|
Gdyby ktoś wpadł na pomysł by małpie dać brzytwę i bronił tego pomysłu – iż oto, być może, ona się czegoś nauczy, zrobi coś dobrego – to znając możliwości małpy (bo jaka ona jest każdy wie) – pomysł ten nie znalazłby poparcia nawet w demokracji, a przewidujący efekty nie mógłby być ogłoszony wizjonerem bo efekty są pewne.
I choć z podobnymi sytuacjami mam do czynienia od lat i gdy mówię, że przewiduję to, a to, słyszę, że jestem pesymistą, że kraczę, że nie myślę pozytywnie, że mówię ogólniki nie mając przełożenia na rzeczywistość. I co? – Jak się sprawdza mam powtarzać – a nie mówiłem? Żadna to satysfakcja, a raczej smutek. Tym razem – lokalnie, sprawa jest poważna Można właściwie i należy, powiedzieć – komu ludzie dajecie prawo decyzji i czy wyciągacie jakiekolwiek wnioski z tego, co się wokół Was dzieje? I tylko dlatego poruszam sprawę. Kto nie pamięta lub nie czytał, co wypisywałem szacując efekty oparcia się o taką umowę, jaka została zawarta w sprawie Parkingu na Groblach – ten może sięgnąć do archiwum Krakowskiej.info Pisałem to wtedy, nie znając jeszcze cen jakie wyznaczy użytkownikom zawiadujący tym Parkingiem. Przypomnijmy tylko – w zamian za wybudowanie parkingu podziemnego, miasto oddało na 70 lat zyski z jego eksploatacji. Próbowałem zrobić szacunkowy bilans tego interesu. Wtedy szacowałem całkiem na oko, że po kilku latach - powiedzmy 6 - góra 8-miu (a przyjąłem cenę 3-4 PLN / za godzinę i stosowne do tej ceny i miejsca, obłożenie klientami), zwraca się koszt budowy wraz z odsetkami kapitałowymi, a reszta to dar niebios dla firmy. Ściślej dar od Miasta. Polityka cenowa Firmy okazała się, w mojej ocenie samobójcza – lecz to jest jej problem. Lecz jest ona też zabójcza dla interesu Miasta – a to on głównie mnie tu obchodzi. Obchodzi jako mieszkańca, mając nadzieję, że w Krakowie turysta jednak wnosi do kasy Miejskiej zdrową i żywą gotówkę. Nie sądzę by Miasto się chciało opędzać od turystów jak od natrętnych much. Przed budową parkingu i remontami (chyba pomyślanymi jako metoda nagonienia klientów z parkingu, który był pod walami wiślanymi - do podziemnego królestwa zysku), w miejscu stanowiącym swoistą bramę powitalną każdego przybyłego – stały budy małego handlu. Budy jak budy – można powiedzieć ohyda na tle perły czyli Wawelu – ale były one dla turysty. Przyciągały klienta i interes szedł. Zyskiwali nie tylko handlujący ale i Miasto. I podatkami i przyciągniętym turystą i żywym tłumkiem. Dziś przy bierności Miasta – jego interes jest dyktowany sposobem eksploatacji Parkingu podziemnego i reorganizacją otoczenia. W miejsce placu przyjmującego potok turystów – mamy piękny, ale za to martwy plac spacerowy zaspakajający oczy estety. Jest podziemne coś, co ma robić za miejsce handlowe – ale tak jest ono chyba pomyślane by przypadkiem takim nie było. No i miejsce to ma gwarancję, że na mocy umowy z zarządcą Parkingu, żaden turysta nie będzie zawracał głowy, a jak już przez przypadek nawet trafi na ten podziemny parking i zapłaci za czas zwiedzania Krakowa – więcej tu nie przyjedzie. Śruba. Zarządca parkingu, za sprawą wyśrubowanej ceny, bez konieczności patrzenia na interes Miasta, zarobi raz a dobrze, mniej się narobi, zaoszczędzi substancję budowlaną na te 70 lat tak, by z nią przetrwać bez remontów, a Miasto może tylko liczyć straty. Aż w końcu przyzwyczai turystę – tu się Panie Turysto – nie przyjeżdża. Może Wydział Strategii, a może Promocji Miasta zapewne uczestnicząc w ustalaniu tej umowy (jak nie uczestniczył – to zapytam – dlaczego) takiego scenariusza nie przewidywał – bo cena za parkowanie nie była znana do ostatnich godzin przed otwarciem, ustalenia z Mieszkańcami poszły w kąt – a decyzje te, na mocy umowy zapadały bez uczestnictwa Miasta – hen w Madrycie albo jego okolicy. Dziś przypominam o swym krakaniu, nie tylko o dość tombakowej pozłotce całego tego interesu, skutkującego nie tylko samą budową ale i łupieniem Miasta z jego atrakcyjności dla Gościa – turysty – który powinien być raczej mile widziany, a nie odganiany. Przypominam bo właśnie – dziś - handlujący reagują jak Im instynkt nakazuje. Wynoszą się z powrotem na wały - tam gdzie turysta na nich się natknie, a nie pozostaną tam, gdzie się nawet nie dowie, że może coś kupić. Nie pomyślano oczywiście o próbie propagowania pamiątki krakowskiej, oryginalnej i nie byle jakiej. Ale to temat guma od lat – oporny na wszystko – bo wspomagania zmiany kierunku tu nie uświadczysz, Dalej smok i ciupaga. Smoka można przełknąć ale reszta? To samo co na Krupówkach i w Łebie. Myślę, że może któryś z polityków lokalnych wpadnie na pomysł porozmawiania z handlującymi, oszacuje straty jakie Miasto ponosi, podejmie próbę zahamowania skutków „lukratywnej” umowy w sprawie budowy Parkingu i organizacji handlu w jego otoczeniu. Gwarantuję, że handlujący od lat wiedzieliby dobrze, co należałby robić, a we współpracy z Architektem, specem od turystyki (jest nawet taki wydział na AWF-ie) i doświadczonym przewodnikiem potrafili by tu coś poradzić. Bo sama konstatacja „a nie mówiłem” i czekanie na dalsze straty – nic nie da. Na razie – daje. Tylko święty spokój - Urzędowi. No i powód do ruchów zdesperowanych handlarzy. No tak, ale jaka jest skłonność monowładzy do tego rodzaju rozmów - nie odwołujących się do „znanych” i „sprawdzonych” ekspertów od każdego tematu – z tematem konsultacji społecznych włącznie – już się też parokrotnie przekonaliśmy. I nawet skutki tej gry widziane gołym okiem, nie mieszają spokoju i poczucia bezwzględnej racji oraz konieczności prowadzenia konsultacji, bo tak prawo wymaga. No i by oczywiście dowartościować stronę społeczną. Może by tak w końcu dowartościować ale to, co się ma w ręku? Zauważyć propozycje i te dowartościować – zastosowaniem? Położenie tego parkingu właśnie każe myśleć o tych wartościach. Parking nie jest zbudowany hen za miastem w Psiej Wólce. To też ma swą wartość nie wliczoną chyba do umowy.







|