Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Kościół z dala od polityki?
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Kościół z dala od polityki? PDF Drukuj Email
Opinie
sobota, 16 kwietnia 2011 11:58 | Wpisany przez fsd

W nawiązaniu do tekstu p. Teresy Stanek. Pamiętamy jak o w ostatnich wyborach – im kto silniej wmontowany w politykę i z niej i to dobrze żyje – tym głośniej krzyczał „z dala od polityki”. Tylko małe dziecko we mgle na takie coś się nabierało. Zastanówmy się  bliżej nad tą obiegową opinią; Kościół ma się nie mieszać do polityki.

Polityka jest płaszczyzną społecznego działania. Jest sztuką porównywania racji dla wyrażania swoich interesów indywidualnych i grupowych. Uzgadnianie zachowań ludzi grup i społeczeństw, które są wzajemnie zależne i których interesy mogą być nawet rozbieżne, jest istotnym celem działań politycznych. W demokracji, która jest systemem społecznym (jednym z wielu systemowo, nie jedynym, ale u nas obowiązującym) – mają być uwzględniane interesy i tych silnych i tych słabych.
Przyjmując tylko takie, neutralne (nie mówimy przecież o orientacjach prawica- lewica) określenie, to gdy mamy do czynienia z grupą ludzi złączonych jednakową ideą, zasadami – prawnie dopuszczalnymi, nie zakazanymi, a grupa  ta jest pozbawiana możliwości zbiorowego okazywania tych swoich zasad i obrony interesów grupowych w każdej płaszczyźnie, w tym i poprzez swobodę wypowiedzi i działania swej elity – to nie sposób inaczej tego nazwać jak dyskryminacją. Wykluczenie więc reprezentacji jednaj grupy – na przykład osób. tylko dlatego ze deklarują się jako osoby wierzące, jest wprost dyskryminacją - tu,  ze względu na wiarę. I my się mamy godzić z żądaniem milczenia Kościoła w sprawach politycznych,  jako z postulatem oczywistym? Daliśmy sobie to zdanie narzucić.
Nie na darmo jednym z ważniejszych taktycznie kierunków działania komuny przeciw Kościołowi, było dążenie do jego izolacji od życia społecznego. Wiara ma być prywatą sprawą – zapędzoną za zamknięte drzwi, ma być nieobecna w życiu społecznym. A życie społeczne to polityka – nie da się tego ukryć. W tej kwestii wystarczy przywołać reakcje, decyzje, posunięcia i teksty księdza, biskupa, Metropolity, Ojca Świętego – dziś Błogosławionego Karola Wojtyły – Jana Pawła II. W szczególności, i tylko dla przykładu, cała homilia wygłoszona na Błoniach w czasie II –iej Pielgrzymki do Polski, czy wystąpienie w Sejmie – w centrum polityki i poczynione do polityków, są wzorcem wypowiedzi stricte politycznych,  ale nie ingerujących w bieżące kwestie, nie angażujących powagi Kościoła na rzecz konkretnego ugrupowania. Zdecydowane zdanie w sprawach moralnych – nawet sprzeczne z sztandarowymi hasłami jakiegoś ugrupowania – daje Wyborcy informację o nieprzekraczalnych granicach zła. Jeśli by to uznać za wypowiedź polityczną – to akceptowalibyśmy odebranie Kościołowi prawa do ocen moralnych.
W takim razie czym w ogóle Kościołowi by wolno było się zajmować?   
Już jako Papież Jan Paweł II mówił  nam – nie może mnie to nie obchodzić, to jest ojczyzna moja, to jest Matka moja. Nie było tak, by sprawy publiczne Go nie obchodziły. Wręcz odwrotnie – o nie się troszczył. Dziś – proszę zauważyć - samo słowo „Ojczyzna” ma być zaściankowe, ma być jedynie synonimem sztandarów, haseł – a nie przekonań – te mają być koniecznie internacjonalne i „postępowe” - w kwestionowaniu zasad.
Istotną sprężyną napędzającą chęć eliminacji Kościoła z dyskursu społecznego jest nie tyle ideologia, co chęć pozyskania spolegliwego, oderwanego od zasad, w więc dobrego bo posłusznego rynkowego klienta, i w sferze materii – przy kasie, i w sferze idei – przy urnie. Nic wiec w tym dziwnego, że Kościół – przeszkadza. Wstydzę się, że jestem Polakiem, dodają i to ma być atest rozsądku i światowości.
Polityka jest polem dyskursu publicznego pomiędzy różnymi punktami widzenia, interesami. „Wiara” ateistyczna (czyli w to, że Boga nie ma, co podkreślmy jest też rodzajem wiary, że tak jest), ma swych zorganizowanych i siłowo już skutecznych orędowników. Zaczynają mieć oparcie w „demokracji” ludzi, zanurzonych w relatywizmie jako ważnej wartości. Warto sobie wyobrazić, co by w dzisiejszej sytuacji powiedzieli i jak by reagowali Wielcy; Kardynałowie: A.Hlond, A. Sapieha,  S.Wyszyński czy Jan Paweł II. Oni widzieli, że Kościół stoi na Narodzie, a Naród bez wiary zniknie. Jak więc Ci wielcy Pasterze by się dziś odnosili do  – konkretnie; tragedii Smoleńskiej, potwarzy z tzw. śledztwem w tej sprawie, do woli ludzi czczących pamięć Prezydenta i Elity Rzeczpospolitej – i co by robili wobec używania emocji dla uzyskiwania koneksji politycznych, czyli bezgłośnego zdobywania kolejnych pól do zniewolenia Narodu - możemy sobie tylko wyobrazić. Warto też identyfikować, kto w istocie te emocje generuje i podsyca. Pamiętajmy, że pierwszym ruchem Pana Prezydenta było zakwestionowanie Krzyża wywołujące łatwe do przewidzenia emocje. Tak łatwo się mówi – Naród jest instrumentalnie dzielony. Czy jednak nazywanie rzeczy po imieniu jest skłócaniem, a zamiatanie pod dywan i polityka pustych gestów – jest zgodą? Kto więc dzieli? Podział przez pogardę dla moherowych beretów, został wprowadzony dużo wcześniej i właśnie instrumentalnie. Mamy podstawy do realistycznych przypuszczeń, co do możliwych reakcji tych wielkich Pasterzy – dziś. Przypomnijmy; uwięzienie, śluby, Nowa Huta - wspomnijmy tylko postawy i rozwiązania zastosowane przez Wielkich w wielu konkretnych sprawach. I każdy z Nich był oskarżany o uprawianie polityki. I nie bali się tego, wydumanego w istocie, zarzutu. Jak widać – nic nowego w neokomunie.
Czyż nie jest racjonalne – powiedzieć; wyrażamy swoja opinię, przedkładamy nasz punkt widzenia i oczekujemy spełnienia naszych oczekiwań
I znów Jan Pawel II – powiedział – można Chrystusowi powiedzieć NIE – ale w imię czego wolno to zrobić i to jest nasz punkt widzenia, który głośno wyrażamy. Wygląda na to, że znów mamy Nielegalny Naród, Nielegalny Krzyż a niedługo – nielegalną wiarę i nielegalne niezależne myślenie. Lata pracy medialnej środowisk ateistycznych, wyrywających ludzi wiary drogą drobnych – wydawałaby się mało istotnych kroków – poddaje pod akceptowalną wątpliwość nawet i podstawowe prawdy; o roli i wadze wiary i jej symboli w życiu ludzi i zbiorowości, o ścisłym związku Polskiej państwowości z postawą wiary w istnienie Boga, czy nawet o priorytecie praw Boskich jako norm nadrzędnych. Pojawiają się i co gorsze - są przyjmowane za oczywiste, takie choćby rzeczy jak ateizacja jako objaw (rzekomo) neutralności światopoglądowej, „postępowość” uznawania związków homoseksualnych, przyjmowania metody in vitro czy aborcji jako procedur leczniczych, a nawet takich drobnych zupełnie, a istotnych przewartościowań pojęć jak „adopcja” (ta dziś może dotyczyć zwierząt) „miłość” (redukowanej do technik współżycia) „odpowiedzialność” (widzianej tylko jako zbyteczne obciążenie) „tolerancja” (jako postawa wymagająca rzekomo tylko bezwzględnej akceptacji „światłych” czyli ateistycznych poglądów) „dyskusja” (jako monolog jedynie słusznych wykładni) itp. Za tym idzie rozpowszechnianie – zwłaszcza wśród osób młodych – oglądu Kościoła jako rodzaju ośrodka uzurpacji niedemokratycznej władzy, pazernej na mienie nienależne i dusze swobodne – który w demokratycznym społeczeństwie jest tylko godny eliminacji z życia publicznego, wepchnięcia w ściśle zamknięty obszar prywatności.
Trudno na to wyrażać zgodę. To realne zagrożenie i dla wolności ludzi wierzących i dla wspólnoty jak całości. Nie jest to wcale fikcja – poglądy młodych ludzi potrafią nieraz przerazić. Uskrzydlić też – ale już znacznie rzadziej. I tego zostawić bez przemyślanej reakcji nie wolno.
Nie są to więc wcale rzeczy marginalne. Najistotniejsze w tej manipulacji – są pokazywane tylko jako spór stricte polityczny. I ta konwencja choć narzucana, jest przyjmowana. A narzucana jest nie bez powodu. Obecna władza, co trudno nie zauważyć, dość konsekwentnie zmierza do władzy totalnej. Z dużą siłą ujawniło się to w zachowaniach obecnego establishmentu bezpośrednio po katastrofie Smoleńskiej. Wszak Ci Panowie nie zajmowali się tym jak skutecznie i godnie zachować się wobec samego wydarzenia, a raczej byli zajęci błyskawicznym i częściowo przeprowadzanym z naruszeniem prawa przejmowaniem kluczowych resortów i organów państwa.  Zaspakajali głód władzy totalnej. Skutki dziś odbieramy naszą pozycją w śledztwie, nocną operacją z tablicami, „wspaniałym” kontraktem gazowym, przedmiotowością w grze interesów pomiędzy mocarstwami itd. Używa się spraw światopoglądowych już czysto instrumentalnie Misterna gra propagandowa przeciw pamięci Tego, który o triadzie „Bóg Honor Ojczyzna” myślał dosłownie, doprowadziła do tego, że sam Kościół przestał słyszeć Brońcie mi tego Krzyża od Bałtyku po Tatry. Dał sobie narzucić, że to sprawa polityczna.
Cóż może stać na przeszkodzie by zaakceptować Krzyż?  Stoi na przeszkodzie uważam jedno. Rozwiązanie „konfliktu” odsłoniło by inne problemy, w tym i gospodarcze, te by bowiem wyszły na pierwszy plan. Spór ideologiczny jest łatwy do podsycania, dając dodatkowo wielkie szanse na realizację wspomnianej, starej rzymskiej jeszcze zasady „divide et impera” Zauważmy w tym kontekście, że Kościół jest też czysto instrumentalnie,  pokazywany jako „organizacja” i to na dodatek anachroniczna. Czy racjonalne jest w tej sytuacji przyjmowanie kłamstwa o konieczności rzekomej apolityczności?
Inaczej mówiąc – „wierzący – w niewiarę” ateiści – mogą wprowadzać swoją „wiarę”  jako państwową, mają pełną dyspozycyjność tym narzędziem jaką jest działanie polityczne, a wierzący mają być z definicji tego środka dyskursu społecznego pozbawiani i spychani na margines? Nigdy Kościół, tak dalece i dobrowolnie się nie zgadzał na marginalizację. W dziejach był, i znieważany, i zwalczany, i marginalizowany – ale nigdy z tym się nie zgadzał. 
Ponoć – Kościół musi być nowoczesny – bo młodzi odchodzą. Znika w ogóle pytanie – co to znaczy być nowoczesnym i czy rzekome odchodzenie młodych, ten ma motyw za swój powód. Czy nowoczesność ma polegać na likwidacji Dekalogu, głosowaniu nad zasadami etycznymi, dowolności zachowań? Młodzież wcale tego nie oczekuje – dowodzi tego i Światowymi Dniami Młodzieży i swym zachowaniem i obecnością na Polach Lednickich. Oczekuje odnośników.  Usunięcie punktów stałych, paradoksalnie odstręcza ludzi, w tym i młodzież szukającej właściwie wszystkiego na czym się można oprzeć. I znów, jaka jest prawda w relacji Kościoła do słowa polityka, wykazał praktyką Jan Paweł II. Czyż Jego Pielgrzymka do Meksyku, wszystkie kolejne odwiedziny Ojczyzny, nie były polityczne? Choć obywały się bez ingerencji w bezpośredni dyskurs bieżącej polityki i były niezgodne z polityczną poprawnością. Stawiały ludziom wymagania, a nie proponowały dostosowania Kościoła do wymogów wygody ludzi. Wykładnia prawdy, którą inni bali się mówić,  była siłą polityczną samą w sobie.
W rozmowie na te tematy – powalającym argumentem ma być (cyt!)– nie żyjesz widać wśród ludzi – nie słyszysz, co ludzie mówią. I jest to dla mnie najbardziej skandaliczny – nie boję się powiedzieć, i bezmyślny argument. Właśnie dlatego, że ludzie coś powszechnie uznają, mamy przyjąć ten punkt widzenia i zarzucić obowiązek pokazywania zasad, wyjaśniania kłamstw założycielskich i zaniechać przeprowadzania dowodów prawdy? 
To, że lansowana jest na przykład teza o oczywistości i powszechności oczekiwań spełniania jako prawa, dopuszczalności aborcji czy zawierania związków homoseksualnych, ma oznaczać, że Kościół ma się dostosowywać do tych oczekiwań pod dyktando ludzi zwalczających Kościół – jak powiedziano - dla swoich zupełnie innych celów? Jeśli w ogóle pozostać w tej logice rzekomego „przyciągania” „klienta” – czym propozycja Kościoła będzie się różniła do innych niezwykle niby - postępowych trendów?
Czyż nie jest widoczna wręcz absurdalność takiego stawiania sprawy?
I nie można też zapominać o tej podstawowej prawdzie mającej wymiar reakcji społecznych i politycznych To jest znak któremu sprzeciwiać się będą. Czyli mamy prawo z tym sprzeciwem się zgadzać, mamy głosić jego afirmację? Koniunkturalne dostosowanie się do obiegowych opinii – to też wyrażenie zgody na wykonywanie ruchów pod dyktando ośrodków dysponujących mediami.
Klasyczne działanie na swoją szkodę. Przykładów jest aż nadto.