|
Protestują - bo i warunki, na które Miasto się zgodziło – są delikatnie mówiąc i w mojej ocenie – skandaliczne. Protesty, protesty, protesty … i tak naprawdę – pokrzyczy sobie lud i tyle jego.
Powinno chyba w końcu zostać jasno i dobitnie powiedziane; ludzie- jak sami nie zadbacie o swoje interesy – to jest pewne, że nikt za was tego nie zrobi. Zobaczmy kwestie związane z tym konkretnym parkingiem na Groblach, a rzecz można przenieść na właściwie każdą sprawę w Mieście, nie w tej perspektywie, że coś się dzieje dziś, a umieśćmy je w przeglądzie – jak do tego doszło. W końcu rzecz nie została zadecydowana wczoraj. Jak się dowiaduję od Radnych – Oni – w sprawie tej konkretnej umowy, nie mieli właściwie nic do powiedzenia. To jest kompetencja wykonawcza Prezydenta – no i Jego oczywiście służb. Służby te jednak w myśl obowiązującej Ustawy Samorządowej, nie pracują na zlecenie i pod władztwem Radnych, a są służbami Prezydenta. To jest właściwy ośrodek decyzyjny. Radni tylko powiedzieć kiedyś musieli; tak, tu, w tej lokalizacji, jest potrzebny parking i musieli też w jakiejś formie wyrazić zgodę na formę (nie szczegóły – a generalną zasadę) finansowania tej inwestycji. Reszta to już przetargi i umowa no i projekt. Czysto wykonawcza procedura. Sam projekt zapewne był wyłaniany w drodze konkursu, porównania propozycji a i z nim wiąże się koszt, a więc i umowa na warunki korzystania z parkingu. Wybór firmy – to też konkurs – przetarg, ale już ta umowa jest tajemnicą handlową. Tu właściwie się kończy pole dla społeczeństwa. Przypomina mi to, jako żywo, dawną już historię z pierwszym zamiarem inwestycyjnym na terenie stadionu (umownie) Cracovii. Wtedy ludzie z kibicami na czele byli święcie przekonani, iż oto nadchodzi wielka szczęśliwość, ratunek dla wiekowego i ważnego Klubu. I tak by było – przy zorganizowanej sile nacisku ze strony kiboli jako zbrojnego ramienia tego interesu, póki nie wyszła jednak na jaw umowa pomiędzy MKS Cracovia (a więc podkreślmy – nie Miastem) a deweloperem. Szkoda omawiać szczegółów sprawy, bo byłaby to archeologia, ale dość powiedzieć, iż wtedy jeszcze zdołano obronić klub – ale przed zawłaszczeniem terenu. Bo tak się to mogło skończyć. Wróćmy do parkingu. Jakoś, na wcześniejszych etapach nie było ingerencji społecznej w tok rzeczy. Nie pod postacią postawy – nie i już, nie obok mnie. Ludzie generalnie przyznali w swym rozsądku, że tu ten parking jest potrzebny. I wierzyli decydentowi. W końcu nie wszyscy i we wszystkich papierach, mogą - a nawet - powinni grzebać. Przecież byłby to horror. Decydent dostał wolną rękę. I trudno by społeczeństwo a nawet Radni in corpore, byli w stanie nadzorować każdy ruch władzy wykonawczej. Ta by wtedy nie miał oddechu i biegiem doszłaby do przekonania – i to umotywowanego przekonania, że nic nie robić daje szansę bo zrobienie czegokolwiek może być groźne. Ktoś jednak kiedyś wrzucając kartkę wyborczą zdecydował, iż jego interesy będzie reprezentował nie tylko Radny – ale i w oddzielnym głosowaniu wyraźnie powiedział – On, ten konkretny człowiek, będzie tym, do którego mam zaufanie w sprawach wykonawczych. Dziś oto więc mamy do czynienia z faktem takiego interesu Miasta, przy którym chyba konkurencją może być tylko Galeria Krakowska skazana na sukces przejęcia ¾ parkingu na płycie i wizyty w Galerii właściwie każdego kto przyjeżdża koleją do takiego miasta jak Kraków. Można tylko powiedzieć o nadużyciu zaufania – a ściślej – jego zużyciu. Po co? Też dobre pytanie na które dziś nawet trudno szukać odpowiedzi. Interes z parkingiem ma miarę skandalu przejęcia od miasta co najmniej poważnej części zysków z parkingu w takim miejscu (!) przez lat co najmniej 60, co policzyłem onegdaj we wcześniejszym tekście, przyjmując skromnie (przyznaję – wyobraźni co do bezczelności biznesowej mi nie starczyło) szacunkowo opłatę za godzinę ok. 3 zł. Jak widać i do najszybszego odebrania pieniędzy i wielkich wpływów bariery w umowie nie ma. Ciekawy jestem tylko – czy w Wydziale Skarbu i w Wydziale Strategii potrafi to ktoś oszacować - ile Miasto straci na obecnie wyznaczonej cenie – nie tylko przez brak wpływów przez dziesięciolecia ale poprzez odstraszenie klienta. Tego chyba nikt nie liczył. A co firmę parkingową obchodzi klient przegnany z Krakowa i rozpuszczający po Polsce i zagranicy opowieści o tych pazernych krakusach co to grabią turystę. Ile Miasto będzie kosztował ten aspekt sprawy – już władzy kadencyjnej też to w perspektywie lat 70 –ciu nie obchodzi. Ciekaw też jestem, choć mam gwarancję że tego nie dożyję co miasto przejmie po okresie 70 letniej eksploatacji parkingu. Głowa puchnie. Już usłyszeliśmy niedawno – nie chciałem – ale muszę ratować Kraków przed niekompetentnymi i dlatego będę startował. Potem jeden z niekompetentnych – okazał się być kompetentny – i kłopot. Dziś już mamy wstępną obróbkę medialną publiki – tytuł – Pojedynek gigantów – z Dziennika Polskiego – ustawia tą scenę polityczną i dużo chyba wyjaśnia. Już wiemy – innych nie ma. Czy mam sobie dać to wmówić? Ja jednak chciałbym WYBRAĆ! Tego do kogo mam uzasadnione zaufanie. Powiem w podsumowaniu gorzką, ale niestety wartą refleksji prawdę. Skończyły się czasy – drogi obywatelu – w których (też zresztą rzekomo) dbano o Twoje interesy. Te wtedy się po prostu nie liczyły, a przeciętny człek mógł co najwyżej częściowo wierzyć w te opowieści. Zauważmy też, że nie na darmo wszelkie współczesne totalitaryzmy miały silne oparcie w tłumie, który tłumnie i zbiorowo wierzył. Ba! Głosował! Wierzył w co innego niż w Pana Boga. Wierzył w jakiś cel, dał sobie wmówić nienawiść, i wierzył w idola. Dziś tacy mówią – nie wiedzieliśmy, działaliśmy pod presją. Po pierwsze nie wszyscy, choć była presja – tracili rozsądek I to warto pamiętać, a nie dawać sobie wmawiać dziś, formułowania różnych epitetów po adresem tych ludzi. Ten mechanizm się już niebezpiecznie powtarza. Drogi Obywatelu – dziś nikt Cię nie zwolni od samodzielnego myślenia i wybierania a nie tylko głosowania. To wymaga pracy. Dziś się protestuje – kiedy właściwie biznesowo sprawa jest zamknięta. To i dlaczego argumenty są tak zwalczane, przemilczane a informacja o rzeczach dotyczących wszystkich jest chowana za tajemnice handlowe? Co ma być tajemnicą niech będzie, ale w sferze publicznych pieniędzy nie rozmawiamy o prywatnych interesach. Warto się zastanowić protestując dziś – po niewczasie - w sprawie nie tyle przecież parkingu jako inwestycji, co w sprawie warunków, które Miasto przyjęło. Miasto – to znaczy kto? By było jasne – wcale nie uważam, że protesty dziś są bezsensowne. Jak najbardziej się do niech przyłączam przyznając, iż i ja zauważyłem sprawę grubo za późno. Tylko gdzie byli moi Radni i jaką mieli możliwość działania. Te protesty są wyrazem silnej opinii i każą się chyba zastanowić tym, którzy ten interes robią, nad gwałtownie zwiększającymi się szansami na kłopoty – w tym i finansowe – a nie wiem czy i nie prawne. Miejmy nadzieję, że rzecz się nie skończy na „ludzie sobie pokrzyczeli – i tyle ich” A dla nas, obywateli, wniosek prosty- jeśli kogoś już mamy obdarzyć zaufaniem, to na pewno nie róbmy tego dlatego, że media tak powiedzą, że bilbord będzie wisiał za parkanem na wjeździe do Miasta i nie dlatego, że ktoś nas chce ratować. Ratujmy się sami – póki jeszcze jest na to szansa. Tu nie ma wyjątków. Sprawa parkingu jest jasnym światłem ostrzegawczym, już nie żółtym a czerwonym A na czerwone się nie wjeżdża. To już raz było.      |