Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Koniec ery silnego złotego
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Koniec ery silnego złotego PDF Drukuj Email
Opinie
poniedziałek, 22 września 2008 13:37 | Wpisany przez Janusz Szewczak
Media donoszą o czarnym piątku – 5 września 2008 r. – kiedy kurs złotego spadł o 1,5 proc., a WIG20 stracił aż 4,14 proc. Analitycy są zaskoczeni i już myślą, jak usprawiedliwić swoje dotychczasowe analizy przewidujące poprawę na GPW i dalsze umacnianie się złotego oraz odporność naszego kraju na recesję i obietnicę spadku inflacji od sierpnia oraz ciągły wzrost gospodarczy, które jak widać stają się coraz mniej aktualne i odchodzą w przeszłość. Coraz wyraźniej rysują się tendencje spowolnienia gospodarczego w Polsce. Szybko i znacznie rosną ceny, rozpędziła się inflacja.

Będzie jeszcze drożej
Systematyczne i drastyczne podwyżki cen regulowanych głównie energii elektrycznej, gazu, paliw, wyrobów akcyzowych, sztuczne umacnianie złotego poprzez kolejne podwyżki stóp procentowych (w ostatnich dwóch latach – osiem kolejnych podwyżek) i zapowiedzi następnych na jesieni tego roku, są nam serwowane przez Radę Polityki Pieniężnej. Nastąpił drastyczny wzrost inflacji 5 proc. w sierpniu, pod koniec roku można się spodziewać, że osiągnie ona nawet i 6 proc. Rosnący deficyt obrotów bieżących to już ok. 5 proc. PKB. Pod koniec roku można się spodziewać, że będzie wynosił on nawet 6 – 7 proc., a to już wielkości alarmowe.

Początek osłabienia
Złoty zaczął wyraźnie tracić na wartości. Pod koniec roku może osiągnąć poziom 3,5 – 3,75 zł do euro, 2,70 – 3 zł do dolara. Już dziś co bardziej zapobiegliwi zamieniają swoje depozyty złotowe na walutowe, a w niektórych kantorach widać kolejki po waluty. Windowanie wartości złotego, z którego uczyniono jedną z najsilniejszych walut świata, głównie w wyniku stałego podnoszenia stóp procentowych w Polsce, miejmy nadzieję ma się ku końcowi. W ostatnich dwóch latach wystąpienia niektórych członków RPP wyraźnie wpływały na skalę oprocentowania kredytów, ale również w sposób znaczący na wartość krajowej waluty. Pobito wszystkie dotychczasowe rekordy w kolejnych zapowiedziach polityki zaciskania stóp procentowych. Prześcigano się w informowaniu o tym, o ile i kiedy powinny wzrosnąć stopy procentowe. Tak jakby to była normalna praktyka przedstawicieli wszystkich banków centralnych na całym świecie.

Raj dla spekulantów
Złoty przez ostatnie dwa lata był wysoko oprocentowaną walutą. Dawało to większy zarobek inwestorom zagranicznym. Zyskiwali podwójnie z tytułu wzrostu wartości waluty i z tytułu wzrostu oprocentowania. Każda zapowiedź podniesienia stóp procentowych prowadziła do wyraźnej aprecjacji polskiej waluty, z wiadomymi skutkami dla eksporterów. Czyżby członkowie RPP nie pamiętali o treści przysięgi, jaką składają, że będą działać z pełną bezstronnością? Tymczasem w ostatnich czasach złoty stał się ulubioną walutą światowych i europejskich spekulantów. Jeżeli traci ok. 30 gr wobec dolara i ok. 20 gr wobec euro, jeśli w stosunku do dolara osłabia się aż o 20 proc. to widać wyraźnie, jak niestabilną potęgą walutową jesteśmy.

Recesja w Europie
Jeśli spowolnienie gospodarcze będzie postępować w Eurolandzie w takim tempie, spadać będą w tak szaleńczym tempie zamówienia w przemyśle Niemiec, to najwyższy spadek od sześciu lat, a także we Francji, Anglii, Włoszech, pogłębi się deficyt handlowy Polski. Na koniec roku może wynieść ok. 20 mld euro. A pogłębi się on z pewnością, bo już dziś jest to ok. 2 mld euro w skali miesiąca. To przełoży się szybko na wzrost deficytu obrotów bieżących, obecnie to tylko ok. 5 proc., ale pod koniec roku może to już być 6, a nawet 7 proc. Jeśli inflacja wzrośnie na przełomie roku do poziomu 5,5, czy nawet 6 proc. to trzeba będzie jeszcze drastyczniej zweryfikować pesymistyczne przewidywania co do wartości złotego.

Szok po upadku
W II połowie 2008 r. znacząco osłabnie popyt wewnętrzny, m.in. z powodu drastycznych podwyżek i wzrostu kosztów utrzymania. GPW jeszcze długo nie podniesie się z opresji w jakiej się znalazła. TFI już od ponad pół roku tracą środki, a klienci nieprzerwanie wycofują gotówkę – wartości idą już w dziesiątki miliardów złotych. Już wkrótce będziemy mieli pierwsze upadki małych i słabych finansowo funduszy krajowych, bo naiwnych jest coraz mniej. Również OFE, pomimo stałego dopływu żywej gotówki z ZUS, ponoszą nadal straty, a wyniki są wciąż ujemne. 1 stycznia 2009 r. ujrzymy skalę bieda-emerytur z II filara.

Bajki Ministerstwa
Ministerstwo Finansów planuje budżet państwa na 2009 r., nadal błądząc w obłokach i prognozując nierealne wskaźniki markoekonomiczne. Średnioroczną inflację na poziomie 2,9 proc. i wzrost PKB na poziomie 5 proc. raczej można włożyć między bajki. Będzie dobrze, jeśli inflacja ukształtuje się na poziomie 4 – 5 proc., a wzrost na poziomie 3,5 proc. Ministerstwo Finansów szacuje również mało realistycznie ubytek dochodów z tytułu niższych stawek PIT (w 2009 r. będzie to 18 i 32 proc.), szacując je tylko na poziomie 4 mld zł. Oby nie zrobiło się z tego dwa razy tyle. Na pieniądze czekają: służba zdrowia, nauczyciele, sędziowie, kolejarze, sfera budżetowa, górnicy i hutnicy. Dokąd więc zmierza nasza waluta tak wychwalana przez ostatnie lata przez naszych analityków bankowych? Czy czarny piątek to nic nieznacząca korekta, zwykła rynkowa wycena waluty krajowej bez związku z naszymi fundamentami gospodarczymi? Czy raczej przesłanie wynikające z fundamentów, wynik ewidentnych błędów popełnionych w polityce gospodarczej, pieniężnej, fiskalnej, popełnianych z resztą nie od dzisiaj, ale od wielu już lat?

Po uszy w długach
Polacy toną w długach, choć oczywiście relacja zadłużenia do PKB w skali europejskiej jest jeszcze bardzo przyzwoita, ale zamożność Polaków jest zdecydowanie inna. Kredyty gospodarstw domowych przekroczyły 300 mld zł, kredyty hipoteczne to ponad 100 mld zł. Kredyty niespłacalne w terminach, czyli tzw. kredyty zagrożone wynoszą ok. 12 mld zł. Zaległości i kredyty na kartach kredytowych to blisko 11 mld zł. Aż 22 proc. Polaków przyznaje się, że wydaje więcej niż zarabia. 55 proc. kredytobiorców dziś przyznaje, że ma coraz większe problemy ze spłatą swych zobowiązań. Kredyty i zobowiązania stale niespłacalne przez gospodarstwa domowe sięgają już ponad 7 mld zł. Co najmniej 50 proc. Polaków nie ma żadnych oszczędności.

Sobie na ratunek
Coraz bardziej widać problemy z płynnością na polskim rynku finansowym. Instytucje finansowe, w tym banki, zaczynają mieć poważne problemy z finansowaniem swoich rozdmuchanych ambicji w ramach akcji kredytowej. Walczą o depozyty i to pomimo 20 – 30 mld zł wycofanych z TFI już dawno trafiło na ich konta. Wystarczy popatrzeć na oprocentowanie 2-letnich lokat, czy niektórych rachunków oszczędnościowych. Ich wartość wzrosła w ostatnim okresie o 11 proc. Ponad połowa z 300 mld oszczędności Polaków w bankach przypada na rachunki bieżące (155 mld zł).

Sprzeczna polityka
Fed, Bank of England, Europejski Bank Centralny, Bank Japonii albo nie podnosiły w tym okresie znacząco stóp procentowych, albo wręcz je obniżały. Dziś w USA stopy procentowe kształtują się na poziomie 2 proc., przy inflacji rzędu 5,6 proc. W Japonii stopy procentowe są na poziomie 0,5 proc. EBC utrzymuje stopy na poziomie 4,25 proc. i nie zamierza ich podnosić, a wręcz w najbliższej perspektywie zamierza je obniżyć o blisko 1,75 proc. To wszystko tłumaczy dlaczego polski złoty zyskiwał na wartości, kiedy waluty takie jak dolar czy funt brytyjski wręcz przeciwnie – traciły.

Rośnie obsługa długu
Koszty obsługi długu publicznego mogą w 2009 r. wzrosnąć o 15 – 20 proc., głównie z powodu rosnących stóp procentowych w Polsce. Obsługa długu staje się coraz droższa. Tylko w tym roku to blisko 28 mld zł, w przyszłym będzie to aż 33 mld zł. Wiadomo, gdy dług rośnie, waluta słabnie, rosną stopy procentowe, trzeba oddać więcej. A my mamy ograniczyć deficyt finansów publicznych do 1 proc. PKB w 2011 r. Skoro złoty się osłabia i będzie się osłabiał, to nasza waluta nie zrekompensuje budżetowi rosnących kosztów obsługi długu publicznego, a zwłaszcza tego długu krajowego.

Prosty wybór
Fed mówiąc głośno o potrzebie walki o silnego dolara po cichu zrobił wszystko, by go osłabić i wypchnąć z amerykańskich magazynów zalegający towar. Amerykanie skutecznie wspierają swój bilans handlowy i konsumentów, również dzięki zakupom naszych rodaków. Polacy od wielu miesięcy kupują wszystko co zagraniczne, bo to towary tańsze. Zwiększamy nasz deficyt handlowy, deficyt obrotów bieżących, zadłużamy się w walutach zagranicznych. Oto prawdziwe zalety przewartościowanego złotego. Niektórzy decydenci mimo to nie chcą nadal zrozumieć, że lepiej mieć silną gospodarkę i silna klasę średnią niż silną walutę, zwłaszcza przejściowo.


Janusz Szewczak
Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym