Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Studnie na Żabińcu
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Studnie na Żabińcu PDF Drukuj Email
Opinie
wtorek, 28 grudnia 2010 12:28 | Wpisany przez fsd

Nie jestem mieszkańcem Żabińca i z tego tytułu, mogę mojej wypowiedzi na temat tamtejszej studni, przypisywać pewien walor obiektywizmu. Mnie – jako mieszkańca Krakowa – ta sprawa nie dotyczy. Zauważam jednak, że dotyczy mnie i obchodzi, i to w sposób zasadniczy, mechanizm, na którym jest oparta cała ta sprawa Fredrowskiego by się mogło wydawać – sporu o wodę.

Sprawa dotyczy manipulacji własnością, interpretacją prawa i korzystania z obojętności obywatelskiej dla pozyskiwania różnego rodzaju zysków. W tym przypadku są też dodane elementy szantażu Jak Wy – coś tam, to my wam coś – tam. Tu konkretnie - odetniemy wodę – i zostaniecie o suchych kranach.
Tak naprawdę – z punktu widzenia mieszkańca, ponad wszystko rozstrzygający powinien być ów fragment zdania z artykułu Grażyny Zamorskiej – woda jest do niczego. To, że woda z Miejskich Wodociągów taka nie jest, jest do czegoś, choć nie powinno się jej pić z kranu – też jest wiadome. Wybór jest jeden. Podłączenie Żabińca do sieci ogólnej. Stawia to problem własności, dyspozycji wodą i całej dyskusji na innej płaszczyźnie i w tle.
Odpowiedź na pytanie – czyje są studnie, nie wydaje się być tak znów prosta jak ta, którą przyjmuje jej „właściciel”. Nawet i tę kwestię zostawmy na razie na boku, przyjmując jest to kompetencja Sądu – ewentualnie uruchomionego w tej sprawie. Pomińmy też kwestie definicyjne, choć nie są one tak jasne jak przyjmuje z góry Autor cytowanego w artykule pisma. Postawmy kwestię w ogóle możliwości użytkowania tej konkretnie wody. Nie tylko pod względem jej czystości.  Wedle przepisów Ustawy Prawo Wodne (Ustawa z dnia 18 lipca 2001 r. - Prawo wodne tekst jednolity z uwzględnieniem ustawy zmieniającej z 3.06.2005) jej Art. 127 stanowi, że pozwolenie wodno- prawne na użytkowanie wydaje się na okres maksymalnie 20 lat. Sądzę, że takowe zezwolenie było udzielone, lecz Żabiniec istnieje dłużej. Należałby zapytać o aktualność prawa do korzystania z tego ujęcia (?) wody, i to jako wody pitnej.  Jest uprawnione – czy  – czy aby nie jest. To pytanie, czy nie ma być sprzedawany towar, którego w ogóle nie wolno wprowadzać do obrotu. Bez względu czyją jest on własnością. Gdy Żabiniec powstawał nie było wyjścia, dziś – skoro jest możliwość rozmowy z innym dostawcą i to na dodatek legalnym, dysponującym wodą o właściwych parametrach, dyskusja staje się bezprzedmiotowa. Z tego punktu widzenia – to mieszkańcy, jako Ci, którzy ponosili koszty budowy, Temu, który uznaje swoje prawo właścicielskie (skąd się Mu ono wzięło – skoro to mieszkańcy się składali na budowę bliżej nie wiadomo, może mówimy o jakiejś formie cichej prywatyzacji) mogą powiedzieć; proszę nam zwrócić koszty budowy w ustalonej wysokości i ten cały interes– miej sobie i się ciesz że „masz”,  my jednak z dostaw „niby” towaru (bo niskiej jakości, za wysoką cenę) rezygnujemy. Wtedy „właściciel”, może w oparciu o to ujęcie, starać się o otwarcie np. myjni lub basenu. Jeśli oczywiście warunki lokalne na to, choćby czysto architektonicznie – pozwolą i gdy jakość wody będzie wystarczająca do użytku w danym celu, a użycie to będzie zgodne a art. 32 Prawa Wodnego, który swą istotą stoi na straży zachowania zasobów w tym naturalnych zasobów wód podziemnych. Dość kuriozalnie brzmi zdanie pisma przytoczonego w artykule Pan G.Zamorskiej mówiące o – nazwijmy to po imieniu – szantażu. W skrócie – jak podskoczycie – odetniemy wodę. Samo użycie takiego szantażu jest też wskazówką, iż nie czekając na ciąg dalszy rozwijania się wyobraźni „właściciela”, i to  jak najszybciej, trzeba podjąć starania by całe Osiedle, jak się tylko da, przyłączyć do sieci ogólnej. Jeśli się da- wszystkie inne kwestie upadają.
Ktoś może mi zarzucić – iż wpycham swym postulatem całe osiedle w łapy monopolisty – MPWiK. W tym jednak przypadku – „zamienił stryjek, siekierkę na kijek”. Monopolista udający, że działa rynkowo, który w istocie jest szantażystą – może być zmieniony na monopolistę – ale jakoś przynajmniej umocowanym o prawo i zobowiązania statutowe wobec Miasta i jego mieszkańców.  
To i tak pozostaje tylko w tle kwestii jakości wody, bezpieczeństwa bytowego i zachowania zasobów, które to kwestie i tak pozostają najważniejsze i te stawiam jako pierwszoplanowe..