Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie Po co dzielnice?
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Po co dzielnice? PDF Drukuj Email
Opinie
wtorek, 28 czerwca 2011 10:12 | Wpisany przez Grażyna Zamorska

Piszę te słowa korzystając z doświadczeń   kilkumiesięcznego pobytu w Radzie Dzielnicy IV Prądnik Biały.  Czytelnicy gazety znają moje problemy z „grupą trzymającą władzę” w dzielnicy utworzoną przez dwukrotną radną dzielnicową ( z różnymi funkcjami po drodze) a obecnie posłankę PO Katarzynę Matusik –Lipiec. 

I praktyczne działanie tej grupy do słowa „demokracja” dopisało przymiotnik „socjalistyczna”. Prawdopodobnie w intencji organizatorki tej nienormalnej sytuacji  było uniemożliwienie mi jakiegokolwiek publicznego działania.  Jeżeli tak, to odniesiono skutek dokładnie odwrotny.  Może  kilkunastu dzielnicowych radnych mnie nie cierpi, ale otrzymywane wyrazy sympatii i poparcia  nie tylko z dzielnicy, miasta czy Polski, ale także od Polaków rozsianych po całym  świecie w pełni to rekompensują. Nawet większość wpisów w portalu „Uprzejmie donoszę”  pod tematem: "Grażyna Zamorska – polityk czy oszołom"  bardzo sympatycznie się o mnie wypowiada. A ilość czytelników znacznie przekraczająca 7 tys. bije na głowę wszystkie inne tematy. Popierającym dziękuję.
Wracając do tytułowego pytania mogę z pełnym przekonaniem napisać, że instytucja Rady Dzielnicy jest anachroniczna i zupełnie bez sensu. Utrzymuje się totalną  fikcję za społeczne pieniądze. Po co te biura, po co  te nieprzyzwoicie wysokie diety dla przewodniczących dzielnic, ich zastępców czy innych dzielnicowych funkcyjnych. To są wyrzucane w błoto znaczne kwoty w chwili gdy finanse miasta są w tragicznej sytuacji. Powtarzam – zlikwidować dzielnice, ale zachować radnych wybieranych tylko z mieszkańców danego okręgu. Przykładowo Teodozja Maliszewska kandyduje do rady nie z okręgu, gdzie mieszka tylko tam gdzie pracowała. Efekt jest taki, że w poprzedniej kadencji jej szkoła w Witkowicach   zagarnęła większość pieniędzy na remonty placówek oświatowych, które były przeznaczone na wszystkie  obiekty oświaty w dzielnicy. Żenującym w tym było to, że potulnie na to godziły się radne – nauczycielki z innych okręgów. Dlatego też radny musi kandydować  w swoim miejscu zamieszkania i tam , na co dzień, spotykać   się bliższymi i dalszymi sąsiadami.
Mnie do uczciwego wypełniania mandatu radnego za symboliczna dietę  137, 50 nie jest potrzebny skandalicznie pracujący przewodniczący Jakub Kosek, ani  biuro Rady.   Mam dyżury na osiedlu ( zawieszę je na okres  wakacji, ale w każdej chwili jestem dostępna telefonicznie, e-mailowo, lub osobiście gdy jestem w Krakowie), spotykam się z mieszkańcami na co dzień. Razem planujemy nasze dalsze przedsięwzięcia, starając się głównie niwelować długoletnie zaniedbania poprzedniej radnej dwu kadencji, dziś  wspomnianej już Katarzyny Matusik – Lipiec.
W sprawie funkcjonowania rad dzielnic - nie jest to moje odosobnione zdanie-   otrzymuję informacje o podobnych kłopotach radnych z innych dzielnic, którzy nie są  członkami PO albo ściśle z nią nie współpracują.