|
Opinie
|
|
poniedziałek, 22 sierpnia 2011 18:20
| Wpisany przez Tadeusz Gola
|
|
To stare sformułowanie, że nieszczęścia „ chodzą parami” jest aktualne w szczególności w lotnictwie. Niedziela 21.08.2011 r. dla dwóch lotnisk Aeroklubu Rzeczypospolitej Polskiej były dniem katastrof samolotowych.
Pierwsza katastrofa wydarzyła się po starcie lekkiej awionetki z lotniska Łososina Dolna po uroczystościach i pokazach lotniczych z okazji 55 rocznicy działalności lotniczej. Pilot z pasażerem około godziny 19 wystartowali z lotniska trawiastego w Łososinie Dolnej wykonując zakręt na nakazany kurs, po przelocie kilku kilometrów samolot uderzył w ziemię roztrzaskując się na kawałki a pilot z pasażerem ponieśli śmierć . Obecnie komisja powypadkowa prowadzi sprawę wyjaśniając przypuszczalne warianty przyczyn zaistnienia katastrofy. Druga katastrofa w tym samym dniu zaistniała przed godziną dwudziestą podczas wykonywania procedury ( lot po dużym kręgu ) podejścia do lądowania na lotnisku trawiastym Pobiednik Wielki . Jest to lotnisko Aeroklubu Krakowskiego na którym stawiałem pierwsze kroki w lotnictwie jako pilot. Lotnisko jak i działalność Aeroklubu Krakowskiego odbywająca się na tym lotnisku jest dla mnie szczególnie bliska. Tragedia która się wydarzyła szczególnie mną wstrząsnęła . Nowoczesna awionetka typu „Cesna” wystartowała z płaszczyzny trawiastej lotniska prowadzona wprawną ręką doświadczonego pilota który do kabiny zaprosił na lot krajoznawczy trzy dziewczynki córki swoich znajomych. Lot przebiegał bez turbulencji i niekorzystnych zjawisk pogodowych. Przed zachodem słońca powietrze jest bardzo spokojne oczywiście w wyżowej masie powietrza . Po czwartym zakręcie samolot prowadzony wprawną ręką pilota obniżał lot aż do uderzenia w murawę przed budynkiem. Samolot zatrzymał się na ganku jednego z domów bliźniaków stając w płomieniach i podpalając budynki pilot i jego czternastoletnie pasażerki zginęły w płomieniach. Cesna ma zbiorniki w płatach skrzydła uderzając jednym z nich o budynek spowodowała rozprucie zbiornika i oblanie budynku dużą ilością benzyny której pary momentalnie spowodowały pożar. Dobrze, że rodziny zamieszkałe w bliźniaczych budynkach zdążyły uciec i nie było więcej ofiar tego tragicznego lotu. Jako wieloletni pilot i instruktor samolotowy mogę z całą stanowczością powiedzieć, że są momenty podczas startu i lądowania każdego samolotu w którym odmowa pracy sinika lub spadek mocy powoduje wypadek lotniczy niezależnie od stopnia wtajemniczenia lotniczego pilota. Zawsze przekazywałem młodszym kolegom, że podczas lądowania będąc na wysokości 30 metrów gdy silnik zawodzi należy przeprowadzać lądowanie unikając czołowego zderzenia. Nie wolno doprowadzać do utraty prędkości bo każdy samolot wykonuje przepadanie opuszczając nos a, że ziemia jest blisko uderza zespołem śmigło-silnikowym w ziemię często kapotując ( przewracając się na plecy) równocześnie rozlatując się na kawałeczki . W tym przypadku brakło przysłowiowej odrobiny szczęścia, gdyż obok domu, dosłownie kilkanaście metrów jest łąka i na pewno ona była celem pilota w lądowaniu awaryjnym . Można śmiało wyciągnąć wniosek , że szczęście i opieka Anioła Stróża jest równie ważna dla pilota jak jego wiedza i umiejętności.
Tadeusz Gola -emerytowany pilot samolotów myśliwskich naddźwiękowych |