| Drobny incydent – a ile pokazuje |
|
|
|
| Opinie |
| piątek, 19 lutego 2010 12:06 | Wpisany przez fsd |
|
Co się dzieje za oknem i na ulicach – nie trzeba opowiadać. Przejście chodnikiem po ulicy między kamienicami, wśród zwałów sopli i śniegu, w kałużach i po górkach oraz w ślizgawicy – jest wyczynem. A jeszcze z laską – to już jest problem. Czasem trzeba więc przejść ulicą. A ulica to arteria.
Całe 6m prowadzące połowę ruchu z nowego mostu Zwierzynieckiego i zejścia autostradowego węzła Mirowska – do centrum i w północne dzielnice Krakowa. Życie jest jakie jest. To i przyznaję – nieprawidłowo - znalazłem się na jezdni – by tylko się przesmyknąć. Kierowcy – widząc sytuację przy takich pieszych jak ja, odczekują – podobnie jak stali spokojnie w korku, gdy zwalane były sople a człek do niczego formalnie nieuprawniony okresowo zatrzymywał ruch. Normalne zasady współżycia. Wzajemna wyrozumiałość jest warunkiem funkcjonowania. Przepisy takich rzeczy nie ujmują. Tego się nie da zapisać – i z zresztą – po co? I tu spotkała mnie niespodzianka. Gdy w opisanej wcześniej sytuacji znalazłem się chwilowo na jezdni, przede mną zatrzymał się samochód – średniej klasy, w środku za kierownicą młoda wyfiokowana pani – i jak zza otwartego okna mnie dosięgło– zlana perfumami od stóp do głów. Wielki świat. I cóż ja usłyszałem na własne uszy z ust Pani – wściekłej lecz jakoby Władczyni Wszechświata i wszelkich stworzeń? Normalne, regularne, szambo. Sp.. dalaj (to cytat) itd. Słownictwa by mi automat edytora nie wytrzymał, niejeden menel ze Zwierzyńca – bo tamże rzecz miała miejsce – by się nie powstydził a i wiele by się nauczył. Po raz kolejny się niestety przekonałem, w jakim stopniu jestem absolutnie bezradny wobec zwykłego prostackiego chamstwa. I to jeszcze w takiej oprawie. Po prostu mnie zamurowało. Zastanówcie się jednak Państwo. Pańcia sobie pojechała dalej przekonana pewnie, ze zrobiła sobie miejsce – wywalczyła to, że ten dziad o lasce się usunął. W końcu bowiem bez słowa się usunąłem, wychodząc też z założenia, że nie będę się bez sensu kopał z blachą. Kierowcy jadący po tej Pani cóż byli winni – korka robić nie było sensu prowadząc dyskurs i to na dodatek z kim? Bazar, Kleporz czy jatka – co by to dało?. Zapewne ta Pani jako nowoczesna kobieta – uważa, że równouprawnienie i szacunek ze strony mężczyzn, należą się Jej z litery prawa i zwyczaju Uważa widać – że w myśl obecnego stanu stosunków społecznych jest ona czymś samoistnym. Po prostu, na linii Jej samochodu napatoczył się jakiś podludź. Jej nowoczesność nie pozwala poznać wielkiej tajemnicy – skąd się bierze zwyczajowy i faktyczny a naturalny szacunek dla kobiet. Nie ma Ona pojęcia, że są rzeczy, które szczególnie rażą w wykonaniu kobiety jeśli ta ma być Osobą Godną Szacunku. Tu coś za coś, Albo się jest kobietą, albo tylko uzurpatorem praw korzystającym z nich w wyścigu. Skąd jednak te schłopiałe już Panie, które uznają za naturalne publiczne przeklinanie, używanie języka rynsztokowego, wędrówkę przez ulicę z przyklejonym szminką do ust papierosem, mają wiedzieć jaka jest dla Nich wartość tego klasycznego „nie wypada” Dla nich takie zachowania to oznaka wyzwolenia. A może zniewolenia – i zejścia z piedestału kobiecości? Potem się dziwią temu jako Ich koledzy, partnerzy je traktują. Traktują też bez zahamowań. Może Panie zaczną sobie cenić – we własnym interesie – owo „nie wypada” |








