Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Ależ się porobiło- czyli o liście do Redakcji
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Ależ się porobiło- czyli o liście do Redakcji PDF Drukuj Email
Opinie
poniedziałek, 21 marca 2011 07:26 | Wpisany przez dr Feliks Stalony - Dobrzański

Miły to wręcz z serii „życzliwych inaczej” list w sprawie samej Naczelnej sam się swą treścią i stylem przedstawia i dobrze, że został opublikowany, a nie schowany do segregatora okrągłego.  Reakcja na taki potok – może być właściwie dwojaka.

Albo podając do wiadomości treść, która jest wystarczająco zjadliwa i mało merytoryczna (co można po kolei na zdrowy nawet rozum zobaczyć go analizując) – czym sama się przedstawia – w ogóle nie komentować, albo też jednak spokojnie odpowiedzieć co zostało właśnie zrobione.
Poważnie się zastanawiam, czy jednak wchodzenie do magla po coś innego niż wyprasowanie i to tylko dużych kawałków pościeli – w ogóle ma sens. Jakby nie było otwiera spiralę nonsensów – czyli rozwinięcie tego co i tak każdy widzi. Daje okazję dla.
Zobaczmy po kolei a przykładowo, mówię to jako czytelnik, człowiek z boku, nawet nie  mieszkaniec dzielnicy a Krakowa jako miasta – co my tu czytamy.
Weźmy takie coś; Jest Pani osobą mocno tajemniczą. Przeważająca część ludzi z PO Pani nie cierpi. To albo tajemniczą, albo znaną (bo nie cierpi się – nie lubi lub lubi osoby znane z imienia nazwiska, fizyczności i zachowań). Czyli Pani Zamorska, która jest „nie cierpiana” nie może kandydować do miana kogoś w masce – właśnie tajemniczego agenta. Powiedzmy więc wprost jest nie lubiana, zaszła za skórę może ale autorowi/ce owego listu. Tyle i tylko tyle wiadomo.
Krakowska Gazeta Internetowa przewidywała przegraną Pana Kracika – ale czy to jej wina że przegrał? Znaczy tylko tyle, że Gazeta znała nastroje – co właściwie się powinno chwalić a nie – ganić i wskazuje na pólko działania sztabu Pana Wojewody. Używającego (tak zresztą jaki Pan Majchrowski) w walce wyborczej, możliwości wynikających z piastowanej władzy.
Jak dobrze pogrzebać w pamięci, to najbardziej pierwotnym, tym pierwszym – po wyborach wygranych przez Kaczyńskiego – wskazaniem elektoratu, była koalicja PO-PiS. I nawet tak ówcześni kandydaci PiS (nie PO) mieli to na swych ulotkach wyborczych. Raczej bym się zastanowił – co, i w jakim celu wepchało te dwie partie w konflikt nonsensowny i sprzeczny z wyrokiem wyborców. Nie pamiętamy? To przypomnijmy - tą sprężyną był paniczny strach części ludzi PO przed lustracją wyczyszczającą przedpole do naprawy sytuacji. Konflikt wepchał PiS w koalicję z Samoobroną i jej wyczyny skróciły los rządzenia i to z decyzji znów - Kaczyńskich, którzy stwierdzili – nie da się tak dalej ciągnąć – niech Wyborca decyduje. No i zdecydował – a teraz się dziwi. W tej sytuacji, Poseł J.Gowin jest przecież Osobą pasującą do tego pogranicza PO – PiS i na pewno Niesiołowski tak jak wcześniej Palikot – to nie są ludzie Jego retoryki i rozumienia zasad. Poza tym - widział koś kiedyś Pana J.Gowina z pianą na ustach jaka pojawia się na ustach Niesiołowskiego w trzecim – góra czwartym zdaniu Jego perror o haniebnym, nikczemnym, tragicznym i podłym PiS-ie To takie Jego hobby i chyba psycho-trauma. Po co się w to wpisywać? Można to robić tylko z czystej nienawiści. W polityce jednak, przypominam, w zasadzie nienawiść nie występuje w czystej postaci, jest tylko narzędziem, gdy trzeba jej użyć. Do straszenia. A  straszy się, gdy się samemu boi. No i wracamy znów do problemu tragicznych skutków gospodarczych braku lustracji. Nie podrzynania gardeł - jak się straszy kogo trzeba - a wyjaśnienia interesów i ujawnienia sznurków, za które poszczególni ludzie by mogli być pociągani. Do tej pory zaś – tych sznurków nie znamy.  Doświadczamy tylko skutków na przykład w postaci rozmów na cmentarzu w sprawie legislacji.
Bardzo też dla mnie zagadkowo brzmi zdanie; Wygrała Pani lekceważąc kandydata PO, który w  wyborach zaangażował znaczne kwoty oraz mocno naraził na utratę reputacji popierające go Katarzynę Matusik –Lipiec i Teodozję Maliszewską. Zaraz, zaraz o co pretensje czy o to że kandydat przegrał mimo, że wpompowano weń spore kwoty i reputację (?) bo Pani Zamorska stanęła na drodze? 
Z jednym się można zgodzić, że nie próba, a odgrywanie się na Pani Zamorskiej jest niezbyt mądre, a od siebie dodam – jest ważnym sygnałem dla wyborców – jak te Panie traktują i demokrację i Wyborców. Po prostu magiel i kompromitacja – ale to jest ich problem. Autor zaś widzi głównie – chyba tylko ze swej perspektywy – problem diet. Też dobre.
Po moich – i przecież i Pani Zamorskiej doświadczeniach z urzędnikami Pana Prezydenta Majchrowskiego, jakie były naszym i to wspólnym udziałem w trakcie Społecznego Form Konsultacyjnego (chodziło o PGO i problem konsultacji społecznych) z trudem tylko można mówić o sympatii do tej ekipy.
Gazeta w okresie wyborów zabierała głos. Nie sądzę by poparcie Pana Dudy było takim strasznym błędem – ale już na pewno pokazanie w drugiej turze, gdy Ten zniknął z pola walki,  tego co mówiła trzeźwa a nie życzeniowa ocena oraz znajomość faktów – świadczy tylko o racjonalności widzenia świata – i nic więcej.
Też jest dla mnie tajemniczą zadra z tytułu kontaktów z Panią Pateną. Pokazywać błędy PO – źle, mieć kontakty z Panią z PO – źle. To co byłoby dobrze?
Wydaje się, że problemem osoby atakującej jest to, że Pani Zamorska jakby nie poddaje się politycznej poprawności i w kontaktach z ludźmi nie patrzy kto jest skąd, a bardziej Ją obchodzi kto jest kim. Nawet nie – z kim. To rzeczywiście – straszne i niewybaczalne.
A końcowa porada – propozycja - wymagała chyba wielkiego wysiłku, by koniecznie dopiec. Czy dopiekła? Raczej nie – tylko pokazała jaka jest maksymalna moc silników maszyny używanej do ataku. Taka – co najwyżej -Wuefemka – jeśli kto pamięta co to było.
Więc przypominam. Popularny wśród ludu pracującego miast i wsi jednoślad wywodzący się z konstrukcji jeszcze przedwojennej – to i słaby mocą – ale w polu pyrkał nie do zdarcia. Ostatni widziałem taki przerobiony na traktorek i młockarnię.
Tyle, że młocką – nawet lokalnej polityki się nie załatwi, tylko można się napocić. I elektorat widzi tylko spoconego a wściekłego i się dziwi. 
Ależ atak! Czysty magiel.  
Podsumuję jako czytelnik.
Anonim (bo znany tylko Redakcji na własne życzenie – czyli nie potrafi podnieść przyłbicy – też ciekawostka typowa dla szeptanej obmowy z magla)
a/ nie lubi Pani Zamorskiej – to tak generalnie i con amore
b/ nie podoba się popieranie w wyborach
c/ zarówno kontakty jak i ich brak z PO uznaje za naganne
d/ wyrażanie własnych niekoniunkturalnych opinii, bez względu na schematy polityczne uważa za coś na granicy zdrady i nietaktu
e/ widzi pracę w Radzie tylko poprzez pryzmat diet. Przynajmniej tyle widzi w rozwiązaniu polegającym na zablokowaniu możliwości działania Osoby demokratycznie wybranej w wyborach. Legalnych Wyborach. Osoby nie wybranej przez koterię w kluczu zawodowym czy jakimkolwiek innym a normalnie. Bo fakty są proste. Wybrana? – wybrana. Może praktycznie i na co dzień pracować na dobro wyborców? – nie może. To stawia sytuację jasno. Kto tą pracę uniemożliwia – sam Autor listu do Redakcji wskazuje, na porozumienie i na próbę wyjaśniania niewyjaśnianego. Czyli „rozumiejący demokrację wedle własnego rozumu” są znani. I już wyborcy to wiedzą .
Co prawda to prawda.
Pozostałe finezje tekstu opuszczam a wszystkie same się okazują za siebie.
Lepszej reklamy rozsądku Pani Zamorskiej trudno by szukać.