Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie O niebezpiecznych uprawnieniach kontrolerów biletów
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


O niebezpiecznych uprawnieniach kontrolerów biletów PDF Drukuj Email
Opinie
poniedziałek, 28 lutego 2011 19:29 | Wpisany przez fsd

Niby bzdurka. Mocą USTAWY  popularne kanary będą mogli „zatrzymać”. Kogo? Jak? Mniejsza z tym. Rzecznik krakowskiego MPK szybciutko zapewnił, że nic się nie zmieni.To i mam od razu pierwsze pytanie – jak się nic ma nie zmienić – to po co zmieniać prawo? Dziś może nic się nie zmieni w zachowaniu kontrolerów. Ale jutro? Któż mi zagwarantuje czy na mocy tego prawa jutro nie otrzymają oni środków przymusu bezpośredniego? Któż mi zagwarantuje, że ten przepis nie da możliwości utworzenia formacji paramilitarnej nawet dla gnębienia wybrańców – ulubieńców władzy? Przesada?
To uruchommy wyobraźnię.
Wsiadałem kiedyś do tramwaju mając w ręku kulę inwalidzką. W momencie wsiadania zadzwonił telefon, na który właśnie czekałem – bo właśnie jechałem na spotkanie w związku z rozmowami wstępnymi przygotowującymi tzw. Okrągły Stół Śmieciowy – czyli telefon nie był o d…Maryni. Nie mogłem go odrzucić, powiedziałem tylko, że za chwilę oddzwonię i w telepiącym się tramwaju, w końcu, dokonując ekwilibrystyk z chowaniem telefonu, opieraniem kuli i wyjmowania biletu – podbiłem go. I oto objawili się ONI. Kanary. Dorwali jakąś dziewczynę – a ponieważ nie robili tego w cywilizowany sposób – pozwoliłem sobie się wtrącić. Usłyszałem od jednego z nich: Obserwowałem cię (kumpla sobie znalazł) od początku i tylko przez przypadek nie płacisz. Numer z telefonem jest często stosowany przez takich jak ty.
Wyszło na to, że biedak – po prostu w polowaniu na mnie się spóźnił. A tak był blisko!
Specjalnie opisałem tą sytuację tak detalicznie – by pokazać, że w tym towarzystwie nazwę  Ich eufemistycznie – kontrolerów - nie są sami święci i można chcieć zostać kanarem bo się ma żyłkę kaprala. Dawać małpie brzytwę?
Po co?
W tej jednak USTAWIE Sejmowej, bardziej mnie zainteresowało co innego.
MPK – jest firmą. Przedsiębiorstwem. Nie prywatnym, ale może takim być. Zresztą forma własności jest tu sprawą drugoplanową. Przedsiębiorstwo działa na rynku, w warunkach rynkowych, ma swój bilans zysków i strat – i jego zrównoważenie jest kwestią zorganizowania działalności.
MPK ma swa misję – ale ta ma zajmować właścicieli – w tym Miasto. To jest przedsiębiorstwo działające w Mieście i dla Miasta.
Oto Państwo, mocą uchwały ingeruje w działalność rynkową Przedsiębiorstwa. Egzekwowanie należności za wykonaną usługę ma oparcie w ogólnych przepisach prawa. Nie ma przecież przepisu mówiącego, że szewc może nie płacącego klienta „ująć” i skopać mu dyskretnie to i owo. Ten aspekt przyjmowanego prawa uważam za coś, co tylnymi drzwiami wprowadza w obieg i oczywiście fragmentarycznie – ingerencję Państwa – instytucjonalną ingerencję, w rynek usług. Bo MPK świadczy usługę – nie jest władzą i nie może dostać do ręki atrybutów egzekucji prawa.
Na dodatek ten atrybut ma się dostać do rąk ludzi pracujących – przyznaję w ciężkich warunkach – ale wśród których są też ludzie lubiący mieć w ręku jakiś fragment władzy.
Nie musi to być ciekawe i efektywne w wykonaniu.