|
Opinie
|
|
Tadeusz Gola
|
|
Poniedziałek, 12 Kwiecień 2010 09:22 |
Niedziela 11.04, g.12.00: Śledzę wypowiedzi różnego autoramentu ludzi żądnych sensacji. Zastanawiam się nad istotą procedury lądowania. Nigdzie nie usłyszałem w komentarzach w jakim języku prowadzono korespondencję radiową. Zważmy, że lotnisko było lotniskiem wojskowym i procedury obowiązujące w Europie mogą się różnić diametralnie od procedur wojskowych.
Musimy zdawać sobie sprawę , że przed niespełna godziną lądował na tym lotnisku samolot z częścią delegacji; to był "Jak 40" . Tak więc lądowanie było możliwe, piloci "Jaka 40" doskonale poradzili sobie ze słabą widzialnością (około 400 m) panującą w rejonie lotniska. Stary system USL (RSL) - podejścia do lądowania samolotu bez widoczności ziemi nie mógł mieć wpływu na decyzję pilota o lądowaniu. Mówi się w komentarzach o krótkim pasie lądowania jednak nie spotkałem się z określeniem długości w kilometrach. Tak, że jest zbyt dużo niewiadomych których poznanie umożliwiło by określenie przyczyn katastrofy tak bolesnej dla nas Polaków. W czarnych skrzynkach i nie tylko są nagrania korespondencji radiowej prowadzonej między wieżą kontrolną a kapitanem Tu-154M. Jak ją poznamy - może być kluczem do rozwiązania zagadki. Większość zapisów czarnych skrzynek w formie elektronicznej dotyczą zapisów parametrów pracy silników i przyrządów pilotażowo nawigacyjnych. Te dane potwierdzą sprawność i ciąg silników a także dokładną wysokość lotu aż do momentu zderzenia samolotu z ziemią. Na pewno lotnisko nie powinno dać zgody na lądowanie samolotu Tu-154M w związku ze słabą widzialnością (mgła) Poniedziałek 12.04. g.8.30: Z poprzedniej mojej wypowiedzi wynika, że z dużym prawdopodobieństwem na katastrofę w Smoleńsku miała wpływ prowadzona korespondencja radiowa pomiędzy wieżą kontrolną a dowódcą załogi Tu-154M . Nie zawiodło mnie moje doświadczenie, rozmowy prowadzone były w języku rosyjskim. Rosjanin który prowadził korespondencję radiową z kapitanem - wypowiada się, że kapitan Tu-154M podawane komendy nie kwitował wysokością . Na pewno załoga Tu-154M była naprowadzana na ścieżkę lądowania przez nawigatora (RSL) który bezpośrednio podawał załodze dane podejścia do lądowania . Nie ma takiego określenia jak kąt lądowania a określenie powinno brzmieć profil podejścia samolotu był zbyt stromy . Jak wynika z podanej rozmowy Rosjanin wydający komendy - wydał polecenie dowódcy załogi Tu-154M do przejścia na następne zajście - każdą komendę kapitan Tu-154M powinien kwitować wysokością ale tego nie czynił. (kwitowanie komend to były ustalenia prowadzenia korespondencji radiowej w lotnictwie wojskowym przed 20 laty). Z tych wstępnych ustaleń wynika, że kapitanowi Tu-154M bardzo zależało na wykonaniu lądowania w jak najkrótszym czasie. Przy poprawianiu błędu wejścia samolotu w oś pasa lądowania miał zbyt małą wysokość i następuje uderzenie płatem skrzydła o drzewa. Ustalenia są takie, że pilot do lądowania podchodził tylko raz, żadnych innych manewrów nie wykonywał . Słaba widzialność plus niezrozumienie komend z wieży według moich rozważań były przyczynami katastrofy.
|