|
Jednym z ważnych elementów dobrego rządzenia jest umiejętność przewidywania i oceny dopływającej informacji. Do tego w końcu, a nie do gier w policjantów i złodziei oraz do wyszukiwania drobnych przyjemności satrapy, społeczeństwo wybiera swych przywódców.
W systemach niedemokratycznych władca pozbawiony umiejętności przewidywania i korzystania z wiedzy po prostu sromotnie przegrywa z sąsiadami – Ci na pewno mu spokoju nie dadzą. W końcu jak można coś przejąć – czemu by tego nie zrobić? Ilustrując powyższe pokażmy, iż oto w Krakowie, ściślej – Małopolsce - dziś Władza stoi przed kolejnym problemem. Jednym z wielu, które by można było w tym oglądzie omawiać. Ten konkretnie dotyczy zbiornika Dobczyckiego. Obniżyć lustro wody - zwiększając retencję czy nic nie ruszać – co przynajmniej w jakimś stopniu ograniczy obciążenie zbiornika wody pitnej ryzykiem pogorszenia się jakości wody. I tak źle i tak nie dobrze. Obniżyć – ryzyko gorszej wody. Nic nie ruszać – mniejszy zapas retencyjny. Kwadratura koła. Cokolwiek Decydent nie zrobi może mieć niemiłą sytuację. Biedny Decydent? Otóż uważam, że wcale nie. Biedni to są ludzie Mogę tylko powiedzieć – to Decydent sam się wpakował w tą sytuację bo miał już dawno propozycję co robić i chyba nie pojął istoty starań ludzi dobrej woli, a dla ówczesnych, bieżących celów politycznych sprawę, delikatnie mówiąc – ominął. Można wręcz powiedzieć sabotował. Ludzie powinni, jak się wydaje, z całą ostrością zobaczyć właśnie teraz gdy jest ten nierozwiązywalny dylemat. Widziały gały co wybierały należy powiedzieć. Bo Ci co to lekceważyli i nadal lekceważą (czynem nie deklaracjami) to nadal Wielcy Władcy tego terenu. By to wyjaśnić powiedzmy w wielkim skrócie, że w Zbiorniku znajdują się zanieczyszczenia pochodzenia komunalno – przemysłowego (ok. 60%) i pochodzenie obszarowego – czyli wszystko to co zostaje wypłukane z pól zlewni (ok40%). I nie kłóćmy się tu o cyfry związane choćby z zanikiem rolnictwa jako takiego. Istoty to nie zmieni. Olbrzymie pieniądze są wydawane na kanalizację, oczyszczalnie, przepompownie i kolejne projekty zmian w sposobie ich wykonania – co przy ukształtowaniu terenu zlewni wcale nie jest ani proste ani stuprocentowo skuteczne. I to dobrze, lecz by sobie żyły wypruć – to te pozostałe 40% zanieczyszczeń obszarowych właściwie jest nie ruszanych. A problem zasilania zbiornika tym wszystkim co jest wypłukiwane z pól – w dużej mierze decyduje o biologii zbiornika. I wcale tu nie jest marginalną informacja, że zbiornik w momencie szybkiego kończenia budowy – z konieczności presji olbrzymiego deficytu wody dla milionowej aglomeracji wcale nie został doskonale biologicznie przygotowany – a potwierdzają to obecne badania warstw przydennych zbiornika a na dodatek to zbiornik na rzece górskiej niosącej nieraz znaczny ładunek wypłukanej gleby. W sumie zbiornik tak naprawdę pracuje jak oczyszczalnia Na przełomie lat 1990/2000 w ramach Małopolskiej Fundacji Rolniczej, z jej środków własnych został uruchomiony program Ekozlewnia. Były o czasy gdy pierwszy Burmistrz Dobczyc p. M.Pawlak po dwóch kadencjach znalazł się w Zarządzie Urzędu Marszałkowskiego. Dziś już powrócił jako już trwały i nie do zastąpienia mistrz zarządzania samorządowego. Piszę o tym dlatego, że program o którym mowa, został uruchomiony też i w oparciu o promesy wsparcia i ze strony Gminy, Związku Gmin Dorzecza Górnej Raby i Krakowa, Urzędu Marszałkowskiego i przy przychylności ówczesnych władz Miasta Krakowa i Urzędu Wojewódzkiego. Jego więc podjęcie było w rękach konkretnej Osoby – nie duszków. Taka promesa poparcia wydawała się zupełnie naturalna. W końcu cały program był dobrym rozpoczęciem wypracowywania drogi do zwalczania tych właśnie zanieczyszczeń zbiornika, pochodzących ze sposobu użytkowania ziemi. Aż się narzucała konieczność połączenia zmiany w podejściu do uprawy roli, aktywizacji zawodowej i wręcz tworzenia nowych miejsc pracy, z wyjątkowymi zupełnie walorami tych terenów i oczywiście – redukcją zanieczyszczeń. Tylko dla przykładu – uprawa ziemniaka – to tworzenie gotowych rynien spustowych wypłukiwanej gleby – a rezygnacja z tej uprawy na rzecz innych sposobów użytkowania ziemi – to redukcja ilości wypłukiwanej gleby i inna aktywność ludzi posiadających czasem zupełnie unikalne, dziś zapominane umiejętności. Rzecz wymagała zorganizowania i przekonania do sprawy nie jednego, a wielu rolników w jednej okolicy. Zmiana zachowania jednego – choć cenna – efektu by nie przyniosła. Program więc nosił w sobie ładunek pokazania perspektywy dla rozwoju całego terenu. Fundacja za swe pieniądze zdołała tylko zorganizować szkolenie certyfikujące (co w tamtych czasach nie było wcale takie proste) ponad 80 –ciu rolników zgrupowanych w 12 gniazdach rolnictwa ekologicznego- bo tak je sobie nazwaliśmy. Ponieść tu należy wielką rolę inż. W.Zawiślaka i dr. K.Rabsztyna w organizowaniu tej sprawy. Niestety tylko jeden jedyny ówczesny Wiceprezydent Krakowa Paweł Zorski rozumiejąc wagę tej sprawy dla bezpieczeństwa wody dostarczanej Krakowowi – na tyle na ile mógł wspomógł działanie Programu. Pozostałe obietnice zawisły w powietrzu i pod różnymi i to fałszywymi (braki formalne, których nie było!) pozorami nie zostały udzielone. Wygrały racje urzędniczo – polityczne. Fundacja po wyczerpaniu środków musiała się rozwiązać. Niewątpliwy sukces urzędniczy. W końcu łatwiej rozpisać wielomilionowy przetarg na wielka rurę kanalizacyjną, i czekać na pracę wykonawcy, niż podjąć trud rozmowy z poszczególnymi sołectwami, gospodarzami i organizacji ułatwiania Im innej działalności. Poza tym teoria – „jak mnie nie ma – to zobacz ludu - nic się nie zrobi, jestem niezastąpiony i nienaruszalny”, zdała polityczny egzamin. Działa do dziś. Pragnę drogim wyborcom zaproponować zastanowienie się nad tym czy rzeczywiście to Decydent jest tak biedny, czy też sam ludziom gotuje los niekompetentnymi wcześniejszymi decyzjami. Przywołam na szybko inny przykład. W Dobczycach była wielka zalewajka. Czy trafiło do opinii publicznej jaka była wtedy przepustowość sieci odprowadzającej wodę burzową i jak wygląda Plan Zagospodarowania, miasta które mając wiele innych walorów – ma się niby rozwijać w oparciu o przemysł? W latach 50 –tych to już było. Postęp to więcej stali i betonu. Szukajmy więc nie tylko w siłach przyrody, a w sposobie myślenia (albo jak kto woli – nie myślenia) i we własnych decyzjach wyborczych – i to na każdym etapie. |