, wspomagane faktycznie ogólna koniunkturą – a właściwie dekoniunkturą w przemyśle stoczniowym.
Tą dekoniunkturę zostawiłbym na razie na boku – w końcu inne stocznie działają i mało tego – jak słyszałem – może źle - dostają czasem pomoc Państwa. W państwach liberalnych. I się da Stocznie to tylko ogólnopolska kalka tego, co już pisałem przy okazji sprawy zamiarów zabudowy otoczenia Kopca Kościuszki. Biznes, jak trzeba, porusza się małymi krokami, ma perspektywę widzenia sięgająca ponad jedną kadencję, a i pieniądze nie są „niczyje”, interes też nie jest „niczyj”, one są kogoś konkretnego. Biznes widzi inną perspektywę. Okolice Kopca widzi tylko jako atrakcyjny teren deweloperski. Wartości inne są oczywiście widziane jako wartość dodana, jako bonus, dany przez tego, kto sprzedaje, nie zastanawiając się nad tym, co w istocie sprzedaje. Do zrealizowania transakcji potrzebna jest strategia postępowania, czasem wydatek, współpraca – nawet z rywalem biznesowym, tak by swoje przy tym jednak ukroić. W przypadku stoczni - tereny nadmorskie, miejsce z infrastrukturą do szybkiego przystosowania wedle pomysłów jakie by one nie były to też niezły kąsek. Ten teren jednak ma jeszcze jeden walor – ten lekceważony przez gestora bonus - uchwycenie klucza do transportu, przeładunku itp. Jednym słowem ilość i to nie tylko prywatnych podmiotów, z których nie każdy chce się od razu ujawniać zainteresowanych sprawą w wielu formach jest zapewne spora. Dziś tylko czekają na przyciśniecie do muru. Zobaczymy na jakich warunkach pójdzie ten majątek i miejsce na którym należało nie tylko robić interesy produkcyjne, ale które są kluczem interesów strategicznych, dalekosiężnych. Czy jednak można temu podejściu sfer biznesowych coś zarzucić? Zdrowe normalne podejście. Ale jest też i narzędzie do przejęcia sfery interesów, które powinny interesować Państwo. I dlatego patrzenie na Stocznie tylko jako na sumę wartości rynkowej składowych, jest wręcz czymś niepojętym i nie do przyjęcia.Nie same rozmowy z handlarzem bronią a lekceważenie, lub ślepota na sprawy ważniejsze są tu przesłanką do słowa afera. By rzecz przybliżyć tym, którzy sądzą, iż przesadzam przypomnę; Nasi poprzednicy, działając tylko przez dwudziestolecie międzywojenne, w którym po drodze toczyli ciężką i tylko cudownie zakończoną wojnę o przetrwanie, zdołali wybudować nie tylko Gdynię, COP ale i pomyśleli o własnych szkołach wyższych w niezbędnych dla gospodarki profilach, zadbali o wychowywanie następców – bo Ci jako elita tworzyli Szare Szeregi i to Oni przenieśli nam uniknięcie losu Republik. Kompetentni i wiedzący co to znaczy samodzielny byt państwowy, tworzyli podwaliny samodzielnego i na tamte czasy nowoczesnego Państwa. Wyobraźmy sobie, że mieliby jeszcze parę lat i na wyposażeniu wojska znalazły by się i Enigma i Łosie i czołgi. Nie byłoby tak łatwo rozprzestrzeniać kłamstw propagandowych o szarżach polskich zidiocianych ułanów na czołgi. A to był taki sam odcinek czasu, jak ten nam darowany losem, czas od niby – twierdzę obalenia socjalizmu. Mówię - niby – bo zasady zarządzania i ręcznego sterowania w wielu dziedzinach, klany czy korporacje z korzeniami sprzed lat, mają się jak najlepiej. Z obaleniem „de nomine” – można się zgodzić, ale „de jure” o obaleniu nie może być mowy. Zastanówmy się nad wieloma dziedzinami – od Nauki, Szkolnictwa, połcie całe służby zdrowia, ubezpieczenia Społeczne, po Spółdzielnie Mieszkaniowe i zakładane na bazie „firmy” Ola z „Psów” czy cały PZPN, to są przecież systemy ręcznego sterowania pieniądzem publicznym i wręcz władztwa nad obywatelem. Jaka jest pozycja obywatela ze swymi sprawami i realnymi prawami i możliwościami wobec Prezesa Spółdzielni, na którego łoży przecież ciężkie pieniądze? Co się dzieje z wynikiem pracy naukowej i jak wygląda (a właściwie nie wygląda) handel informacją, jak Władza samorządowa – uśmiechając się do obywateli, może ich swobodnie lekceważyć, jak działa system emerytalny itd. Co w tamtym dwudziestoleciu ważyło, a czego brakuje dziś? Proste – w kalkulacjach ekonomicznych brano wówczas najpoważniej pod uwagę, interes strategiczny Państwa. Każdy rozumiał swój obowiązek wobec Ojczyzny i tej nikt nie śmiał się z niej wyśmiewać. Flaga była flagą wszystkich a nie przedmiotem do wkładania w psie odchody. Dekalogu nie przestrzegano zawsze ale – obowiązywał w prawie. Prawo było prawem a dziś Ci co mówią o koniczności przywołania tych zasad to oszołomy warte tylko marginalizacji. I nacisk medialny czyni ludzi posłusznymi tym opiniom. Wskazujący na nieprawidłowości – delikatnie mówiąc - ponoć destabilizuje Państwo. Wykonawcy przekrętów – to ludzie godni zaufania. Biedny termometr – winny jest chorobie i terapia ma polegać na jego usunięciu. Co uczyniono. I ludzie wierzą w porządkowanie czyli leczenie Państwa. Tego ani Lem ani Orwell nie byli w stanie wymyślić. Budowa Portu czy COPU – to nie była budowa nowego człowieka tak jak to robiono w Nowej Hucie czy innych budowlach socjalizmu. Wtedy budowano podstawy bytu państwowego. Każdy w miarę wykształcony, a w każdym razie rząd zawsze, rozumiał konieczność posiadania wyjścia transportowego na świat, własnego przemysłu, znano powszechnie cenę zniewolenia. Dziś z zniewoleniem ludzie się jakby z jednej strony oswoili, z drugiej uważają, iż są wolni, mając dostęp – przynajmniej teoretyczny - do dóbr materialnych. A w końcu też popadnięcie w niewolę? Dziś ? w Środku Europy? To tylko oszołomy mogą wieszczyć. Nie bierze się pod uwagę, iż i miłość i nienawiść i wolność i zniewolenie, mają różne formy i nie tylko te proste, jak konstrukcja cepa. Jak można dziś kogoś zniewolić komunikując Mu ten zamiar? Wystarczy dać nieco paciorków i solennych obiecanek najlepiej łączonych z zobowiązującymi późniejszymi obciążeniami. Eurosojuz – jest czymś witanym entuzjastycznie i bezwarunkowo – a jak na tym już dziś wychodzimy – widać po tym, jak zdają egzamin sojusze w sprawie bezpieczeństwa energetycznego, jak wygląda niezależność w decyzjach gospodarczych i widzimy po historii z tarczą. Strategia? To przecież dokument, który jest wypełniany i wypisywany zgodnie z wymogami UE – i koniec. Pomysłu sprzedaży – prywatyzacji strategicznego przemysłu miedziowego z zasobem strategicznym znakomitą ale i wyczerpywaną rudą, nikt by nie wymyślił, kto rozważa interes Państwa w perspektywie większej niż tegoroczny budżet. Dziś jako normę biznesową bierze się tylko konieczność sprzedaży czegoś łącznie z ziemią. Nie stawia się sprawy tak – chcesz prowadzić interes? Proszę bardzo rób go, ale oceń okres w jakim ci się inwestycja zwróci z nawiązką, i na ten czas masz gwarancję użytkowania terenu i jego dyspozycji. Nie masz prawa podejmować działań sprzecznych z naszym ogólnym interesem Państwa – bo my ten mamy zdefiniowany i jeśli działania takie podejmiesz, kończą się nasze wspólne interesy. Nie przystępujesz do takiej umowy – trudno, widać miałeś inne cele na oku nie tylko czysto biznesowe. Długo by mówić, co jest w istocie sprzedawane pod hasłem „stocznie” czy KGHM. By było jasne – przedmiotem transakcji wcale nie jest tylko substancja materialna. To znacznie, znacznie więcej. A liczy się tylko cenę substancji – i jak nas mają biznesie poważać? Zaś to kto, jak, oraz co, biorąc pod uwagę to, co się dzieje wokół tylko sprawy stoczni sprzedaje nie tylko przeraża. Aż zastanawia. Każe zadać inne zupełnie kluczowe pytanie – jak długo ludzie dadzą się kołować do bezrozumnego poparcia udzielanego wbrew swym elementarnym interesom . Nie da się nie kojarzyć przyczyn i skutków i uważać obiecanki cudów za rzeczywistość Bo ta zaczyna już bardzo skrzeczeć Wymaga wytaczania wojny w Sejmie. A ta oznacza planowy paraliż Państwa i wprost świadczy o sile pacia na jednowładztwo. Skutki tego mogą być mało ciekawe. Mówię to dziś i mam nadzieję, iż dzisiejsi entuzjaści politycznie poprawnych opinii, dziś pewni że winien jest Ten kto wykazał nieprawidłowości a nie ich wykonawcy, kiedyś zbiorą się na odwagę cywilną do powiedzenia – faktycznie. Nie za bardzo na to liczę, bo ślepota wspomagana oświeconymi światowcami – to nieuleczalna potęga.  
|