|
Brawura, brak wyobraźni, szybkość itd. W tym zakresie nie ma dyskusji i tego nie podważam. Tylko, czy aby na pewno wyłączny ciężar i moralna odpowiedzialność leży tylko po stronie tych, co to się pchają do takich „środków transportu” i tych co ich użyczają.
W tym konkretnym przypadku nie wiem, choć z relacji na to wygląda, że był to przewóz zarobkowy a nie grzecznościowy - ale to jest w istocie obojętne. Co do moralnej odpowiedzialności - nie mam jasności. Konieczność zarobienia pieniędzy – w dzisiejszych czasach jest warunkiem przeżycia. Podejmuje się pracę – bo jest proponowana i wykonuje się ją na warunkach wyznaczanych chęcią i przymusem jej utrzymania. Albo podejmujesz taniec na linie dnia codziennego – albo zastąpi Cię inny. Mam szacunek dla tych ludzi – bo biorą tak jak mogą swój ciężar i nie szukają łatwych rozwiązań. Biorą trud – bo trzeba. Dla mnie osobiście silną lekcją w rozważaniu tych spraw było dawno, dawno, temu zdarzenie, którego byłem świadkiem jako świeżo upieczony student wysłany do Huty Zawiercie na praktykę. To nie jest opowieść bez związku z naszym tematem, ona tylko opowiada o stałości postawy i klasie wyboru. Wracając do wspomnienia. Surówkę z wielkiego pieca lano wtedy swobodnie, poprzez uformowane w piasku formierskim kanały, do tak też przygotowanych zagłębień. W nich po zakrzepnięciu powstawały tzw. gąski – czyli półprodukt wielkiego pieca. Jak już się otworzy miejsce spustu, musi wypłynąć cała objętość zgromadzonego płynnego metalu. Wtedy dopiero można tą dziurę zasklepić. Lejący się strumień metalu jest nie do zatrzymania. I temperatura i gęstość „płynu” to uniemożliwiają. I zdarzyło się, ze płynąca surówka razu pewnego przerwała uformowany kanał dopływowy i surówka zaczęła się rozlewać swobodnie po całej hali. Groziło powstanie żeliwnej skorupy n całej powierzchni. Tej by się nie dało usunąć o następnego spustu, a wielkiego pieca zatrzymuje tylko wygaszenie i remont generalny albo generalny wybuch, bombardowanie, trzęsienie ziemi czy coś podobnego. I oto pewien robotnik, w drewnianych trepach (bo tylko w takim obuwiu da się chodzić po gorącym piasku i po zastygniętym gorącym metalu) wszedł w to pole stawiając łopatą przegrody. Uratował wytop. Trochę wyobraźni wystarczy by wiedzieć, co i jak dalece nieracjonalnie, ale jednak bohatersko zrobił ten człowiek. Przecież tam, gdzie jeszcze przed chwilą miał stopę, za moment rozlewał się metal. Przypadkowe wsadzenie nogi w jakikolwiek jęzor czy jeziorko – upadek pewny i śmierć. Rozmawiałem z Nim potem – tak trzeba było – i koniec. Praca. Racjonalne wyważenie ryzyka nie przyszło Mu do głowy z konieczności. Miał na utrzymaniu rodzinę. Ich ratował nie surówkę, wielki piec czy Hutę. To taki surwiwal po polsku. Teraz Policja będzie mówiła o przepisach – władze będą mówiły, że Policja nie dopilnowała – przecież takie pojazdy jeżdżą i nie udawajmy że tego nikt nie wie. Właściciel najmuje do zbioru i ma kalkulację ile jest w stanie zapłacić za zbiór, a zapłaci każdemu, kto się zgłosi do zbioru. Jego dziś nie obchodzi kto i jak dojedzie. Jak che – ma być. Reguły są proste i są i dzisiejszą szkołą codzienności. Wręcz śmieszy mnie wiara, że system super-kontroli i super zarządzeń to zmieni. To jest myślenie bardzo zbliżone do tego, które pozwala wierzyć, iż sytuację parkingową w mieście rozwiążą …. poustawiane zakazy parkowania i ściganie po uliczkach osiedlowych ludzi wracających po całym dniu pracy. Normą jest jak się okazuje – budowa stadionu bez parkingów i sprzedaż domów z „apartamentami” bez możliwości nie tylko parkowania ale i podjazdu. System zakazów administracyjnych to jest najłatwiejsze i najzyskowniejsze – ale dla Władzy. W sprawie nic to nie zmienia. Oczywiście – każdy odpowiada za siebie. Lecz robotnik sezonowy, który ma się stawić o umówionej godzinie do zbioru, a potem padnięty wraca do domu, nie dojedzie sam, bo nie ma jak. Mur i ściana. Może co najwyżej pracy nie podejmować. I nie podejmować rozważań między przeżyciem a ryzykiem. Ten dojazd Mu trzeba po prostu - umożliwić. To „trzeba” jest zobowiązaniem wszystkich, na których jednak spada cząstka moralnej odpowiedzialności za obecny stan rzeczy. Nie wystarczy nakazać lub zakazać a przyjąć na poważnie uczestnictwo w tworzeniu innych form organizacji tej pracy. Każda propozycja może być krytykowana i odrzucana jako nieżyciowa. Jednak ta jaka jest, jest – definitywnie – nieżyciowa, co pokazuje ten wypadek. Czy wina jest tylko kierowcy, czy wina jest tylko Tych co się poupychali na „glona”? Trzeba raczej stworzyć warunki do możliwości innego liczenia kosztów sezonowej pracy najemnej, nie mówienia o konieczności zmiany, a rzeczywistej realizacji innych warunków funkcjonowania przedsiębiorców itd. Pobożne życzenia przepisów i mnożących się kontroli, nic nie dają. Nie wpływają na rzeczywistość Jak już Niemcy znaleźli obejście na używanie zakazanych żarówek 100 W, to tym bardziej, w tej dyscyplinie gry w durnia pomiędzy koniecznością a Policją ta druga jest bez szans. Zostanie dalej ten surviwal. Jak ktoś nie wie, jak ten postulat realistycznej zmiany sposobu funkcjonowania życia gospodarczego przełożyć na język codzienności to niech się nie zabiera za rządzenie. Nie wystarczy je mieć tylko za ciąg żyrandolowych splendorów a nie służbę i odpowiedzialność W tej salonowej grze lekceważącej takie problemy nie dziwi „tajność obrad”, z którą mieliśmy ostatnio do czynienia. Mają – drogi ludu – swoje, nie Twoje problemy.
|