Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Dwie budowy – do sąsiedniego tekstu „Niespodzianka w Lesie”
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Dwie budowy – do sąsiedniego tekstu „Niespodzianka w Lesie” PDF Drukuj Email
Opinie
środa, 03 lutego 2010 15:16 | Wpisany przez fsd

Krakowska Gazeta Internetowa w całości prywatna – to jest konkretne medium, o wyraźnie zwiększającej się sile oddziaływania. Mamy czasy, w których ludzie zaczynają mieć coraz bardziej dość mediów globalnych, widzą w nich fałsz – szukają tego co jest wokół Nich.

Siłą takich – mini lokalnych gazet, czy jak tam je nie nazwać, mediów, jest ich wiarygodność i niezależność podawanych informacji.. Te w końcu – na poziomie lokalnym są sprawdzalne.
Tak powstaje siła, która może się nawet przeciwstawić globalistycznym rozwiązaniom systemowym – a te do totalitaryzmu mają rzut beretem.
Poważnym ryzykiem takiej Gazety jest  właściwie tylko, właśnie – ewentualna utrata wiarygodności. Kłamstwo i blaga tu nie mają prawa wstępu. Czytelników to przyciąga.
Rośnie liczba czytelników co, jednak coś oznacza.
Tym większą więc ma wagę reklama firmy stawiającej (bo to raczej tak by trzeba było nazwać) domy – domki, spod Suchej Beskidzkiej , a zamieszczona właśnie w Gazecie Internetowej..
W pierwszym odruchu się nieco oburzyłem. Co? I tu jakaś krypto – albo i wprost (w końcu wymieniona jest konkretna nazwa konkretnej Firmy) reklama? Po chwili się zastanowiłem. Taki opóźniony zapłon (chłopu trzeba wybaczyć). To w końcu jest opowieść o konkretnej sytuacji życiowej,  nie szumne deklaracje, że coś będzie – tylko, że to i tak właśnie  było. Istotą reklamy są przechwałki – tu w artykule mamy fakty. Należy więc popatrzeć się na ten tekst jak na rodzaj informacji. To raz.
Sam też onegdaj budowałem dom. To dwa
Ściślej – w języku budowlańców – byłem inwestorem.
W wolnym tłumaczeniu – frajerem.
Budowa też w technologii drewnianej. Też sądziłem, że jest to technologia umożliwiająca szybkie poskładanie domu. Wszystko to prawda – ale też i tyż prawda. Perypetie związane z budową mogłyby być opowieścią z dreszczykiem z rabunkiem w glorii prawa w tle. Gdy ktoś, komuś ukradnie jakąś kwotę – to jest albo znikoma szkodliwość czynu (sprawy groszowe) albo kryminał. Duże kwoty widać temu prawu – zwłaszcza jak umiejętnie podejdzie się do sprawy – nie podlegają. Można  być grabionym na własne życzenie. Sam na przykład zapis w umowie, o zgodzie na to, by to ekipa brała materiały potrzebne do budowy, w miarę potrzeby, obciążając jego koszty jakimś narzutem procentowym,  jest wstępną zgodą na taką grabież. Jest to zgoda na dodatek, pozornie racjonalna - mamy przecież pusty plac i nie mamy tego wszystkiego gdzie składować – a mistrzowie przecież  na sekundę przed tym jak potrzebują gwoździa ogłaszają fajrant na koszt inwestora, bo właśnie nie ma gwoździ. Zgadzamy się, a każdy skład budowlany i tak przywozi wszystko na miejsce budowy na żądanie i z pocałowaniem ręki, zwłaszcza, że nie mówimy o jednej cegle, o jednej dachówce, o jednej desce itd. Kombinacje fakturami, też są nie do udowodnienia, a praktyka budowlańców z czasów socjalizmu dała Im tu szkołę doskonałą. W późniejszym okresie, gdy już pozbyłem się tych macherów nie mających zresztą pojęcia o budowaniu (co też jest sztuką – się pozbyć!) opłacało mi się kupić stary samochód dostawczy, tylko po to, by mniejsze dostawy mogły być wykonywane samodzielnie. Samochód  po roku, został oczywiście sprzedany za niższą cenę, ale i tak ta różnica, była tylko ułamkiem tego, co wzięłaby mi (i wcześniej brała) owa firma tytułem tych procentów wartości dostarczanych  materiałów, a i tak wybór z czego buduję był w moich rękach. Dość powiedzieć, że w tym zakresie np. na samym wyborze dachówki, zyskałem kwotę, która mi pokryła orynnowanie domu i jedno okno dachowe Fakro. Również powierzenie autorowi projektu funkcji kierownika budowy było następnym krokiem samobójczym. I tak dalej.
Opowieść długa by być mogła. W końcu owa firma okazała się być firmą założoną w marcu, a po pojawieniu się kłopotów na wielu równolegle – jak się okazało - rozpoczętych budowach – rozwiązała się w grudniu – i …. szukaj wiatru w polu. Odpowiednia forma prawna powoduje, że nie odpowiadają osoby a firma – a tej już nie ma. Nie ma tez i Twoich pieniędzy jest tylko spartolona robota, za którą nikt praktycznie nie odpowiada a która też kosztuje. Dość powiedzieć, iż w moim przypadku – z umownych (nie operujmy kwotą a symbolem) 100 – firma po utarczkach zwróciła mi 40 – a naprawa spartolonej roboty kosztowało 260 – umownych jednostek . Można się sądzić ale to trwałoby lata, a budowa by stała i leciałyby czyste straty. Tak więc opłaca się skwitować kanciarzy.
Prawnie są czyści jak łza. To horror w Państwie reklamującym się jako kraina prawa.
Dziki zachód – to może – ale bez prawa noszenia broni przez ograbianych.
To była konkretna firma, konkretne osoby, przed którymi chciałbym wszystkich ostrzec. Ale nie mogę. Bo bym Ich wtedy oczerniał i w ogóle. Nie mogę wymienić nazwisk – bo naruszyłbym, ich dobra. Dobra ludzi w najwyższym stopniu niekompetentnych w swym fachu. Gość rzekomo biegły w tym typie budów – może gdzieś na budowie w dalekiej Kanadzie albo w bliskich Niemczech podawał gwoździe. Lecz skąd ja miałbym to wiedzieć?
Moje, i innych, działania obronne, spowodowały przynajmniej, że firma się rozwiązała – co nie znaczy, że te same osoby nie mogły założyć następnej firmy. Zapewne założyły, może w innych konfiguracjach osobowych, ale na pewno we wspólnocie patrzenia na problem i na głupców o nazwie „inwestor”. Na moim przykładzie, nie sądzę, by czegoś się nauczyły w swym fachu budowlanym, ale na pewno udoskonaliły metody ochrony prawnej swego grabieżczego procederu. Ich kompetencja zawodowa kończ się na dobrym samopoczuciu i bezczelności. Zwłaszcza, że jak się na końcu okazało, mąż Pani jednej z uczestniczek tego interesu – ma praktykę z Niemiec w tym zakresie. Tam obie strony przynajmniej są prawnie obudowane, a nie tak jak w naszym przypadku – działa prawo – pisz na Berdyczów i do Sądu, który działa w tempie abstrakcyjnym i w trybie nieprzewidywalnym.   
Dlaczego tak się rozpisałem.
Otóż Pani Grażyna ma rację. Nie potrzeba się na bandytów indyczyć.
Wystarczy promować, promować aż do oporu i wprost pokazywać chwalebne przykłady. Te zazwyczaj są ciche, nie mają szans na istnienie w tym kłębowisku. Trzeba takie przedsięwzięcia ludzi elementarnie uczciwych popierać i o nich opowiadać na prawo i lewo. To nie reklama, a obrona przed nieuczciwością innych.
Znam paru takich ludzi prowadzących znakomicie swoje firmy oparte o kompetencje i życzliwość dla klienta. Natknąłem się na nich w trakcie tejże mojej budowy.
Ci ludzie nie chcą nawet reklamy.
Są tymi, których trzeba znajdować.
Budowałem pod Dobczycami więc – mam nadzieję, że Ich nie krzywdząc wobec „życzliwego” otoczenia biznesowego – mogę Ich paru wymienić choćby tak jak firma „Farby – Kolor” czy „Kominki – Michalec” – to z Dobczyc i tylko otwarcie listy. Należałoby też wymienić i Osoby prywatne, które znacząco mi, a i bezinteresownie pomogły. Lista byłaby długa. Taka lista pozytywna. Każda pozycja – to znów oddzielna opowieść a nie suche powiedzenie – Ci są w porządku.
I Grażyna Zamorska otwarła, mam nadzieję, taki zwyczaj promocji przez własne, prywatne pozytywne doświadczenia. Świadczenie prawdy.
Kanciarze niech się w końcu uduszą we własnym sosie.
Mogę udostępnić swoją dokumentację, pisma i przejścia – lecz po co kopać się z koniem. Lepiej utworzyć porozumienie pozytywne.
Dołączam się.  
Oto moja lista – oprócz wymienionych
……No tak, ale czy Oni by w dzisiejszych czasach życzyli sobie być chwalonymi za to że są normalni? Że nie są kanciarzami?
Dziś normalność bywa traktowana jak nienormalność.