|
Po obozie przetrwania, który trwał półtora miesiąca nareszcie mamy ciepłą wodę. To aż nie do pomyślenia, że cieszymy się z możliwości normalnej kąpieli, mieszkając w centrum miasta.
I pomyśleć, że niepokornych sąsiadów, którzy przewłaszczać się nie chcą, ale ciepłą wodę już chcą, nie przekonało to do działania większego niż powtarzanie „trzeba coś zrobić”. Chodzenie po korytarzach jednak ciepłej wody nie przywróciło. Sytuacji nie zmieniły też pielgrzymki różnorakich dziennikarzy, którym już nawet nie chciało się nikomu udzielać wywiadów. Od początku było wiadomo, że żaden program zwyczajnie nie pomoże. A już zupełnie zniechęciła wszystkich do tego pewna Pani Redaktor, która wykazała się nierzetelnością graniczącą z głupotą, cytując jako specjalistę naszego czołowego antagonistę, przedstawiciela jednego z mieszkańców. (Nie dotyczy to oczywiście w żadnej mierze naszej radnej Grażyny Zamorskiej z Żabińca, która starała nam się bardzo pomóc i pomogła). Co przeszliśmy z tym człowiekiem, przeszło już chyba do legendy i biedny człowiek narobił sobie mnóstwo wrogów. Biorąc pod uwagę, że w Krakowie bardzo dużo szuka się „przez polecenie”, może stracić sporo klientów. Po groźbach, że zebranie zostanie zerwane, panicznych telefonach, zebranie się odbyło i wreszcie powstała Wspólnota, a 3 dni później popłynęła ciepła woda. Zebranie przebiegło spokojnie, choć na widok wspomnianego już wichrzyciela burzyła nam się krew. A mnie to już na pewno. Miejmy nadzieję, że najgorsze przejścia są już za nami i nikt już nie będzie musiał się martwić, co tym razem wymyśli Spółdzielnia. Nareszcie jesteśmy od niej zupełnie odcięci i żadne jej problemy nas nie dotyczą.
|