Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Iskierka naiwnej nadziei w sprawie dr Bałasza
Smaller Default Larger
Iskierka naiwnej nadziei w sprawie dr Bałasza PDF Drukuj Email
Opinie
czwartek, 22 kwietnia 2010 06:10 | Wpisany przez fsd
Muszę powiedzieć, może mało zasadnie, ale zakończona (?) historia Dr. Bałasza, bardzo mnie ucieszyła. Jako obywatela. Jest to jednak jakiś kroczek w kierunku wymuszenia na tym bezwładnym i totalnie nieodpowiedzialnym systemie – formalnie kontroli a de facto – nacisku, jakiejś odpowiedzialności za decyzje. Pan Doktor Bałasz – też i zapewne wsadzając w to pieniądze i te nie zarobione i te wydane na proces – ma szanse odzyskać swoje i zacząć na nowo działać. Ku pożytkowi ludzi – co też warto zauważyć. Nie sądzę jednak by te koszty były Mu zrekompensowane – a już na pewno nie z kieszeni J.M. Urzędnika. Ten może nawet dostanie premię (w końcu się starał i wykazał) – sądząc po odprawach Prezesów upadających zakładów. W tym systemie przecież trudno doszukać  się związku pomiędzy zarobkami – teraz to się tak nazywa menagera – a zyskami firmy. Pan Balasz ten związek ma bezpośredni.
Nie więc tylko sama historia w swej materii mnie tu zajęła. Chciałbym wyeksponować jej tło – bez ogródek opisane w Krakowskiej Gazecie Internetowej. Z tekstu w niej zamieszonego wynika, że należy sądzić, że pieniądze kontraktowe Pana Bałasza powędrowały do - delikatnie mówiąc - zaprzyjaźnionego innego podmiotu.
Powędrowały – i Pan Bałasz wygrał. No i gdzie są Jego pieniądze – czy NFZ – je wyłoży? Jeśli tak – to z czego? Bo temu drugiemu nie zabierze – skoro z nim już jakieś warunki zostały zawarte. Są prawnie obowiązujące.
To tez nie koniec sprawy i z innego powodu.
Widział kto, by żołnierz wygrał z kapralem? Nawet jak postawi na swoim na przekichane – jak się to mówi. Gwarancja trudnego życia. Pozostaje więc tematu nie zamykać – a dobrze patrzeć na ewentualne dalsze „uprzejmości” podejmowane w stosunku do Kliniki Pana Bałasza. Niedopuszczalnie przecież podskoczył.
Też i zobaczmy – jak System – z tym pasztetem wyroku sobie da radę.
Sam proces „dawania sobie radę” będzie musiał mieć gdzieś element przesunięcia środków. Zauważmy, że w całkowitym skutku operacji, ów – inny - podmiot zyskuje, to czego nie miał, a urzędnik Mu to udzielił i wychodzi cało.
Macie Państwo jak na tacy istotę mechanizmu działania tego raka – systemowej akceptacji sobiepaństwa urzędniczego. By było śmieszniej – nie zawsze ten co sprawę zorganizował jest widoczny w podpisach pod decyzjami. Samo życie urzędnicze.
Tego jednak inaczej, jak sobiepaństwem, nie da się nazwać.
Czy jednak odpowiedzi na pytania które postawiłem są do znalezienia? Zdziwił bym się gdyby tak było. Przy całej jawności obrotu publicznym pieniądzem i przy niesłychanie aktywnej działalności różnych Ważnych szczebli i instytucji pod Egidą stosownych struktur kontrolnych. Te nawet przecież wykryły przestępcze zakupy na kilka złotych. Wyjaśnionych zakupów – ale to nieważne – bo były to zakupy rządu PiS  

Kręć się kręć wrzeciono.