| Dziennikarz chce cenzury? |
|
|
|
| Opinie |
| poniedziałek, 14 czerwca 2010 05:45 | Wpisany przez fsd |
|
Zdziwiło mnie to trochę ze względu na osobę, ale ostatnio, jeden ze znanych krakowskich dziennikarzy, wyraził dość bezkrytycznie uogólniająca opinię świadczącą jaki jest Jego – podkreślmy – dziennikarza - stosunek do tekstów zamieszczanych poza oficjalnym obiegiem prasy czyli do niezależnych opinii.
Dziś – napisał – wszelkiej maści szaleńcy i idioci, wydający nawet książki własnym nakładem (to i o mnie też napisał!) oraz wszelkiej maści nawiedzeni maniacy, zamiast pisać po płotach piszą w Internecie (podwójnie mnie dowartościował – co prawda nie prowadzę bloga, ale za to pisuję w Gazecie Internetowej) Takie sobie prościutkie uogólnienie. A na uogólnieniach manipulacja stoi. Kto jak kto, ale dziennikarz to chyba wie. Nie podaję gazety i personaliów – bo nie chodzi mi wcale o polemikę z Osobą, a o pokazanie szerszego kontekstu tego łatwiutkiego uogólnienia – i - sposobu myślenia. Można sobie powiedzieć- cóż! Lata przyzwyczajeń zostawiają w mózgach niezatarte ślady – i tego się już nie zmieni. Pługiem i broną może – a i to gwarancji nie ma. Vide wszyscy politrucy i piewcy komuny od Pana red J.Rolickiego czy Urbana zaczynając. Skutkuje tu też święte przekonanie nie tylko o misji, ale o jedynie słusznej, tej oficjalnej, opiniotwórczości. Przypomnijmy jeszcze – a coraz znaczniejsza część obywateli tego nie ma prawa pamiętać, że w czasie wojny polsko Jaruzelskiej i wcześniej, też niepoprawne opinie mógł dawać tylko kandydat do zakładu zamkniętego pod nadzorem lekarzy i pielęgniarzy lub – wprost – milicji. Myliby się jednak ktoś gdyby sądził, że to przeszłość, o której nie warto wspominać jak o koszmarze. Odpowiedni przepis przecież dalej działa pod postacią zapisu penalizacji „odbierania zaufania publicznego” krytykowanej osobie. Złodzieja już nie wolno nazwać złodziejem, pedofila pedofilem – jeśli tylko przeszkadza to kręgom jedynie słusznej koncepcji i oczywiście – a to jest kluczowe - bez względu na prawdę. Złapanego na gorącym uczynku, zbieracza kaset z porno dziecięcą nie wolno nazwać tak jak na to zasługuje – bo samemu można być skazanym. A są już przykłady. Nie dotyczą one jednak wszystkich – by było jasne. Ludzie tzw. kręgów – czyli współcześni politrucy, mają prawo extra plucia na prawo i lewo Tu person znów nie wymieniam, bo mógłbym wylądować w więzieniu albo w ramach dobrosąsiedzkich stosunków ostatnio wydatnie wzmacnianych, odbyć wycieczkę śladami Dekabrystów. Technika się zmieniła – ale myślenie bz. Wypowiedź Pana dziennikarza – jako pojedynczy wyskok mnie nie obchodzi. Wpisuje się jednak w działanie tego przepisu. Jakby go uwiarygodnia. Tak, jest taka potrzeba, tępienie niezależnej opinii. Może być sobie wypowiedź w Internecie – po jednym wszakże warunkiem – spolegliwości wobec linii. Inna wypowiedź i niezależność opinii – bez względu na treść – oszołomstwo. Pamiętajmy, że były już próby dokonania podobnego zapisu wprost. Prace widać trwają – bo ten przepis pod słusznymi hasłami obrony dóbr itd. daje duże ułatwienie dla budowy monopolu informacji, a ta prowadzi – co już widać – do monopolu władzy. Ostatnio tylko ludzie się jakoś na chwilę zorientowali kim był na przykład naprawdę Prezydent, i nie takim znów pokurczem jak Palikot z Niesiołowskim i innymi ludźmi honoru Go malowali i że z tą katastrofą to nie jest wszystko tak elegancko. To obudzenie się ludzi – już wymusiło realne działania neocenzury. Pani, która zrealizowała film J.Pośpieszalckiego – już trafiła na rynkową anatemę z filmem zupełnie innym. Tu chodzi o niszczenie Osoby a nie o racje i argumenty.. Owa światła myśl dziennikarza, to nie tylko strach przed utratą monopolu. Wedle tej wypowiedzi bowiem, tylko ktoś wywianowany w etat dziennikarski ma prawo do pisania. Też ciekawy punkt wiedzenia na rolę dziennikarza, jako kogoś kto wręcz ma wyszukiwać informacje spoza oficjalnego obiegu. A tu masz babo placek – choć i to przysłowie też powinno już trafić na indeks. „Babo” – feministki zaraz będą miały powód do akcji bezpośredniej. Poprawność polityczna już zabija zdrowy rozsądek. A może wręcz o to chodzi? Na tym dopiero tle zobaczmy co się zaczyna dziać wokół wszelkich stowarzyszeń wyrażających nie tylko swój partykularny interes (ci z góry – wiadomo – są bezrozumni bo zamknięci do swego ciasnego interesu – i nie warto na nich nawet poważnie spoglądać – choć ukłony ćwiczyć można - nie zaszkodzi), ale i tych, które mają jakieś inne argumenty powołując się na zasady czy co już jest zupełnie niedopuszczalne – na prawo. W końcu Prawo wedle rozwietki (bardzo dobre określenie lansowane przez Red S.Michalewicza) to My – mówi sobie władza. Kiedyś był Król Słońce a potem było Słońce Narodów - Soso Utrata monopolu jest jak widać realnym zagrożeniem. Rację i mądrość ludu pokazuje porzekadło starsze niż moja broda, że pierwszą metodą zwalczania jakiejś groźnej prawdy jest obniżanie, lekceważenie jej znaczenia, potem jej wyśmiewanie, ale dalej mamy już tylko etapy strachu i – zmartwię Pana Dziennikarza – zwycięstwo prawdy i zdrowego rozsądku w danej sprawie. Czyżbyśmy byli w już w trzecim kroku tego procesu? Samą taką wypowiedzią można byłoby się nie przejmować. Na szczęście – Internet – choć bywa śmietnikiem – to jednak i nosi też i wartościowe informacje, dla których oficjalny obieg jest zamknięty. I to na tym Pan Dziennikarz – powinien się zastanowić wychodząc ponad obronę interesów grupowych – monopolistów na prawdę. Wypowiedź ta jest według mnie jednak groźna też i z innego powodu Można ją widzieć jako rodzaj przygotowania artyleryjskiego dla wypracowania poparcia społecznego na totalny knebel. Władza jest nim żywo zainteresowana. I to nie tylko z powodów politycznych, choć dziś nawet kichnięcie może nie być pozbawione komentarza jego polityczności – jak trzeba oczywiście. Eliminacja niezależnych opinii jest ważna dla władców – też i prostego powodu. Pozwala na uniknięcie odpowiedzialności za najzwyklejszą nawet niekompetencję. Dla urzędnika są wszak najważniejsze dwa filary jego istnienia – posiadanie na wszystko podkładki – i - umiejętność wskazania kozła ofiarnego. Podkładkę w tym zakresie daje symulowanie konsultacji, prowadzenie ich tylko dla zadowolenia odpowiednich formalnych wymogów Uniwersalnym natomiast dziś alibi - kozłem ofiarnym, są grupy społeczne, które czegoś chcą, coś pokazują – czyli „zatrzymują procesy inwestycyjne”, blokują wprowadzenie „światłych decyzji” itd.. Tu już trwa ciężka praca nad ośmieszaniem i wpuszczaniem w tzw. maliny tzw. ekologów. To już dziś dyżurny winny. Nikt oczywiście nie wskaże cóż to za figura ten ekolog. Czy gdy tylko zbierze się ok. 15 osób (Prawo o Stowarzyszeniach) nawet sponsorowanych w biznesowej walce konkurencyjnej – to już możemy – bez analizy sytuacji mówić „ekolodzy protestują”? Jakie to wygodne – nie trzeba w ogóle na takich zwracać uwagi. Czy którykolwiek z urzędników odniósł się rzeczowo do argumentów tych grup – a opartych o PRAWO – a nie widzimisie lub wycinkowe i tendencyjnie dobrane informacje? No tak, ale by rzeczowo odpowiedzieć – nie wolno każdego niewygodnego argumentu nazywać ogólnikowym lub bezsensownym. Wygodny – ale tylko na dziś – jest monopol na prawdę By dobrze procedować decyzję- trzeba przestrzegać procedur, pewnych zasad zapisanych zresztą w prawie, nie lekceważyć prawa a społeczeństwa nie traktować jak magmę do udobruchania mamieniem za pomocą dobrego słowa i „dowartościowaniem” napaleńców. Nade wszystko jednak warto zobaczyć wartość niezależnej informacji i umieć z niej korzystać w sposób cywilizowany. Ten problem – nie jest w ogóle zauważany – wszak mówią o nim tylko właśnie - „oszołomy”. W zwalczaniu tej specyficznej opozycji władza ma też jeden silny atut. Ściganie, nękanie administracyjne i usuwanie podstaw bytowych takich grup. Zostają tylko rzeczywiście tylko grupy rzeczywiście sponsorowane z zewnątrz. To dla społeczeństwa powinno być silnym sygnałem ostrzegawczym w realizacji marszu do monopolu władzy. Niedługo wyjdzie na to że to społeczeństwo będzie się samo domagało zamknięcia Go w wielkim domu Wielkiego Brata „Ekolodzy” co jest używane za słowo – klucz i wytrych – są przez Władzę społeczeństwu pokazywani jako z gruntu nierzetelni czepialscy, przeszkadzający w światłym rozwoju. A rozwój wcale nie ma być ani światły, ani po łebkach – a ma być realizowany z myślą i o środowisku i o przyszłych pokoleniach. Władza pozbywa się źródła oporu w realizacji swych nawet najbardziej nieszczęśliwych pomysłów. Zastanówmy się nad tym, iż prawidłowo przygotowana i oparta o rzetelne analizy decyzja, prawidłowo skonsultowana – nie jest w ogóle podatna na próby jej obalenia czy skutecznego zakwestionowania przez grupę samozwańczo nazywającą się ekologami. A jeszcze rozpoznanie materii związków interesów w danej sprawie rzez kapitalnie ułatwia. W naszym realu konsultacje i praca merytoryczna w oparciu o niezależną informację – to wspólne, integracyjne wycieczki – to w sprawi Spalarni. Warto dziś na przykład – co robię z wielkim smutkiem – przypomnieć jak całe środowisko ludzi dbających o właściwe relacje pomiędzy gospodarką, działalnością człowieka – ogólnie, a środowiskiem, jeszcze w latach 80 tych i potem upominało się o tereny rozlewiskowe, przeciwstawiając się presji deweloperów i samorządów lekceważących te sprawy. Tu środowisko PKE z Wrocławia dużo robiło. Nawet później w 1997, powódź była z wodą 500 jak nie 1000 letnią – i Władze stwierdziły widocznie - no to mamy luz! Sztandarowa już zupełnie Dolina Rospudy – do dziś ma być dowodem na ewidentne oszołomstwo tzw.zielonych. Tu można pokazać jak władza czyni sobie ze zwolenników ochrony środowiska (bo nie „ekologów”) tarczę, alibi i dyżurnego chłopca do bicia. Gdyby tam od początku były przestrzegane procedury, gdyby wytyczenie trasy nie odbywało się na zasadzie jedynie-słusznych decyzji – byłby ogóle cały ten problem? Jaki ruch mieliby ludzie powołujący się na zieleń? Żadnego. Ile pieniędzy poszło w błoto? Ile krwi napsuto umęczonym mieszkańcom? Dziś – z lekceważeniem pewnych zasad, pomimo krytycznych uwag, na które się po prostu nawet nie odpowiada, pod presją konieczności przedłożenia wniosku finansowego już, natychmiast – po latach wcześniejszej senności i bezczynności – pod hasłem – jakoś to będzie - jest prowadzona lokalizacja spalarni. Lodołamaczem. Cały system gospodarki odpadami – nastawiony na reklamiarstwo i akcyjność, a nie na efekty. Jest realizowany tak, jak wiedzą Ci co to robią od lat, i inaczej sobie po prostu nie wyobrażają. Wiedzą najlepiej. Miernikiem skuteczności są realne ilości wysegregowanych odpadów. Te same mówią za siebie, że spalarnia gdziekolwiek ona będzie i dla kogokolwiek będzie pracowała, stanie się podstawowym, właśnie monopolistycznym odbiorcą odpadów. Miasto w jednych rękach! Historia Neapolu tak jak się zaczęła, tak się jakoś skończyła – i dziecko wie, że była to krótka, a brutalna wojna o posiadanie właśnie tego tortu. W sumie – na tych tylko przykładach chciałem pokazać – jak dziś jest likwidowana opozycja, jak ludzie dają sobie wmawiać konieczność jej dezaktywacji w imię postępu. A ta likwidacja następuje – dla uzyskania wolnej ręki przez Decydentów uwalniających się od odpowiedzialności. Dadzą się ludzie na to nabrać? Proszę bardzo – wolna droga. Nie sposób uszczęśliwić świata. Tym tekstem chciałbym tylko Państwa uczulić na ten problem. Proszę zauważyć – to jest tekst publikowany w Internecie. Wedle Pana dziennikarza – malowany na płocie. |










