| Czy tylko brak aktywności? |
|
|
|
| Opinie |
| poniedziałek, 12 lipca 2010 21:16 | Wpisany przez fsd |
|
Słaba aktywność – lub wręcz – nieaktywność społeczna jest faktem. Przez niektórych przyjmowana jako coś niedobrego, świadczącego o słabości społeczeństwa obywatelskiego – przez drugich, choć też formalnie ganiona, przyjmowana jest z ulgą.
Jakby nie było społeczeństwo bierne, jest łatwe do wodzenia za nos, nakłaniania do oczekiwanych zachowań, w końcu, to wtedy i tylko wtedy, gdy reszta jest co najmniej obojętna – w demokracji – mniejszość narzuca swa wolę większości i prawo mniejszości zaczyna obowiązywać wszystkich. Przyznając rację pierwszym, a broniąc się przed zakusami drugich – warto poszukać źródeł niechęci do uczestnictwa w życiu publicznym, do aktywności w końcu nawet do wyrażania swojego zdania. Temat to szeroki nie mam najmniejszego zamiaru podejmować próby wyręczania socjologów, psychologów, speców od wizerunku i inżynierii społecznej jak się to dziś często nazywa. Pragnę tylko, zwrócić uwagę na pewien, właściwie pomijany aspekt problemu. Jest nim problem odrzucenia. – a właściwie – odrzucania. Ludzi, ich myśli, chęci i gotowości do działań aktywnych. Problem ten pojawia się zarówno w kontakcie władza – obywatel jak i w relacji grupa aktywna – pojedynczy człowiek. To, że władza odrzuca aktywność społeczną, a czyni to zwłaszcza władza pyszałkowata w niepewności swej racji, a chcąca się kadencyjnie wykazać skutecznym działaniem – można zrozumieć. Zrozumieć oczywiście, a akceptować – to są różne rzeczy. Z tym modelem mam do czynienia już lat trzydzieści, działając w Polskim Klubie Ekologicznym i twierdzę, że sytuacja się pogarsza. Władzy raczej to strata. Każda władza deklaruje pełną miłość i zrozumienie dla postaw tzw NGO czyli organizacji pozarządowych, to ich traktowanie – o dziwo zwłaszcza dziś – jest najdelikatniej mówiąc dokładnie odwrotne. Traktowanie NGO z uśmiechem na ustach a z „z buta” już jest niestety rutyną, choć niby są nawet odpowiednie instytucjonalne rozwiązania w tym zakresie. Te jednak w istocie są tak skonstruowane – choćby sposobem obiegu informacji czy dystrybucji środków, że są one dostępne właściwie tylko tym „niezależnym – zależnym” czyli grzecznym. W końcu trudno wymagać by władza sama sobie kładła kłody pod nogi. Dla Władzy, zwłaszcza kadencyjnej – a w demokracji tylko z taką mamy do czynienia – najważniejsze jest a/ skuteczność działania (nawet nie ważne czy dobrego, bo za złe i tak następcy będą pili piwo) i b/ wypełnienie formalnych wymogów w zakresie tzw konsultacji społecznych (a jak wiadomo, najlepiej się konsultuje ze znajomymi króliczka). Więcej można już na ten temat nie pisać. Wynik jest jednak jeden – wykluczenie nawet najlepszych, czy tych dotychczas nie zauważanych rozwiązań, pomysłów i opinii. Szkoda. Z punktu widzenia interesów wspólnoty, na pewno o wiele bardziej warto się zastanawiać nad słabą aktywnością obywateli w kontakcie grupy aktywne – społeczeństwo. Nieliczni aktywni są raczej postrzegani jak ludzie mający jakieś swoje ukryte interesy – ale działanie dla zasady? Sytuacja jest więc znacząco lepsza gdy grupa aktywna działa na rzecz konkretnej lokalnej sprawy. Tu ludzie odczuwają bezpośrednio związek swojego interesu z profilem działania danej grupy. Protest wobec jakiejś inwestycji, grupa na rzecz budowy chodnika czy wodociągu – szybciej znajdzie poparcie i doczeka się włączenia innych. Pozostałe grupy, działające na płaszczyznach ogólnego interesu – zamykają się do swojego ścisłego kręgu. Najszczytniejsze zamiary i cele nie są wspomagane przez ludzi, choć takie działanie jak najbardziej leży w Ich interesie. Wiele można snuć domysłów na temat przyczyn. Od czasów, które zbyt zabsorbują walką o życie, poprzez profil kształcenia w którym takie pojęcia jak Ojczyzna czy Patriotyzm, pamięć, dobro ogółu to w istocie górnolotne ogólniki, po wręcz koteryjne zamykanie się kręgów ludzi aktywnych w tych grupach. Któż ma dziś czas i pieniądze by biegać na jakieś spotkania skoro nie przyniosą one niczego? Może emeryci - z nudów czy przyzwyczajenia. Zamykanie się grup – oznacza ich kostnienie. Nawet jak pojawi się ktoś, kto chce coś w ramach tej grupy robić pozostaje sam. To często – grupy – odrzucają. Ludzi, ich myśli i aktywność A któż chce się narzucać. Nie da się tego rzecz jasna uogólnić. Niemniej – koteryjne i często opanowane przez polityczną poprawność myślenie grup, które tylko uważają, że są aktywne społecznie w istocie dla społeczeństwa nic nie robiąc, jest w moim przekonaniu istotną przeszkodą w realizacji celów, które chcą realizować ludzie, rzeczywiście skłonni do bezinteresownej i bardzo nieraz użytecznej społecznie działalności. Jako przykładu użyję bytu mi szczególnie bliskiego i uważam jednego z najważniejszych z tych z którymi się spotkałem. Myślę o Komitecie Obywatelskim i w istocie – wygenerowanych przez niego grupach aktywności – tak to najogólniej ujmę. Kto był świadkiem powstania, działania i meandrów tego ruchu, nie potrzeba Mu nic więcej pisać. Kto nie zna, niech podejmie trud dojścia do faktów. Te mogą być najkrócej zilustrowane przeglądem losów ludzi, którzy onegdaj stali na platformie ciągnikowej na terenie wtedy otwartego trawnika Domku Łowczego. Przed pierwszymi wyborami samorządowymi. Oddzielna to opowieść. I nie zawsze wesoła. Zawsze jednak godna zadumy. |










