| Różnica między uczelniami w Polsce a w Wielkiej Brytanii |
|
|
|
| Opinie |
| wtorek, 01 lutego 2011 14:03 | Wpisany przez Ireneusz T. Lisiak |
|
Studiujesz obecnie w Wielkiej Brytanii, a konkretnie na Uniwersytecie w Bolton. Studiowałeś wcześniej w Krakowie. Interesuje mnie jakie widzisz różnice pomiędzy studiami w Polsce a obecnymi w Anglii?
Moja uczelnia w Bolton zarabia wtedy, kiedy ma studentów. Zarabia, rozumiem w taki sposób, że otrzymuje dotacje z samorządów lokalnych, pieniądze z przemysłu i czesne. A wpływające na utrzymanie uczelni pieniądze uzależnione są od kilku wskaźników, takich jak; ilość studentów, procentowy wskaźnik kończących studia, wyniki studentów w trakcie studiów, procentowy wskaźnik absolwentów znajdujących zatrudnienie po ukończeniu studiów./ do oceny bierze się okres 3 - 6 miesięcy po skończeniu edukacji/ To są te wskaźniki, które mają bezpośredni związek ze studentami, ale ocenie podlegają także wykładowcy i sama uczelnia. Ocenia się zdolność wykładowcy do przekazywania wiedzy, zaplecze techniczne, badania prowadzone przez kadrę naukowo - techniczną. Polskie media podnoszą temat niskiego poziomu polskich szkół średnich, które ich zdaniem, a także zdaniem wielu " dyżurnych w mediach fachowców" nie dorównują poziomowi szkół zachodnich. Jak to na twoim przykładzie wygląda naprawdę? Nie jestem dobrym przykładem, bowiem po maturze studiowałem filozofię w na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wyjeżdżając do Anglii nie myślałem, że podejmę tam studia. Był to głównie wakacyjny wyjazd turystyczny. Zatrzymałem się w Bury u twojego znajomego i tam dowiedziałem się o możliwości podjęcia studiów w Bolton, które położone jest od Bury w takiej odległości jak Wieliczka od Krakowa. Pojechałem do Bolton i na miejscu dowiedziałem się, że mogę podjąć studia na kierunku, który w Polsce był wtedy nieosiągalny, bo go po prostu nie było w programach studiów. Miałem drobne problemy, ponieważ skończyłem liceum o profilu przyrodniczo - humanistycznym, a na interesującym mnie kierunku preferowano kierunek matematyczno - fizyczny. Ale takich kandydatów było więcej, szczególnie z krajów Europy Środkowej i zrobiono nam testy. Testy zaliczyłem pozytywnie bez najmniejszego problemu, co więcej byłem zaskoczony, że zadania były łatwiejsze niż na licealnych klasówkach. I tu jest zasadnicza różnica pomiędzy szkołami brytyjskimi a polskimi. W Polsce program jest przeładowany i obowiązkowy dla wszystkich bez względu na reprezentowany poziom i możliwości przyswajania wiedzy. Brytyjczycy są bardziej praktyczni. Praktycznie co roku skład osobowy klasy w szkole średniej zmienia się, zdolniejsi idą własnym, bardziej wymagającym programem, słabsi są w klasach o większym przygotowaniu praktycznym, które w końcu zmienia się w przygotowanie do wykonywania zawodu. Wszyscy przystępują do matury, której tematy są zróżnicowane, ale....nie zamykają dostępu do studiów. W Polsce można skończyć szkołę średnią i nie przystąpić do egzaminu maturalnego, ale zamyka się tym samym drogę do ewentualnego podjęcia studiów. Jest jeszcze jedna różnica - absolwent szkoły średniej w Polsce nie potrafi praktycznie nic samodzielnie załatwić w urzędzie etc. W Anglii każdy absolwent szkoły średniej wie jak zachować się w biurze, jak załatwić sprawy urzędowe, jest praktycznie obeznany z obsługą komputera, bo każda szkoła jest w nie wyposażona i uczeń dysponuje komputerem na każdej lekcji a nie tylko na zajęciach z informatyki jak w Polsce. Gdybym ja miał tak wyposażoną szkołę w pomoce jak w Anglii, to nie wychodziłbym z niej. Ale reasumując - Polacy nie powinni mieć kompleksów wobec studentów z zachodu. Mimo tylu niedostatków, przeładowanego programu nauczania mamy bardziej solidne podstawy z wiedzy ogólnej a także z matematyki czy fizyki niż absolwenci szkół średnich w Anglii. Już na studiach zetknąłem się materiałem, który w Polsce obowiązywał w szkołach średnich n.p. rachunek całkowy czy różniczkowy. Było mi wtedy po prostu łatwiej, ale czy rzeczywiście taki program jest potrzebny każdemu absolwentowi liceum? Studiujesz Programowanie Gier Komputerowych. Czy nie wydaje ci się dziwne, że kierunek ten jest dostępny w Wielkiej Brytanii dla absolwentów szkół średnich a w Polsce praktycznie nie istnieje? Pomimo, że branża " gier" istnieje już dość długo jest to nowy kierunek nauczania akademickiego. Widocznie w Polsce oceniono, że jest to za " wąska specjalizacja" i dlatego zajmują się tym zawodowo absolwenci po studiach ogólnych z programowania, albo oceniono, że nie ma zapotrzebowania na specjalistów z tej dziedziny. Choć teraz dowiedziałem się, że otwarto tego typu studia w Krakowie na jednej prywatnej uczelni jako studia....podyplomowe. Moim zdaniem wszystko co dotyczy uruchomienia nauczania w zakresie nowych kierunków, technologii itp. w Anglii zależy od zgłaszanego zapotrzebowania z przemysłu a nie jak w Polsce od decyzji ministerstwa, które wpisze lub nie taki nowy kierunek na listę wg. której można uzyskiwać dyplomy. To prawie tak jak mówiłeś, że w PRL wszystkie decyzje musiały mieć placet KC PZPR. Poza tym widzę jeszcze inny problem, który różni nauczanie na studiach w Polsce od nauczania w Anglii. W Polsce wykładowca jest " przypisany" do uczelni i " mości" sobie gniazdko poprzez " oswajanie dla siebie" środowiska w którym pracuje a student w tym wszystkim jest gdzieś na końcu. Przez lata nie zmienia się system nauczania, jak mamy matematykę lub fizykę to wykładowca ogranicza się do akademickiego wykładu tego przedmiotu nie zwracając uwagi na praktyczne zastosowanie tej wiedzy w studiowanej specjalności. W Anglii mamy bloki przedmiotowe n.p. matematyka z programowaniem czy fizyka z programowaniem i podczas tych zajęć uczy się nas praktycznego wykorzystania matematyki czy fizyki w naszej przyszłej pracy, ale tylko w tym zakresie, którego te przedmioty dotyczą. Nie obciąża się nas koniecznością poznania fizyki jądrowej czy rachunku Banacha, bo jest to nam zbędne w naszej przyszłej pracy. Mówiłeś wielokrotnie, że spotykasz w Anglii wielu studentów z Polski, którzy sobie tam doskonale radzą. Czy znasz może przyczyny dla których tak niewielu z nich wraca po studiach do Polski? To jest problem, ale wcale nie tak prosty jakby się wydawało. Przede wszystkim na niechęć do powrotu po studiach wpływa fakt, że dyplom mojej uczelni jest "rozpoznawalny" we Francji, Portugalii i innych krajach Europy, jest " rozpoznawalny" w Australii, Kanadzie czy USA a nie jest " rozpoznawalny" w Polsce. Napotykamy na bardzo uciążliwą barierę biurokratyczną na szczeblu ministerialnym. W krajach poza Polską legitymując się dyplomem Uniwersytetu w Bolton wobec pracodawcy nie muszę pokonywać przeszkód biurokratycznych aby dyplom był " uznany", to pracodawca przyjmuje do wiadomości, że uzyskałem dyplom i mam kwalifikacje i nie podważa kompetencji uczelni. W Polsce muszę udowodnić, że ten dyplom to nie falsyfikat i przejść " ścieżkę zdrowia" w ministerstwie. To zniechęca. Druga sprawa to kredyt na studia, bo pewnie nie wiesz, ze prawie 90 % studentów z mojej grupy otrzymało na studia kredyt. W moim przypadku zamknie się to kwotą ok. 16500 funtów, które będę musiał spłacać po studiach. Wysokość raty uzależniona będzie od moich rocznych zarobków po studiach. Łatwiej jest spłacić kredyt pracując na Zachodzie. No i sprawa najważniejsza, szansa na pracę. Wspominałem już, że przedmioty zawodowe, ćwiczenia prowadzą z nami ludzie z branży. To nie jest dla nich " fucha", bo oni mają do spełnienia ważne, z punktu widzenia ich podstawowego pracodawcy, zadanie, a mianowicie pełnia rolę " łowców głów" w pozytywnym znaczeniu tego pojęcia. Poza oceną bieżących umiejętności studenta oceniają umiejętność pracy w grupie, umiejętność szukania poza standardowych rozwiązań i takim studentom proponują pracę w swoich firmach. Poprzedzają to krótkie staże w czasie wakacji w tych firmach, ale już zainteresowanie dużej i znanej na rynku firmy oraz staże wakacyjne dają większe szanse na znalezienie pracy u innych pracodawców. Zajęcia z nami mieli także ludzie z wojska, bo tam potrzeba specjalistów z mojej dziedziny. I stamtąd także spływają propozycje, może nawet jest ich najwięcej. Ale najważniejszą korzyścią jaka wynika z kontaktu z ludźmi z branży jest to, że uczą nas takiego korzystania z wiedzy, której nie ma żadnym podręczniku. Uczą po prostu praktycznego korzystania z teoretycznej wiedzy. Na koniec wspomnę, że w Polsce w mojej dziedzinie tak naprawdę nie ma pracy, bo na rynku europejskim znana jest jedna firma, która opracowała grę fantasy z "Wiedźminem". Ta firma postawiła wszystko na jedną kartę i wygrała, bo pracowali nad grą kilka lat, wydali mnóstwo pieniędzy i gdyby nie trafili, to firmy pewnie by nie było. Trafili i zdobyli rynek w Europie, teraz liczą się. Tak naprawdę to mało kto zdaje sobie sprawę z tego jak kosztowne jest przygotowanie gry, a między bajki można włożyć teksty, że ktoś w warunkach domowych opracował jakąś grę i zdobył rynek. Takie myślenie to mrzonki. Wspomniałeś o kredycie na studia. Przybliż nieco ten problem. Po pomyślnym przejściu kwalifikacji na studia zapytano mnie z czego będę je finansował. Nie bardzo wiedziałem co mam odpowiedzieć, ale po rozmowach telefonicznych z mamą i tobą wiedziałem, że na was mogę liczyć. Pomoc jak wiesz zaoferowała mi siostra z mężem. Ale okazało się, że moje kwalifikacyjne testy oceniono na wysokie noty / matematyka 93% ocena A, fizyka 89% ocena A/ i pracownica uczelni zaproponowała mi kredyt na studia jaki uczelnia może uzyskać dla studenta z Banku Szkocji. Byłem przerażony, bo widziałem przed sobą korowód urzędniczych załatwiań, ale i tu jest różnica. Wszystkie sprawy załatwiła za mnie pracownica uczelni. Ja mam się tylko uczyć, osiągać dobre wyniki, bo bonusy za to zmniejszają w efekcie moje zobowiązania wobec banku. Nie muszę wspominać, że kredyt jest nieoprocentowany. Z mojej wiedzy wynika, ze każda uczelnia na Wyspach ma umowę z bankiem, który na finansowanie edukacji pozyskuje środki z UE.Spłata, jak już mówiłem zacznie się po studiach, ale także są tu pewne korzystne warunki. Aby bank zaczął egzekwować raty muszę zarabiać co najmniej 14000 euro rocznie i pracować w jednych z krajów unijnych. Wielu moich starszych kolegów, szczególnie z Anglii wyjeżdża po studiach do Kanady, Australii lub Norwegii i jako, że nie pracują na terenie UE kredytu nie spłacają. Dziękuję, ja też chcę wrócić, ale nie wiem co los przyniesie. Z synem Michałem rozmawiał
Tekst powyższy ukazał się w tygodniku „Myśl Polska” |








