Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Jeszcze o podziemnym parkingu na Placu na Groblach
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Jeszcze o podziemnym parkingu na Placu na Groblach PDF Drukuj Email
Opinie
czwartek, 29 października 2009 21:53 | Wpisany przez Feliks Stalony-Dobrzański

Bardzo mnie zastanowiły i nakłoniły do bardziej szczegółowego zastanowienia się nad sprawą tegoż parkingu dwie informacje. Pierwsza – że w przetargu w sumie wystartował tylko jeden oferent (?) a druga dostępne w Internecie ramowe dane – sumaryczny deklarowany koszt budowy i wielkość.

Te informacje wziąłem na tapetę.
 Jakoś trudno mi jest uwierzyć, poza wersją znana jako mechanizm przetargu stoczniowego, by taki interes nie przyciągnął wykonawców – i to w kryzysie inwestycyjnym. Tylko jeden? Za to na jak luksusowych warunkach jest on honorowany! O tym za chwilę.
W oparciu  o bardzo ogólnikowe dane ogólno dostępne (bo inne nie są ujawniane – tajemnica handlowa!) można przeprowadzić jakieś i to bardzo zgrubne oszacowanie interesu. Jednak pierwsze co należy na wstępie powiedzieć to, to, że dyspozycja możliwościami miasta, terenem itd. odbywa się tu drogą umowy niejawnej. Przetarg przecież jest na budowę. Tu Miasto samo się wobec firmy ustawiło w pozycji proszalnej – klienta, będąc w istocie poważnym dostarczycielem przesłanek biznesowych w tym interesie - PARTNEREM.    
Wróćmy do owego zgrubnego oszacowania. 600 miejsc – 63 mln zl koszt. Oznacza to koszt jednego miejsca parkingowego na poziomie 100 tys.zł. Tak można oszacować przyjmując na jedno miejsce 20 m kw, tak więc uzyskujemy deweloperską informację o koszcie wybudowania 1 mkw – 5 tys. Rozsądna można przyjąć cena uwzględniając warunki techniczne budowy na miejscu starego portu rzecznego, choć jest to już liczenie z nadmiarem i to sporym. Ta cena za metr kw może być nawet sporo niższa – ale o tym tu nie dyskutujmy bo tylko oceniamy rzecz zgrubnie.
Przyjmując znów z niedoszacowaniem – że obłożenie będzie tylko 300 dni w roku i to przez 15 godzin dziennie (choć parking będzie działał całodobowo i całorocznie) – co znów przyjmuje duże luzy w oszacowaniu ze względu na realne – powiedzmy – obłożenie,  mamy   4500 godzin rocznie z jednego miejsca. Przyjmijmy cenę tylko 3 zł/ godz  uzyskujemy rocznie z miejsca 13 500 zł. W ciągu 8-10 lat miejsce zwraca w tym ostrożnym bardzo oszacowaniu koszt swego wybudowania. Niech koszty prowadzenia interesu wynoszą nawet 50 %  to po 15 – 20 latach, przy założeniu oprocentowaniu pożyczki bankowej (lub para bankowej – przy założeniu, iż firma wykłada pieniądze z własnych środków – co jest wątpliwe – ale powiedzmy) nawet na poziomie 10% , budowa może być spłacona z nawiązką. Pozostałe 55 lat przynoszą już tylko czystą kasę.
Przebicie włożonych pieniędzy rzędu co najmniej 400 – 500 % nie licząc procentów od kwot zyskanych w tym czasie.  Mówię o tych procentach – bo są to, już przez te następne 55 lat, pieniądze, które miastu będą przechodzić koło nosa.

 

Dziś firma deliberuje nad wysokością opłat z dwóch powodów. 1/ chce wybrać stawkę najwyższą możliwą dla szybkiej spłaty wyłożonych pieniędzy 2/ chce widać działać metodą faktów dokonanych – bo po co ma się z nią dyskutować w ogóle o tej opłacie. Gdy opłata będzie wysoka, klient – turysta do Krakowa i tak przyjedzie, parking go złapie, i tu zostawi samochód bo chce zobaczyć Wawel. Miasto firmie dostarcza klienta, lecz drugi raz ten wtedy nie przyjedzie i znajomym powie, że w Krakowie zdzierają skórę. Następnych klientów straci Miasto – bo na ten okres początkowej szybkiej spłaty firma klientów mieć będzie z ciągłego „nowego naboru”– a problem Miasta jej już nie będzie dotyczył . Co najwyżej – w następnym okresie już czystego zysku – będzie miała ten zysk nieco pomniejszony. Lecz jak będzie za lat 10 i potem – kto to przewidzi? Nikt. To jest więc zysk jak dar niebios. Gwarantowany właśnie umową zawieraną – dziś.    
Zauważmy, że w tym interesie Miasto nie uczestniczy jako udziałowiec w zyskach – dając do nich faktycznie podstawy. Bez miejsca i turystów – nie byłoby przecież mowy o tym interesie. W równej, równoprawnej, relacji biznesowej – deweloper wykłada pieniądze i budowę, Miasto daje miejsce przyciągające klienta w sposób gwarantowany i samego klienta. Obydwie strony wkładają coś do działania tego interesu. Zwłaszcza po okresie spłaty podział zysków – biznesowo - już może być i powinien być konkretny i zmieniony w stosunku do okresu czystej spłaty. Poza tym – czy w umowie jest powiedziane – co Miasto odbiera po zakończeniu eksploatacji (po tych 70 latach) – czy działający parking czy wyrabowaną (w sensie tego określenia górniczego) dziurę w ziemi - ruinę. Tego nie wiadomo – bo umowa jest tajna.
Sumując. Przyjęcie  pobierania całkowitych zysków przez firmę przez lat 70 – bez żadnych udziałów miasta – jest żywym rabunkiem miasta i mało tego, wystawieniem się na ryzyko aktywnego wpływania przez firmę na ruch turystyczny i jakość jego obsługi. W takim miejscu! Dla mnie nie jest to do pojęcia.
Pojawia się tez problem ustalonej umowie własności ziemi.

Stawiam pytania w formie powyższego tekstu i bardzo szacunkowego podejścia do oceny jaki to interes robi na tej sprawie Miasto. Wychodzi jeden tylko zysk. Będzie parking – a to tez jest ważne – bo to co było nie dało się poważnie do sprawy turystyki podchodząc w ogóle utrzymać. Lecz to nie jest powód do poddawania się takim warunkom jaki wynikają z ogólnodostępnej informacji publicznej.
Taka tu jest chyba jednak potrzebna. Mówimy przecież o dyspozycji przestrzenią, własnością, możliwościami i środowiskiem Miasta. Tu chowanie się za tajemnicę handlową nie jest, w moim odczuciu zgodne z prawem a już na pewno rodzi zasadne podejrzenia – a w każdym razie może rodzić podejrzenia, że owa tajemnica handlowa ma skrywać formy, właściwie by należało wprost nazwać, okradania miasta.
Z wpływów i szans w przyszłości.