| Piecyk gazowy – domowy zabójca |
|
|
|
| Opinie |
| wtorek, 29 grudnia 2009 15:39 | Wpisany przez Edward Brożek |
Przeraziły mnie poniższe informacje prasowe o kilku przypadkach śmiertelnych zatruć w Krakowie i okolicach w przedświątecznym tygodniu spowodowanych przez wadliwie działające instalacje gazowe w mieszkaniach.
I tak Gazeta Wyborcza w Krakowie z 22 grudnia napisała m.innymi: „… W poniedziałek w wyniku zaczadzenia zmarła 36-letnia Beata B. Kobietę nieprzytomną znalazła w wannie matka. Próbowała ratować córkę, ale było już za późno. Wezwani na miejsce strażacy stwierdzili zbyt wysokie stężenie tlenku węgla w łazience, gdzie znajdował się piecyk gazowy. Do drugiej tragedii doszło także w poniedziałek: 27-letni Adam S. przebywał z żoną w mieszkaniu w miejscowości Kaszów niedaleko Zabierzowa. Ponieważ mężczyzna długo nie wychodził z kąpieli, kobieta dostała się do łazienki. Jej mąż był już pod wodą, wezwany lekarz pogotowia podjął reanimację, ale bez skutku.Czarna seria trwała także we wtorek. Do tragicznego odkrycia doszło tym razem w mieszkaniu 30-letniej Dagmary D. na os. Ogrodowym w Krakowie. Kobieta, mieszkająca samotnie, od dwóch dni nie pojawiała się w pracy w Niepołomicach. Zaniepokojony kolega z firmy bezskutecznie próbował się z nią skontaktować. Gdy nie udało mu się także dostać do zamkniętego mieszkania, wezwał policję. Funkcjonariusze weszli do środka i znaleźli ciało kobiety w wannie.” Dodałbym jeszcze to tego tragedię z Radomia z poświątecznej niedzieli; wybuch piecyka gazowego spowodował śmierć jednej osoby, trzy osoby poranił, oraz zniszczył klatkę w wielokondygnacyjnym bloku. Kilkanaście lat temu sam pomagałem wynosić osobę, która zatruła się spalinami z piecyka gazowego w wannie. Wezwany wówczas lekarz stwierdził, że gdyby pomoc nadeszła 5 minut później, córka kolegi dziś już by nie żyła. W okresie budowania „drugiej Polski” czyli za Edwarda Gierka gdy budownictwo mieszkaniowe faktycznie się rozwijało, system pozyskiwania ciepłej wody w mieszkaniach opierał się wówczas na podgrzewaniu jej przez piecyki gazowe. Wszystkie budynki - molochy, budowane przez ówczesne spółdzielnie mieszkaniowe opierają się na tej technologii. Biorąc pod uwagę i upływający czas i marną jakość ówczesnych materiałów instalacyjnych teraz, zaczynamy zbierać tego tragiczne żniwo. Zasada działania piecyka nie jest skomplikowana: w baterii odkręcamy zawór (kurek) ciepłej wody, powoduje to przepływ wody przez wężownice umieszczoną wewnątrz piecyka. Odkręcenie kurka z wodą powoduję, że równolegle zostaje otwarty gaz, którego płomień podgrzewa wężownicę z przepływającą wodą. Konstrukcyjnie piecyk zamontowany jest w łazience, przeważnie nad wanną. Można zauważyć, że ten sposób uzyskania ciepłej wody jest bardzo mało ekonomiczny. Straty mamy i na wodzie, bo zanim się zimna woda przepływająca przez piecyk ogrzeje to musi upłynąć kilkanaście sekund i w czasie tym leje się ona na darmo. Ponadto ten sposób uzyskania ciepłej wody ma jeszcze inne mankamenty. Chodzi o spaliny wydzielające się z piecyka, które są odprowadzane do komina. Widać jak ten cały system pozyskiwania ciepłej wody użytkowej jest przestarzały w odniesieniu do współczesnych możliwości. A przy urządzeniach technicznych, oraz instalacjach, szczególnie tych zaprojektowanych przed kilkudziesięciu laty, musimy zachować maksymalną ostrożność, choć i ona często zawodzi. Nawet systematyczna kontrola stanu technicznego, instalacji wodnej i gazowej, drożności przewodów kominowych nie zawsze może zapobiec tragedii. No bo cóż można poradzić na uszkodzenie piecyka w trakcie jego pracy, lub na zjawisko ciągu wstecznego, polegającego na tym, że dym zamiast wydostawać się przewodem kominowym na zewnątrz, cofa się z powrotem do pomieszczenia. A Kraków pod tym względem jest usytuowany wyjątkowo niekorzystnie. Ale nie jesteśmy skazani na obawy o zdrowie, przed każdym wejściem do wanny. Przestarzałe systemy i płynące stąd zagrożenia można wyeliminować ale… o tym już w następnym tekście. |









Przeraziły mnie poniższe informacje prasowe o kilku przypadkach śmiertelnych zatruć w Krakowie i okolicach w przedświątecznym tygodniu spowodowanych przez wadliwie działające instalacje gazowe w mieszkaniach.
I tak Gazeta Wyborcza w Krakowie z 22 grudnia napisała m.innymi: „… W poniedziałek w wyniku zaczadzenia zmarła 36-letnia Beata B. Kobietę nieprzytomną znalazła w wannie matka. Próbowała ratować córkę, ale było już za późno. Wezwani na miejsce strażacy stwierdzili zbyt wysokie stężenie tlenku węgla w łazience, gdzie znajdował się piecyk gazowy. Do drugiej tragedii doszło także w poniedziałek: 27-letni Adam S. przebywał z żoną w mieszkaniu w miejscowości Kaszów niedaleko Zabierzowa. Ponieważ mężczyzna długo nie wychodził z kąpieli, kobieta dostała się do łazienki. Jej mąż był już pod wodą, wezwany lekarz pogotowia podjął reanimację, ale bez skutku.