| Kraków: szanować opinię prawdziwych ekologów |
|
|
|
| Opinie |
| czwartek, 03 czerwca 2010 06:16 | Wpisany przez dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański |
Często możemy napotkać opinię, iż początki ruchów ekologicznych były tyle wzniosłe co i naiwne. Wzniosłe –może – ale bez przesady, lecz – były oparte o rzetelne informacje naukowe, te które nie mogły się wtedy przebić do oficjalnego obiegu. Czy naiwne? W takim razie w ogóle należałoby określić naiwnością wiarę w zasady a nie tylko w interes.
Polski Klub Ekologiczny – w swych początków w roku 1980/81 – właśnie pokazał na cyfrach i faktach stan rzeczy np. W Hucie im Lenina, w Hucie Katowice, w Hucie Aluminium w Skawinie czy Koninie, w Krakowie – i to w wielu jego funkcjach . – by tylko te wymienić I to nie była histeria, a zebranie i ujawnienie faktów. Tego się nie pamięta, bo było dawno i nie ma wyobraźni, czym by skutkowało dalsze zwiększanie antropopresji na środowisko. Stanowisko mówiące o konieczności prowadzenia gospodarki w równowadze z minimalizacją zużycia środowiska i szanowaniem zasobów oraz energii, jest rodzajem swoistego kodeksu zachowań gospodarczych, nie powodujących samodestrukcji. To tak jak w ruchu drogowym obowiązują zasady, których złamanie naraża na kraksę – czyli brak sukcesu (dojazdu na miejsce), tak i w życiu gospodarczym wspomniana reguła – lekceważona, czyni interes samodestrukcyjnym, i choć „utrudniają życie” jednak, ostrzegają przed plajtą. Można to lekceważyć – ale warto te rzeczy widzieć – a nie powtarzać oklepanych zbitek, kreowanych dla interesu – nie idei i nie dla ochrony środowiska i dobra obywateli. Często demonstrowany – lekceważący stosunek do wszystkich ruchów ekologicznych powinien być dla obywatela ostrzeżeniem przed tym co go czeka. Dla przykładu dziś mówię – że forsowany za wszelką cenę z lekceważeniem wielu zasad – projekt lokalizacji spalarni odpadów w Krakowie, nie dla samej instalacji, jej techniki czy nawet zanieczyszczeń, a dla jej realnej funkcji w programie gospodarki odpadami i dla sposobu traktowania sprawy przez Tych, którzy ją prowadzą – skończy się dla Krakowa kłopotami. Zapłacą za nie i to słono, mieszkańcy. W przyrodzie nic nie ginie. Tyle tylko, że mówię to dziś, a rzecz zacznie swe życie za parę ładnych lat, gdy już dawno kadencja się skończy , a ordery za wykonane dzieło – zostaną rozdane. Mówiąc obrazowo – i zostając przy przykładzie motoryzacyjnym, to czym innym jest czajenie się w krzakach z „suszarką” czy postawienie przed orszakiem weselnym szlabanu dla pobrania myta – a czym innym jest zatrzymanie samochodu i powiedzenie jego kierowcy; ma Pan odkręcające się koło i spowoduje Pan wypadek. Nie sposób postawić na jednej płaszczyźnie i tych „rabusiów” i tych – dostarczających informacji. Dla wygody i samoobrony urzędniczej – tak się robi. I robią to poważni ludzi. Tym samym „ekolodzy” w oczach publiki rosną na jakieś takie dziwne, szaleńcze, figury. I tłum za tym idzie. W latach 80-tych niewygodnych zwalczano inaczej – teraz inaczej. Cel jest ten sam – pozbycie się kontroli nad tym co się robi. Drugim ważnym powodem nie pozostawienia sprawy w spokoju jest to, że mówimy przy tej okazji, o swoistej technice obrony urzędasów przed ukazywaniem ich niekompetencji i zakusami ograniczenia ich wolnej ręki w lukratywnych nieraz decyzjach. Bo, że decyzje mogą być lukratywne – nikt nie wątpi, choć tuskolandia robi wszystko by załatwić najważniejsze dla siebie sprawy – na wszelki wypadek – jeszcze przed wyborami. Dziś Prezydenckimi – jutro – parlamentarnymi. Unikanie zaś odpowiedzialności i przerzucanie jej na innych – to fundament życia urzędniczego. A tacy eko- terroryści to znakomite alibi dla podejmowania decyzji – po uważaniu i ukrywania niekompetencji w działaniu. Też i z drugiej strony, działanie na tym polu z potwierdzaniem jedynie słusznych decyzji władzy też jest lukratywne. Wystarczy popatrzeć na realizację różnych powtarzających się ekspertyz i ocen – wykonywanych tylko w zaklętym kręgu – najczęściej „euro inżynierów” i mianowanych właśnie dla wygody władzy i przez nią eksploatowanych autorytetów i nie zastępowalnych ekspertów. |











Często możemy napotkać opinię, iż początki ruchów ekologicznych były tyle wzniosłe co i naiwne. Wzniosłe –może – ale bez przesady, lecz – były oparte o rzetelne informacje naukowe, te które nie mogły się wtedy przebić do oficjalnego obiegu. Czy naiwne? W takim razie w ogóle należałoby określić naiwnością wiarę w zasady a nie tylko w interes.
Polski Klub Ekologiczny – w swych początków w roku 1980/81 – właśnie pokazał na cyfrach i faktach stan rzeczy np. W Hucie im Lenina, w Hucie Katowice, w Hucie Aluminium w Skawinie czy Koninie, w Krakowie – i to w wielu jego funkcjach . – by tylko te wymienić I to nie była histeria, a zebranie i ujawnienie faktów. Tego się nie pamięta, bo było dawno i nie ma wyobraźni, czym by skutkowało dalsze zwiększanie antropopresji na środowisko.