|
Nie żyłem bardzo dawniej, ale mogę niestety powiedzieć, że żyłem w dawnych czasach. Dawnych, bo już nie pamiętanych przez znaczną część obecnej populacji – jak się to dziś za przeproszeniem – technokratycznie - nazywa. Nie mówię już o tym, że dzieci Tych, których trzymałem do chrztu, nie tylko mają dzieci, ale i przymierzają się do statusu Dziadków.
To nie są argumenty, ale jedno jest pewne, że z autopsji znam pojęcie „dawniej”. Na światków zresztą też mogę przywołać rzeszę ludzi dziś skazanych na margines- bóle, kaszle i kaszki. Czyli takich jak ja – młodych inaczej. Jedyne co nam – ludziom z marginesu wiekowego pozostało to możemy dać świadectwo. Że co? Że „dawniej” to już było i nie ma do czego wracać? Skorzystacie – Wasz zysk – nie – Wasz wybór, droga młodzieży. Na pewno nie ma do czego wracać? By nie zanudzać, dam do przemyślenia jedną tylko rzecz. Niezbyt męczącą – ale wartą chyba zatrzymania myśli. Dziś i dawniej i bardzo dawno, są i byli ludzie, po ludzku, przyzwoici i nieprzyzwoici. To od czasów nie zależy tak bardzo, choć jak się to mówi – okazja czyni złodzieja, czyli okoliczności pomagają lub przeszkadzają w tym, by być przyzwoitym. Czasem bycie przyzwoitym jest próbą charakteru. A w interesie ogółu jest, by ten ogół raczej składał się z ludzi przyzwoitych, a nieprzyzwoici, gdy są takimi, byli potępiani. Oczywiście definicja słowa przyzwoitość ma swoje miary. Są nimi Prawo a nad nim Dekalog. Dawniej człowiek przyzwoity żył w świecie, w którym bez względu na aktualny system obowiązywały pewne zasady. Zmienne, w każdym czasie inne. Jedno jednak było zawsze pewne, właśnie ów przymiar – dekalog. Złodziej choć był złodziejem – wiedział że nim jest. Nie było wątpliwości. Dziś nie tylko zasady i wartości stały się symbolem karalnej życiowo wprost naiwności. To co zauważam dziś – choć wartości się nie zmieniły – to jednak człowiek przyzwoity stał się marginesem. Złodziej już nie koniecznie musi być złodziejem a jest raczej zaradny. Honor czy Ojczyna to hasła dobre jeszcze może propagandowo,ale i tak świadczące o nieznajomości „dzisiejszych” realiów. Wychodzi na to, że to ci przyzwoici mają się wstydzić, unikać publicznego pokazania palcem. Czyli zasada Homo domini lapus est (człowiek człowiekowi wilkiem) ma być normą. Czy rozsądnym jest na to się godzić? Przypominam tylko, że nie zawsze tak bywało, powiem więcej – nawet w czasie wojny, ludzie przyzwoici byli szanowani. Dziś Sejm – świeżo upieczony – w pierwszym właściwie głosowaniu wykazał, że znacznej części owej elity, ludziom, którzy mają tworzyć wzorzec przyzwoitości – prawo, można w parę godzin przetrącić kręgosłup. I by było jasne – to nie moje określenie a posła Kłopotka komentującego reasumpcję głosowania nad kandydaturą osoby o dość „sprecyzowanych” poglądach jako kandydatki na fotel wicemarszałka. Już nie zazdroszczę ludziom przyzwoitym bycia posłem obecnej kadencji. To jest wyzwanie. I dla nerwów i dla poczucia estetyki i dla rozumienia słowa przyzwoitość. Samo to uznaję za akt i odwagi i wierności bycia przyzwoitym. Pomimo, że to człowiek ponoć bardzo giętkiego PSL. To warto zapamiętać. Tak jak pamięta się słowa ministra Becka o cenie honoru. Powinny one przejść w zasoby kanonu ważnych słów parlamentarzystów z kręgosłupem. |