Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Opinie O likwidacji Rad Dzielnic - polemicznie
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


O likwidacji Rad Dzielnic - polemicznie PDF Drukuj Email
Opinie
wtorek, 28 czerwca 2011 19:37 | Wpisany przez fsd

Chciałbym krótko skomentować tekst Pani Zamorskiej nawołujący do likwidacji Rad Dzielnic. Obawiam się, iż reakcja na ewidentne wynaturzenie koncepcji funkcjonowania Dzielnic nie powinna pociągać za sobą wniosku tak dalece sięgającego.

Przyznając rację – że konstrukcja wręcz zachęca do wynaturzeń i do rodzaju wirtualnej działalności bardziej potrzebnej Radym Dzielnicowym jako trwający 4 lata lobbing swojej osoby do kandydowania do Rady Miasta. Lecz z tego, że ktoś z czegoś robi karykaturę nie powinno być argumentem przeciw tej rzeczy, a przeciw wykonaniu.
Trudno zaprzeczyć, że koncepcja utworzenia Dzielnic lat temu dwadzieścia była z wielu powodów konieczna i sensowna. Najważniejsze było założenie aktywizacji społeczności lokalnych i utworzenia „siatki” umożliwiającej detekcję problemów najbliższych ludziom.
Osobiście uważam iż zasadniczym powodem co najmniej słabego wypełnienia tego założenia jest uczynienie z Dzielnic rodzaju ciała doradczego i nieodpowiedzialnego amortyzatora pomiędzy obywatelem, a Radnym Miejskim – decyzyjnym. Radni Dzielnicowi mogą dowoli „szklić” o swych staraniach – ale zrobić mogą tyle ile wyrwą innym. Stąd tworzenie kółek miłośników i handlarzy dobrami – a tego efektem jest właśnie coś takiego jak opisane przez Panią Zamorską zgarnianie finansowania przez osobę o silnym przebiciu politycznym. Nie liczą się potrzeby i ich wyważenie, a kto kogo przeważy.
Zastanawiam się jak zrobić by rzecz naprawić, a nie wylać dziecko z kąpielą.
Gdyby zostały w ogóle zlikwidowane Dzielnice – pieniądze dziś przeznaczane na lokalne inicjatywy poszłyby do jednego wora i tam proces szarpaniny i to na poziomie Miasta z udziałem Prezydenta i jego służby by się powtórzył. Sytuacji by to nie zmieniło zwłaszcza, że to wtedy Radni Miejscy mieliby w większym stopniu do czynienia z bezpośrednim naciskiem obywateli. Pozornie lepiej, ale w rzeczywistości dostępność żadna, obieg informacji słabszy a reaktywność – nijaka.
Pozostając więc przy istnieniu Dzielnic – należałoby raczej stworzyć mechanizm kontroli obywatelskiej nad działaniami Rady Dzielnicy i uciąć możliwość traktowania Rady Dzielnicy jako odskoczni w karierze samorządowej. Samo kandydowanie i do Rady Dzielnicy i do Rady Miasta jest dowodem na takie podejście.
Drugim problemem jest to, że Radni Dzielnicowi mogą przy swojej bezsile opowiadać ludziom do woli o tym że „coś załatwią” „będą się starali”. Niech ludzie wiedzą w jakim zakresie ci Radni są w ogóle decyzyjni. I niech odpowiadają za słowa. Dziś takiego pola nie ma. Na przykład kwestie planowania przestrzennego są rzeczą, która musi być uzgadniana na forum miasta, ale stanowisko Dzielnicy powinno  być merytorycznie dyskutowane i to na terenie Dzielnicy, a nie tylko przyjmowane do wiadomości. Odsłania się całe pole realnych konsultacji, a nie „konsultacji” Ich wykonanie to byłoby faktyczne zadanie Radnego, pilotującego temat w Dzielnicy.
Podobnie – pula dana do dyspozycji Dzielnicy na inicjatywy lokalne – oznacza ręczne rozdawnictwo tych pieniędzy – kluczem oczywiście partyjnym. Tymczasem niech Rada Dzielnicy daje listę rankingową zadań – ale pieniądze na nie, powinni dawać Ci którzy za te pieniądze są odpowiedzialni – czyli Radni Miejscy kwitujący Zarząd Miasta.
Mogłoby to uciąć wręcz korupcyjne czy koteryjne interesy w Dzielnicy. Nie dałoby się powiedzieć, że inne szkoły poza jedną nie są ważne. 
By nie prowadzić tych dywagacji zbyt szczegółowo.
Sugerowałbym myśl – by raczej postulować pozostawienie Dzielnic jako detektorów problemów i wykonawców rzeczywistych konsultacji. A na to akurat Miasto wydaje spore pieniądze – ale jak – to Inna bajka – dziś poprzez system „koncesjonowanych” ekspertów i niezależnych-zależnych tzw. Przedstawicieli strony społecznej. Radnym Dzielnicowym przypisałbym rolę pilotowania takich spraw jako właśnie wybranym przedstawicielom społeczeństwa. Przedstawicielstwo nie może być mianowane. Nic nie stoi na przeszkodzie by w tych pracach brali udział ludzie z różnych niezależnych a zainteresowanych organizacji.
Idąc dalej konsultacje w sprawach o szerszym zasięgu mogłyby prowadzić Dzielnice we wzajemnym porozumieniu. Dopiero gdyby taka konstrukcja nie był możliwa do zbudowania – pozostaje rozkurzyć Dzielnice.
Pytanie jednak wtedy powstaje – co z ukształtowaniem w obywatelu przekonania o sensie działań  lokalnych. Powtórzy się – abstrakcyjnie działająca Rada Miasta – i obywatel ewentualnie mogący coś postulować indywidualnie. Pisz Pan do Książki Życzeń i Zażaleń.
A najważniejszą sprawą jest ciągłe pobudzanie inicjatyw lokalnych  – co z natury dla kadencyjnej Władzy jest koszmarem. Deklarować to można wszystko, ale już konsultować realnie nie wolno. Wszak o tym sami się przekonaliśmy i to nie jeden raz.
Władza kadencyjna przecież musi być kochana. O tym głównie marzy i to wymusza. Są przykłady „bezkonkurencyjnych” Burmistrzów, Wójtów – nad tym zjawiskiem bym się pochylił. 
Dziś jej właśnie służą lokalne koterie i te warto rozkurzyć odbierając im  narzędzia, którymi się posługują. Sama likwidacja Dzielnic nie tylko nic nie naprawi a wręcz sprawę lokalności –pogorszy. I dlatego nie szedłbym w tym kierunku
Uważam że warto podjąć próbę naprawy – przed rezygnacją z czegoś co w założeniu miało przynosić dobro.