Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie O spopielarni zwłok w Szpitalu Żeromskiego
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


O spopielarni zwłok w Szpitalu Żeromskiego PDF Drukuj Email
Opinie
środa, 23 marca 2011 13:02 | Wpisany przez fsd

Rzecz uruchomienia gotowej już od kilku lat spopielani przy Szpitalu im. Żeromskiego wraca. I będzie wracała do upadu. Tak uważam. Sprawa Planu zagospodarowania, łączącego się z możliwością uruchomienia spopielani zwłok jest ważna formalnie lecz kompletnie marginalna z punktu widzenia meritum kwestii.

Zauważmy – że samo żądanie uchylenia Planu, nie jest niczym innym jak tylko żądaniem zmiany prawa lokalnego pod kątem jednostkowego interesu. O tym potem  na koniec. 
Tej sprawy nie oceni się właściwie, jeśli się nie zauważy pewnego ciągu ruchów, które były podejmowane w przeszłości, a i nie będzie można zrozumieć wagi i znaczenia tego co będzie w tej sprawie lub raczej dla tej sprawy podejmowane niebawem. O tym co będzie robione nie trzeba wcale wróżyć. Wystarczy tylko przyjąć jako coś naturalnego i oczywistego to, że biznes i jego zabiegi następują z żelazną konsekwencją i trwają jak trzeba i przez czas wiele, wiele dłuższy niż kadencja samorządu.  W końcu Radnym się bywa, łaska wyborcy na pstrym koniu jeździ – a koń tej rasy jest nadzwyczaj płochliwy  i podatny na straszenie i manipulację. Groźba zwalenia jeźdźca jest całkiem realna.
Zaczynając myślenie o tej sprawie zwrócić należy w tym kontekście uwagę na pytanie czysto retoryczne; czy ktokolwiek podejmie wydatek i to ładnych paru milionów złotych bez jakiegokolwiek zapewnienia, że ma się na czym oprzeć, że wszystko będzie załatwione, że ta inwestycja ruszy? Bo dopiero jak ruszy, zaczynamy przecież mówić o interesie. Budowa nie trwa dwa dni, urządzenia też nie są byle jakie. Inwestycja zaczęła się bez zezwoleń – ale o tyle legalnie, że tytuł, na który się oparła jako budowa  był dopuszczalny – i nic nikomu było do tego, co i kto, oraz po co, w tych ramach buduje. Bramką jest dopiero dopuszczenie do użytkowania Trudno sobie wyobrazić, że ktoś uruchamia takie środki, bez wiedzy biznesowej, że całość mu się domknie. Zapewne dlatego, jaka - taka, skuteczność protestu jaki powstał parę lat temu, przy pierwszej próbie uruchomiania instalacji, przy właściwie gładkiej formalistyce, po której trudno by było spodziewać się przeszkód, była zaskoczeniem. Nikt też chyba sobie nie wyobrażał, że na tej przeszkodzie sprawa się zamknie i inwestor będzie oglądał stracone pieniądze z daleka i spokojnie. Tylko dlaczego dziś ogląda je jako stracone – a traci cały czas, bo instalacja i całość jest gotowa do startu i mogłaby przynosić zyski. Czyżby celowo ryzykował takie pieniądze? Nie chce mi się w to wierzyć.
No tak. Po drodze były wybory i mogło być tak, że ktoś kto dawał rękojmię powodzenia czy nadzieje, liczył na ich ograniczoną terminowość, a inwestor nie sądził, że mogą być kłopoty. Inaczej mówiąc źle przygotował  i fatalnie wykonywał plan biznesowy. Lecz mnie do tego nic i nie mój kłopot. W końcu na biznesie to On się zna a nie ja.   
Biorąc pod uwagę te komponenty można zaprezentować pewne zestawienie faktów
1.Trudno dyskutować z opinią, iż spopielania jest Krakowowi potrzebna.
2. Zjawisko – instalacja tak, ale nie przy mnie – nie dotyczy tylko tej jednej inwestycji – i nie jest wcale specjalnością Polaków.
3. Jest na pewno mało sensowne powoływanie się na fizyko-chemiczną szkodliwość spopielani i jej taką uciążliwość. Te instalacje dziś są na takim poziomie technicznym, iż właściwe ich użytkowanie takich uciążliwości nie generuje. Oddajmy tu sprawiedliwość. To raczej jest kwestia zagwarantowania sposobu użytkowania i kontroli jego realizacji w praktyce. Tak więc sprzeciw oparty tylko na tych przesłankach byłby kompletnie irracjonalny – i tak też z nim się walczy. Jednak o wiele  ważniejsze są zupełnie inne rzeczy.
4. W naszej kulturze i tradycji człowiek ma i ciało i duszę. Stąd – odczłowieczenie istoty ludzkiej, patrzenie się na człowieka jako funkcjonalny zespół pierwiastków zorganizowanych w tkanki – jest przyjmowane i to tylko jako cyniczna demonstracja ludzi odrzucających duchowość człowieka. Nawet małpy i ludy pierwotne – dla ułatwienia prowadzenia dyskusji w oderwaniu o teokratycznych poglądów trzeba to powiedzieć – mają poczucie odchodzenia umierających i zaznaczają kult umarłych.
5. Odczłowieczenie, technologiczne - byśmy powiedzieli – medycyny, jest czymś co kulturowo nie jest akceptowalne. Nawet NFZ tego nie wie traktując leczenie tylko poprzez pryzmat procedur i ekonomii, choć w dzisiejszych czasach realia o tej stronie leczenie wciąż przypominają. Wciąż jednak szpital nie jest taśmą produkcyjną . Są oczywiście klienci szpitali, którzy skłonni są je traktować na podobieństwo stacji naprawy samochodów. Wjeżdża lub jest wnoszony na lawecie obiekt chory i mechanicy mają go naprawić. Jak nie naprawią – znaczy że mechanicy są niekompetentni. Wszak w tym podejściu ma swe źródło znacząca cześć pretensji rodzin pacjentów do często rzekomych błędów lekarzy, choć nie rozmawiajmy teraz o humanizmie i rzeczywistej kompetencji w medycynie. Zmiany ostatnio proponowane przez właśnie odhumanizowane i zurzędniczane Ministerstwo – w tym względzie mnie przerażają. Wróćmy jednak do głównego nurtu.
6. Na tym tle, stworzenie jakby taśmy – do szpitala wchodzi chory – część wychodzi „naprawiona” – a nienaprawialni – lądują w następnym budynku ciągu technologicznego czyli spopielani, budzi głęboki kulturowy sprzeciw. I nie jest to wcale rzecz nowa.  Pamiętamy aferę, w której jej ważnym składnikiem był system powiadamiania Zakładów Pogrzebowych o zgonach. Zakłady te ustawiły się w takim samym ciągu i gdyby zdjąć ze sprawy, to czego ich działalność dotyczyła, nie byłoby nic zdrożnego w „marketingowych” zabiegach o „materiał do przerobu”. Takie podejście budzi odrazę i sprzeciw właśnie dlatego że mówimy o zmarłych nie o technologii i automacie. Sprzeciw ubierany w irracjonalność zachowań wobec samej instalacji i procesu.
7. Ważna jest jeszcze w tej sekwencji bardzo niepokojąca sprawa. Oto inwestor jakby z góry zakłada, że „to się załatwi”. I po raz kolejny Miasto staje prze swoistym szantażem kogoś. Z tej perspektywy popatrzmy na wiele procesów inwestycyjnych i tzw. biznesów Miasta. Swą niezaradnością czy raczej brakiem mechanizmów obronnych przed długotrwałym i metodycznym – sięgającym nieraz ponad kadencję działaniem kręgów biznesowych Urząd mnie co najmniej zastanawia. Tymczasem w każdej sprawie interes musi być dwustronny. A tu? Mamy Kraka, Parking na Placu na Groblach, inwestycji budowlanych na Kazimierzu co najmniej kilka, kombinacje związane z PGO i Spalarnią odpadów komunalnych (przepraszam Zakładem Termicznej Utylizacji Odpadów – Ekospalarnią – inaczej być nie może przecież) i też z tą omawianą spopielarnią  Ta wybudowana bez zezwolenia – gdyby ktoś tak wybudował dom mieszkalny - natychmiast miałby na głowie Inspektora Nadzoru Budowlanego i nakaz rozbiórki. Są przykłady Można powiedzieć inwestor sam zaryzykował. Co to znaczy zaryzykował? Miał silną nadzieją, że Miasto i tak się ugnie. Ileż w końcu w mieście jest zaakceptowanych samowolek? Mało?
Gdyby nasz inwestor  kiedyś poszedł prosto, byłaby inna rozmowa. Może ocenił że tak to nic nie da się zrobić? Jego i Miasta to problem nie mój. Jednak wtedy po uzyskaniu od Miasta oficjalnej promesy zgody – odpowiednio wyrażonej mógłby podjąć działania we współpracy z Miastem i mieszkańcami. Może nie tymi, by właśnie po przemyśleniu nie zachować się jak technolog ciągu – od chorego do zmarłego, a może inaczej – ale zacząłby rozmawiać, bez działania zza węgła, z zaskoczenia, bez zezwoleń, faktami dokonanymi. Tą inwestycję potrzebną dla miasta, można by było już dawno konsultacyjnie i merytorycznie opracować. Kosztowałoby to? Długo by trwało? A ile kosztuje brak tej instalacji i ile czasu rzecz trwa i na jakim jest etapie? Bilans jest jednoznaczny a zaczynamy od zera czyli z tamtymi już poniesionymi stratami. To jest chyba wystarczająca nauczka.
A co będzie z tą konkretną spopielarnią?  Jest ona dla mnie papierkiem lakmusowym – próbą dla władz miasta, na ile strukturalnie są ona odporne na szantaż, a ciąg dalszy tej sprawy potrzebnej  i wcale fizykalnie nie groźnej instalacji, powie wyraźnie o umiejętności korzystania ze znanych i podanych do wiadomości sposobów komunikacji ze społeczeństwem.