Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Biskup Pieronek o Krzyżu
Smaller Default Larger
Biskup Pieronek o Krzyżu PDF Drukuj Email
Opinie
sobota, 04 września 2010 06:11 | Wpisany przez Feliks Stalony - Dobrzański
Niektórzy jeszcze może pamiętają hasło głoszone przez etatowych bojowników o wolność i demokrację „Rozwalimy cały świat, aż zapanuje pokój”. Piękne deklaracje – a skutki po dziś dzień nie tylko nie rozliczone – ale nawet sprawcy przedawnieni.
Wydawać by się mogło, iż niewielu już jest skłonnych, nie tylko do pamiętania, ale i stosowania w praktyce tej dwoistej w swej naturze metody. Zbrojnej walki o spokój
A tu - Nielegalny Naród, Nielegalny Krzyż.
Darzących owo hasło sentymentem i chyba – przyzwyczajeniem, można jeszcze i dziś jak widać spotkać. I to nie jako epigonów, a jako ważne Osoby. I to z najmniej oczekiwanych stron.
Popatrzmy się na jasną i powtarzaną wielokroć wypowiedź Biskupa T.Pieronka w sprawie Krzyża sprzed Pałacu :Czemuż biskupi się wzdragają przed użyciem siły.
Sam na własne uszy usłyszałem. Do tego jest nawet motywacja; gdy stoi źle zaparkowany samochód policja siłowo go odholowuje. Proste to jak konstrukcja cepa – do zabijania logiki. Ta bowiem na przykład podpowiada, że biskupi to nie policja.
Tak tylko dla uzmysłowienia skali fałszu politycznej poprawności – wyobraźmy sobie iż oto Ojciec T.Rydzyk oświadcza, iż Jego zdaniem – powinna być użyta siła wobec Palikota w trakcie jego za przeproszeniem happeningów czyli raczej  masakr  politycznych. Albo że należy się obrona policyjna dla wyrażających swe przekonania obrońców życia przed bojówkami lewacko-ateistycznymi a także w ramach prawa konieczne jest poszukanie i ukaranie rzeczywistych prowodyrów tych ekscesów nietolerancji ateistycznej. . 
Ten sam biskup, w tej samej wypowiedzi, grzmi o tym, że Kościół ma zająć się tylko wiarą i moralnością  i wara mu od polityki. Sam zaś co robi? Proponuje rozwiązania stricte policyjne i w sprawie, do której – ponoć Kościół nie ma nic. Sprawa Krzyża – a kościół ma milczeć! Mówi to Pasterz i publicysta – i to regularny, a nie incydentalny jednej z gazet – i to bynajmniej nie związanej z Kościołem. 
Jako owieczka, na marginesie i tylko dla uzyskania od Pasterza jasności dla trzódki – chciałbym wiedzieć – czy mając w pamięci to co mówił Ojciec Święty Jan Paweł II – strzeżcie mi tego znaku – mam zgodzić się na wyrugowanie credo do kruchty? Mam uznać za zasadne to, na co pokolenia się nie zgadzały – usunięcie wiary ze świadomości społecznej  i na zniewolenie ateizmem?  Mam w imię paranoicznej już zupełnie poprawności politycznej zaprzeczyć, że na wielu nawet skrzyżowaniach polnych dróżek i dla okazji, których już nikt nie pamięta, po całej Polsce stoją krzyże, kapliczki – świadectwa wiary? I ludzie się przy nich już wieki modlą! Modlą się w swoich intencjach, ale i wspominają fundatorów – nie znając wcale, ani konkretnych osób ani ich ówczesnych intencji, wspierają je tylko przed Bogiem. Jest cały czas ciągłość.
Gdzież jest logika w zaprzeczaniu istoty swego powołania? Chciałby to widzieć, a nie być tylko świadkiem braku logiki. Choć akurat od tego, sama wiara jako taka, mi się nie zmieni. To w moim odczuciu jest problem giętkiej logiki Pasterza.
Zmienia mi się tylko spojrzenie na urzędników Pana Boga.
I tu zaczynam rozróżniać Wielkich od kunktatorów politycznej poprawności mającej priorytet przed fundamentami.
To jak ze sportem. Są Kibice i klibole. Pierwsi bez sportu nie mogą prawie żyć, drugim sport do niczego w istocie nie jest potrzebny. Nie jestem też pewny czy aby zawsze urzędnikom jest już nawet potrzebna trzódka. Są chyba w swym przekonaniu o odczuciu samoistną siłą sprawczą – dyktująca alogiczne normy. Jak wyżej. 
Jest dla mnie oczywiste, że istnienie świata wierzących w to, że Bóg jest, jest nie do zniesienia, dla kompletnie nie znających treści słowa „tolerancja” ludzi wierzących w to że Boga nie ma. W Ich przekonaniu są tylko Oni, i Ich zachcianki, wola, dowolność, skuteczność i siła. No i retoryka. Pełna tolerancji i pouczania na czym owa tolerancja polega. Owa niechęć – wręcz nienawiść demonstrowana bez ogródek nie tylko w Paradach, wypowiedziach Ich reprezentantów, ale i poprzez zachowania właśnie przy Krzyżu – to już chorobliwa obsesja. Tej człowiek wierzący nie może nie widzieć i nie odczuwać. A jeszcze popierać? Kto coś z tego pojmie?
Nie nasz to problem dopóki Ich problemy nie nabierają wagi decyzji państwowych. A tu mamy „elitę”, która nawet boi się powiedzieć – Krzyż jest moim znakiem. Co oczywiści nie przeszkadza uczestniczyć w uroczystych mszach – bo samo uczestnictwo ma swa wagę dla personalnego i partyjnego image. Ateizacja przybrana w formę „neutralności światopoglądowej” zaczyna być oficjalnie lansowaną, wtłaczaną religią państwową.
Zauważmy, że prowokacje za pomocą umiejętnie podsycanych zasadniczych reakcji ludzi wierzących, udają się bo pozostają bez specjalnych sprzeciwów (bo krzyż jest rzeczywiście sprawą zasadniczą – bez której – nic), takie rzeczy jak opanowanie banków, opanowanie mediów, wzmaganie terroru politycznej poprawności. Nie znajduje też silnego oporu zorganizowana nagonka na znaki wiary, która  odbywa się w dziwnym zjednoczeniu i handlu monorządców z zainteresowaną tą sprawą opozycją. Do tej walki z wiarą następuje pełna mobilizacja. Popatrzmy tylko na fakt – wyrugowania z kierownictwa Radia i Telewizji ludzi związanych z PiS –em na rzecz w pełni równoprawnego udziału ludzi Partii rządzącej i zdecydowanie mniejszościowej opozycji. Solidarnie to Ich łączy tylko podejście do światopoglądu. Ateistycznego jako jedynie słusznego.
Skala jadu wylewana na ludzi wyrażających swe niepoprawne poglądy od Pana Prezesa J.Kaczyńskiego – po nawet J.Pospieszalskiego powinna dawać do myślenia nawet tym uczciwym Ich przeciwnikom politycznym. 
Wiara ateistyczna ma swych zorganizowanych i siłowo już skutecznych orędowników.
To gdzie reszta – większość - ma się podziać – wedle Pasterza?
No to zobaczymy jak ten kolejny eksperyment ateistyczny się skończy.
Wcześniej już takie były.
A co do Narodu. Targowica miała swych pasterzy – historia o tym opowiada.
Warto też więc sobie wyobrazić co by w tej sytuacji powiedzieli i jak by reagowali Wielcy; Kardynał Hlond, Wyszyński czy Jan Paweł II. Jak By Ci wielcy Pasterze się odnosili dziś do  – konkretnie; tragedii Smoleńskiej, potwarzy z tzw śledztwem w tej sprawie, do woli ludzi czczących pamięć Wielkiego Człowieka i Elity – i co by robili wobec używania emocji dla uzyskiwania koneksji politycznych czyli bezgłośnego zdobywania kolejnych pól do zniewolenia Narodu. Możemy sobie tylko wyobrazić. Mamy podstawy. Wspomnijmy tylko postawy i rozwiązania Sapiehy, Wyszyńskiego czy Wojtyły w konkretnych sprawach. Nie wstyd nam – dziś?  .
Widać jesteśmy skazani już tylko na domysły i na ufność w mądrość Hierarchii jako całości, która jednak ma plan większy ponad polityczną poprawność dnia dzisiejszego.
Kościół jakby nie było – ma już 200 tysiące lat, a wiara była zawsze.
To wyjaśnia problem która wiara jest zasadna – w to ze Bóg jest – czy w to że Boga nie ma, no i której idei – kto jest podporządkowany.