|
Cała awantura o ACTA oprócz nurtów, które porusza dyskurs publiczny ujawnia też jakby pomijane, choć jak się wydaje powszechnie odczuwane rzeczy. Spróbuję je pokazać. Pierwsza rzecz to problem podstawowy, który ma ten rząd, a jest on następujący. Opinia publiczna już po wielu wcześniejszych przypadkach wie, że jak Pan Tusk mówi, to tylko znaczy, że mówi.
Dziś już może sobie zaklinać i przysięgać, że nie chodzi wcale o cenzurę – ale i tak już poważna grupa i to młodych ludzi, nie jest skłonna mu w detalach i w obietnicach wierzyć. Ludzi starsi – wiedzą, że komuna przegrała swój totalitaryzm w dużej mierze tym, że miała do dyspozycji tylko żywych kapusiów i ich notesiki. To i ci starsi wiedzą, ze Internet jest narzędziem totalnym i dlatego może stać się narzędziem dającym już bez przeszkód władzę totalną. Przecież możliwości represyjności Państwa w każdym wymiarze i kontroli każdego obywatela, sięgają skali nienotowanej wcześniej. Nie mówiąc o tym, że byle urzędnik, pod byle pozorem jest w stanie legalnie wykończyć każdą działalność, każdego obywatela postawić w stan oskarżenia i aresztować – i nawet słuszność tu nie ma znaczenia. Procesy wygrywane na forum międzynarodowym tego dowodzą. I żarty tu się kończą, a dmuchanie na zimne jest ze wszech miar wskazane i uzasadnione. Drugą sprawą, którą pokazuje sprawa techniki wprowadzania ACTA jest ujawnienie już wręcz na tacy, socjotechniki stosowanej nagminnie dla manipulacji społeczeństwem. Miarka się przebiera. Technika ta opiera się na czynieniu zła pod wspaniałymi i szczytnymi hasłami. Tą dwoistość już ludzie widzą. Paradoks? Pozornie – tak. Ale przyglądnijmy się analitycznie na przykład Akcji WŚOP. Jednorazowej i z robionej z hukiem. Daje dobre rzeczy, dostarcza co prawda po przetrzymaniu kasy na koncie – ale dostarcza, aparaturę, ratuje, pomaga. Jakim kosztem w stosunku choćby do cichego Caritasu? Co bardziej myślący to sobie szybko policzą. Lecz ważniejsze – ta akcja uruchamiając całą rzeszą wspaniałych wolontariuszy – jednak promuje tak przy okazji; Przystanki – filozofia róbta co chceta itd, co jest rozchwianiem pojęcia „pomoc” i „dobro” całej rzeszy młodych ludzi. Ta dwoistość deklaracji i efektów jest już faktem wzmocnionym wcześniejszym demontażem i wręcz ośmieszaniem systemu wartości elementarnych i poważaniem najważniejszych konstrukcji społecznych jak autorytety, rodzina, bezinteresowność w działaniu publicznym itd. Innymi słowy owo wzmocnienie następuje poprzez uczynienie względnymi pojęć i wartości wcześniej uznawanych za opokę. Dobro i zło nie wcześniej było - w zasadzie dobrem - lub - właściwie względnym złem. Ludzie nie byli nigdy idealni – wręcz bywało – odwrotnie. Lecz filary – wyznaczniki były powszechnie znane i uznawane. Dopiero rewolucje to podważyły w sposób zasadniczy – i od tego i nie wczoraj to się zaczęło. I znów zauważono przy okazji ACTA, że mamy z jednej strony wartości dobre, a z drugiej coś co jest groźne. Postawione w jednym rzędzie. Nikt przecież rozsądny i prawy nie podniesie głosu sprzeciwu wobec chęci obrony własności w tym i własności intelektualnej. Z drugiej jednak strony pod tym hasłem ma być umożliwiona totalna inwigilacja. A i tak – trudno uwierzyć w rzetelną chęć docenienia wartości intelektualnej patrząc na przykład na działania choćby Pani Kudryckiej jako Ministra, od tych spraw właśnie. Stan ochrony polskich rozwiązań i wartości od lat się przecież nie zmienia i jest gorszy niż prawa Panów, którzy mają za sobą zadowolony z siebie ZIKS. Nauka i tego nie ma. Sukcesy na uczelniach zagranicznych i stan grabieży własności intelektualnej dokonywanych całkiem legalnie – to rzeczywistość. Z jednej strony deklaracje ochrony, a za deklaracjami stoi mechanizm grabieży. Z jednej strony deklaracje (a nawet wygrane procesy w trybie wyborczym), że się nie ma zamiaru prywatyzować służby zdrowia a z drugiej mamy co mamy. Tu mamy deklaracje ochrony własności i chęć uporządkowania – a mamy równocześnie brutalne akcje służb w odniesieniu do internauty, który śmiał się swobodnie wypowiadać na swej stronie Antykomor. W każdej dziedzinie życia siedzą sobie na synekurach ex oprawcy lub szwindlarze i dalej są panami sytuacji. To jest widoczne rozdwojenie – porządkowanie życia publicznego w deklaracji – i – zamiatanie pod dywan (oby tylko) w rzeczywistości. I jaka jest to wiarygodność a gdzie są filary? Zostały usunięte – i ci ludzie ich na powrót nie postawią, bo dla swoich wyborczych interesów je zburzyli. Sami wypromowali Palikota, podjęli walkę z wartościami, Krzyż jest dla nich szczególnie przeszkadzający. Usunęli filary. To gdzie elementarna wiarygodność? Słowami i ustawami się jej nie odbuduje. I to jest problem już chyba ostatni tej ekipy. I to są dwa „bule” ujawnione czymś co było konsultowane – ale tak jak zwykle – by się mało kto zorientował, że jest właśnie coś i co konsultowane. Nawet parlamentarzyści się na to nabili i teraz zauważyli, że przegapili. Przynajmniej stać było niektórych na to by powiedzieć; rzeczywiście przegapiliśmy. Tak samo - deklaracje, że jest czas na dyskusję – a równocześnie idzie się z podpisem i z trybuny traktuje się ludzi z góry - nie jest to rozdwojenie?
Wydać poprawny politycznie ukaz – to nie wszystko – nic się nim nie załatwi. To pewne. |